Subskrybuj
Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Pisarka, reportażystka. Autorka powieści Toksymia (2009) oraz zbiorów reportaży Bukareszt. Kurz i krew (2013) i Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii (2018), za którą otrzymała Paszport „Polityki” i Nagrodę Kościelskich. Obecnie pracuje nad zbiorem...

Prawdziwi mężczyźni niszczą nam świat

Andrew Tate realizował na TikToku swoją wizję męskości: z cygarem w ustach liczył stosy pieniędzy, pokazywał luksusowe gadżety i opowiadał, jak stosuje przemoc wobec kobiet, które stawiają mu opór.

Syszałam o nim wiele razy. Ale dopiero w Tiranie zaczęłam rozumieć, kim dla młodych mężczyzn stał się Andrew Tate, były bokser, szemrany biznesmen i dumny mizogin influencer, przypakowany jak superbohater Marvela i bezwzględny jak Patrick Bateman.

– Rozmawiam z uczniami liceów o przemocy – mówi mi albańska koleżanka aktywistka. – I nazwisko Andrew Tate pojawia się w pierwszych 10 min. Chłopcy chcą być tacy jak on: bogaci i silni, mieć supersamochód i piękną, uległą dziewczynę u boku. Przemoc wobec kobiet wielu z nich uznaje za skuteczny sposób komunikacji, bo zastraszona dziewczyna natychmiast koryguje zachowanie. I co najgorsze, niemal zawsze wstaje ten jeden uczeń, który chce przebić pozostałych, i mówi: „Gdyby moja dziewczyna mnie zdradziła, tobym ją zabił”.

Jak być mężczyzną w dzisiejszych czasach, gdy wszyscy wokół powtarzają „toksyczna męskość”? Co zrobić z emocjami, gdy wszędzie słyszysz, że agresja jest zła? Świat zajął się wzmacnianiem dziewczynek, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć chłopcom, i na tym męskim zagubieniu wykwitł patriarchalny czyrak z bicepsami, charyzmatyczny i narcystyczny Andrew Tate.

I nagle wszystko, co sobie myśleli chłopcy, lecz nie mogli tego powiedzieć, zostało wykrzyczane przez samca alfa i milionera. Andrew Tate nie wstydził się opowiedzieć światu, że zaczął biznes sex-kamer od zaproponowania pracy kilku kobietom, z którymi sypiał. Dziewczyny się rozbierały, a przy okazji wymyślały łzawe historie o chorej babci czy psie, żeby wyciągnąć od dzwoniących mężczyzn jeszcze większe pieniądze.

Seksualno-scamerska sieć liczyła u szczytu swojej działalności 75 pracownic, aż pojawiły się zarzuty, że niektóre z nich były gwałcone i zmuszane do pracy siłą.

Tymczasem Andrew Tate realizował na TikToku swoją wizję męskości: z cygarem w ustach liczył stosy pieniędzy, pokazywał luksusowe gadżety i opowiadał, jak stosuje przemoc wobec kobiet, które stawiają mu opór.

Był pozbawiony skrupułów i wstydu i był z tego dumny.

Podczas gdy mainstreamowe media pochylały się nad ruchem MeToo, w mediach społecznościowych rozbijał się Tate. Kobiety mówiły: mamy dość przemocy seksualnej i molestowania, Tate odpowiadał: zgwałcone kobiety są współwinne, bo prowokowały sprawców. Kobiety mówiły: chcemy wolności i równych praw, Tate odpowiadał: kobieta powinna siedzieć w domu i gotować. Kobiety mówiły: chcemy całego życia, Tate odpowiadał: mężczyźni chcą kobiet robotów.

W Albanii szczyt jego popularności przypadał na czas, gdy tysiące tamtejszych mężczyzn przedostawało się nielegalnie przez kanał La Manche, zaczynało pracę jako dilerzy narkotykowi w Wielkiej Brytanii i w krótkim czasie zarabiało wielkie pieniądze. Albański TikTok i Instagram były zalewane obrazami mężczyzn, którzy prezentują góry banknotów na starych wersalkach, palą cygara, pokazują złote zegarki i modele najdroższych samochodów. Pójście do więzienia okazywało się ryzykiem wkalkulowanym w ten złoty sen. Więzienie jest spoko, opowiadali sobie Albańczycy. Jest siłownia, można poduczyć się angielskiego i poznać innych chłopaków. Znajomy wydawca z Tirany opowiadał mi, że brytyjskie więzienia zamawiają u niego więcej książek niż albańskie biblioteki.

– Dziś w Albanii nikt nie wstydzi się, że siedział – mówi mi koleżanka. – Dla wielu chłopaków więzienie w Wielkiej Brytanii było ciekawszym doświadczeniem niż albańska szkoła. Poza tym jeśli jeden chłopak ze wsi siedział, to wstyd, ale jeśli na dziesięciu chłopaków jeden nie siedział, to o czym mówimy?

Lecz świat, w którym rządzą tysiące mężczyzn jak Andrew Tate, zamienia się w piekło.

– To jest stracone pokolenie. – Kręci głową aktywista, pracujący z trudną młodzieżą we Wlorze. – Oni po doświadczeniu nielegalnej pracy i nielegalnych pieniędzy nie potrafią już pracować normalnie. Adrenalina przestawia im coś w głowach. Mają pieniądze, a w środku są puści. Wracają do Albanii wściekli i pokaleczeni.

Dwa lata temu zaproponowałam znajomym intelektualistom z Tirany, aby wzięli udział w debacie o męskości w Albanii z okazji Dnia Kobiet. Zaskoczyła mnie skala ich sceptycyzmu. Każdy z nich chciał wiedzieć, z kim będzie rozmawiać, żeby nie zderzyć się z agresorem i nie zostać przez niego zaatakowanym na oczach publiczności. Koniec końców po kolei rezygnowali i debata nie doszła do skutku.

– W Albanii lepiej nie rozmawiać o męskości – skwitował jeden z nich.

A tymczasem Andrew Tate mówi i mówi. I choć ciążą na nim zarzuty o gwałt, handel ludźmi i pranie pieniędzy, mimo rozpoczętego postępowania karnego właśnie przeprowadził się z Rumunii do Stanów Zjednoczonych. „Prawdziwi mężczyźni głosują na Donalda Trumpa” – głosił podczas kampanii wyborczej. W końcu nikt inny jak Trump chełpił się, że może „łapać je za cipki”. A syn Trumpa, Donald junior, chwali się przed światem, że Andrew Tate jest jego przyjacielem.

Pamiętacie te niewinne czasy, gdy mężczyźni objaśniali kobietom świat? Dzisiaj prawdziwi mężczyźni po prostu go niszczą.

Artykuł pojawił się w numerze: Jak smakuje życie w Korei