Subskrybuj
fot. Michał Lichtański
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Kalendarz i religia

„Tylko wolny człowiek może się kierować swoim kalendarzem. Niewolnik musi być posłuszny kalendarzowi swego pana”

„Czas jest ważniejszy niż przestrzeń” – lubi powtarzać papież Franciszek. Zasadę tę dobrze rozumieją religijni Żydzi, którzy ogromną wagę przywiązują do uświęcania czasu. Nie przypadkiem – powiada Konstanty Gebert – „pierwsze przykazanie dane Izraelowi jako narodowi wiąże się z przestrzeganiem ustanowionego przez Pana kalendarza” (por. Wj 12, 1–2).

Faktycznie, kalendarz pełni istotną funkcję w żydowskim życiu religijnym. Ostatnie prawie dwa tysiące lat pokazały, że jest ważniejszy nawet od Świątyni. Ta od dawna już nie istnieje, a przecież wciąż obchodzone są szabaty, święta i lata zwane jubileuszowymi.

Jest w tym kalendarzu jakieś dziwne dostojeństwo, tak jakby przetrwała w nim pamięć słów i czynów Boga wypowiedzianych i dokonanych, według Tory, w czwartym dniu stworzenia, kiedy to zaistniały „światła na sklepieniu nieba, żeby oddzielały dzień od nocy i by były wyznacznikami świąt, dni i lat” (Rdz 1, 14; tłum. S. Pecaric i E. Gordon), aby możliwe było mierzenie czasu.

Co ciekawe, w kalendarzu żydowskim za początek rachuby czasu przyjmuje się właśnie stworzenie świata (albo – jak sugerują niektórzy mędrcy – stworzenie człowieka).

Rabini, dokonując żmudnych obliczeń i kierując się wskazówkami zawartymi w Torze, od dawna próbowali ustalić dokładną datę aktu stworzenia i w końcu przyjęli, że dokonał się on jesienią 3761 r. p.n.e. Obecnie, od października 2024 r., trwa zatem rok 5785, a Żydzi – bez względu na ich osobiste przekonania i wiedzę na temat rzeczywistego wieku wszechświata – powszechnie akceptują ten system datowania jako znak przywiązania do tradycji czy też (głębiej) zakorzenienia w Torze. Jak pisze polski Żyd, filozof, Stanisław Krajewski, ta umowna liczba (5785), mając się nijak do tego, co mówią nauki przyrodnicze, „wyraża nasze związki ze światem i jego Stwórcą. I naszą odpowiedzialność”.

Ażeby zrozumieć specyfikę żydowskiego kalendarza i dostrzec to, co go różni od używanego przez nas kalendarza gregoriańskiego, sięgam do Encyklopedii tradycji i legend żydowskich Alana Untermana i czytam, że rok „składa się z dwunastu miesięcy księżycowych osadzonych w systemie roku słonecznego” (wyróżnienia moje), co oznacza, że miesiące oblicza się tu według faz Księżyca, a lata wedle następujących po sobie pór roku, które zależą od położenia Ziemi względem Słońca.  Kalendarz ten ma zatem charakter mieszany, lunisolarny (księżycowo-słoneczny), i dzięki temu także i pod tym względem jest wierny Torze, która mówi o „dwóch światłach wielkich” jako „wyznacznikach świąt (…) i lat”.

Miesiąc księżycowy trwa od nowiu do nowiu (tj. ok. 29 i pół dnia; kolejne miesiące liczą więc umowne 29 lub 30 dni, a rok księżycowy ma 354 dni); z kolei rok słoneczny to czas pełnego obrotu Ziemi wokół Słońca (365 dni). Pomiędzy rokiem słonecznym i księżycowym pojawia się zatem różnica licząca ok. 11 dni, to zaś oznacza problem, który – gdyby nie udało się go rozwikłać  – spowodowałby, że poszczególne święta po upływie roku i następnych kilku lat wypadałyby w różnych porach roku, a przecież święto Pesach, zgodnie z tradycją, musi być obchodzone wiosną, a Rosz ha-Szana i Sukot – jesienią. W tej sytuacji konieczne stało się wprowadzenie lat przestępnych, w których pojawia się dodatkowy miesiąc. Co jakiś czas (w ciągu 19 lat siedmiokrotnie) żydowski rok trwa więc aż 13 miesięcy.

Kluczową rolę w tym kalendarzu odgrywa siedmiodniowy tydzień, zakończony najważniejszym żydowskim świętem – szabatem (sobotą przeżywaną jako ostatni, a nie przedostatni dzień tygodnia, co zdaje się sugerować nazwa weekend). Oczywiście czytelnikom „Znaku” nie trzeba przypominać, że dla Żydów 24-godzinna doba zamiast o północy zaczyna się o zmierzchu dnia poprzedniego. Początek szabatu wypada zatem w piątek po zachodzie słońca, a następnego dnia wieczorem rozpoczyna się już nowy tydzień (zainicjowany niedzielą, zwaną po prostu dniem pierwszym, jom riszon).

Bez kalendarza Żydzi nie mogliby obchodzić szabatu ani żadnego innego święta. Jak słusznie zauważa Konstanty Gebert, „trudno by [im] było też rozwijać żydowską tożsamość, którą obchodzenie świąt pogłębia i umacnia. [Więcej jeszcze:] Nadanie przez Pana Żydom kalendarza to także – zauważają komentatorzy – zewnętrzne znamię ich wolności. Tylko bowiem wolny człowiek może się kierować swoim kalendarzem. Niewolnik musi być posłuszny kalendarzowi swego pana”.

Artykuł pojawił się w numerze: Dotknij mnie