Subskrybuj
Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Blogerka od 2006 r., tworzy whiteplate.com. Autorka książek kulinarnych, miłośniczka Azji i domowego wypieku chleba. Warszawianka mieszkająca od niedawna w Poznaniu. Mama trzech córek

Nasycić się lasem

Cisza idealna, kiedy budzisz się rano, a świat okryty jest miękką kołderką śniegu. Sople zwisające z dachu, mróz nocą wymalował na szybach obrazy.

Masz osiem lat, wynurzasz się spod puchowej kołdry i biegniesz do kuchni, gdzie babcia przygotowała dla ciebie śniadanie – kawałki pszennej bułki zalane ciepłym mlekiem, miseczkę twarogu wymieszanego ze śmietaną i cukrem albo coś innego, ale równie prostego i bezpretensjonalnego. Do sielskiego obrazka dodaj dwa koty, które mieszkają w ciepłej o tej porze roku „letniej kuchni”, ale przychodzą rano, by napić się podgrzanego mleka albo coś przekąsić. Ocierają się o twoje nogi, mruczą, a ty zanurzasz swoją małą rączkę w ich gęstych, zimnych futrach pachnących mrozem i dymem z komina. Biegasz po podwórku, śniegu napadało tak dużo, że zapadasz się w nim aż po kolana. Świat skrzy się jak w świecie Muminków zimą. A w każdym razie tak będziesz wracać do tego wspomnienia po latach, kiedy umysł jest na tyle dojrzały, że wszystko musi z czymś porównać.

Jako dorosła osoba zrozumiałam, że cisza jest luksusem. W zgiełku miast nie sposób się w niej zatopić. Przypomina mi się teraz książka o pachnących ogrodach, w których ogrodnik tak komponuje rośliny, by zanurzyć się w swoich ulubionych zapachach. By składać ze sobą te, które do siebie pasują, np. na wzór ulubionych perfum. I to jest możliwe. Podobno. A w każdym razie ja w to wierzę. Czy na wzór pachnących ogrodów moglibyśmy tworzyć w miastach ciche pokoje, wypełnione dźwiękami bliskimi naszemu sercu? Co by to było? Nawoływania gołębi grzywaczy, szum listków brzozy, metaliczny nieco, delikatny i kojący. Dźwięk rzeki, gdy spływa po niej kra, śmiech dzieci, chrapanie psa. Dla mnie to też głos mojej sąsiadki, która codziennie o szóstej rano wychodzi na spacer z psem, a później pod blokiem rozmawia z innymi sąsiadami. Jest z natury bardzo życzliwa i wesoła, obdarzona wyjątkowo piękną barwą głosu, lubię słyszeć rano jej spokojne pogawędki, choć dociera do mnie jedynie przyjemne brzmienie, a nie sama treść rozmów.

Kiedyś do wykonywania codziennych obowiązków potrzebowałam kontrolowanego hałasu. Lubiłam pracować w kawiarniach, zamawiając kolejne filiżanki latte macchiato, słuchając gwaru rozmów, muzyki w stylu lounge. W biurze, gdzie ciągle dzwoniły telefony, działały faksy, zacinały się kserokopiarki, burczały ekspresy do kawy. W domu, kiedy grało cichutko Radio PiN.

A potem nagle to wszystko zaczęło mi przeszkadzać i postanowiłam znaleźć cichą przestrzeń. Może biblioteka? Może park? Ile dziś mamy miejsc bez żadnych rozpraszaczy i bez telefonów z powiadomieniami?

Teraz, zamiast sięgać rano po telefon od razu po przebudzeniu, staram się znaleźć chwilę na to, by nalać do szklanki ciepłej herbaty, otulić się kocem, założyć czapkę i posiedzieć 10 min na balkonie, patrząc w siną dal. 10 min tylko dla mnie na rozpoczęcie dnia, na skupienie rozproszonych myśli, na ustalenie planu działania. To dużo czy mało? Często okazuje się, że wystarczająco.

Żeby znaleźć ciszę, wyjeżdżam poza miasto. Idę do lasu albo na wydmy. Japończycy mają shinrin–yoku, z których uczynili filozofię. To „kąpiel leśna” polegająca na spędzaniu czasu w naturze i zaangażowaniu wszystkich zmysłów do jej odbioru. Pierwszy ośrodek kąpieli leśnych powstał w Japonii w 1982 r., a jego sukces przyczynił się do popularyzacji podobnych przestrzeni. Malownicze lasy cyprysowe, porośnięte mchem podnóża góry Fuji czy wyspa Yakushima, na której rosną drzewa cedrowe, a wśród nich Jomon Sugi, które ma ponad 2 tys. lat.

A dokąd można wybrać się w Polsce, jeśli chce się zasmakować kąpieli leśnych? Może do Puszczy Białowieskiej, która jest jednym z najstarszych lasów Europy, położonym z dala od dużych miast. Ze względu na małą ingerencję człowieka i bogactwo naturalnych siedlisk stanowi jedno z miejsc do szukania absolutnego spokoju. A może do Borów Tucholskich pełnych drzew sosnowych i jezior, do Beskidu Niskiego, który jest jednym z mniej zatłoczonych obszarów. Może do Puszczy Rominckiej na Suwalszczyźnie – ten las nazywany jest polską tajgą, bo słynie z dzikiego, surowego piękna i rzadkich gatunków roślin i zwierząt. Polecam też Świętokrzyski Park Narodowy, słynący z Puszczy Jodłowej, gdzie można nasycić oczy pięknem najstarszych jodeł w Polsce i poczuć wręcz magiczną aurę.

Szczególnie bliska memu sercu jest Puszcza Knyszyńska – jedno z najbardziej malowniczych i dzikich miejsc w Polsce, która stanowi drugi co do wielkości kompleks leśny w regionie po Puszczy Białowieskiej. Jest wyjątkowa ze względu na zróżnicowane siedliska: zarówno lasy iglaste, jak i mieszane czy liściaste. Są tam torfowiska, bagna i polany, a unikalne warunki przyrodnicze sprzyjają występowaniu licznych gatunków roślin i zwierząt, z których wiele jest pod ochroną. Żubry, wilki, rysie, jelenie, sarny, dzikie ptaki, orły bieliki, żurawie i czarne bociany. A jeśli mieszkasz w Warszawie, to wybierz się choćby do Lasu Kabackiego, jednego z najstarszych lasów podmiejskich.

Życzę Państwu spokoju i ciszy na nadchodzące święta.

Artykuł pojawił się w numerze: Stwórz szałas na hałas