Subskrybuj
Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Pisarka, reportażystka. Autorka powieści Toksymia (2009) oraz zbiorów reportaży Bukareszt. Kurz i krew (2013) i Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii (2018), za którą otrzymała Paszport „Polityki” i Nagrodę Kościelskich. Obecnie pracuje nad zbiorem...

Nagość w Berlinie

Co tu zrobić z tym feminizmem, zastanawiałam się dość posępnie. Jest Berlin, to jest i wolność. Jest wolność, to jest i nagość. Ale co zrobić z ciężarem wolności, który wali się na barki i sprawia, że zaczynamy się pod nim uginać?

Szłam wzdłuż kanału berlińskiego Kreuzberga, rozmawiając ze znajomym o zawiłościach świata, kiedy moje spojrzenie zatrzymało się na nagości mężczyzny, kontemplującego nieopodal wody rzeki Sprewy. Zaraz omiotłam wzrokiem rodziny z dzieciakami, hipsterów i hipisów, punkowców i meneli, całą tę nieprzebraną masę ludzką, która w piątkowy wieczór wyległa do parku i właśnie zażywała świeżego powietrza obok nieodzianego mężczyzny, ani go nie strofując, ani w niczym mu nie przeszkadzając.

Kiedy na drugi dzień zobaczyłam łysego gościa na obcasach, w czerwonym przezroczystym peniuarze, który tańczył, stojąc przed klubem i machając swoim pokaźnym przyrodzeniem na wszystkie strony świata, mogłam już tylko wzruszyć ramionami: „No tak, Berlin”. Berlin z najstraszliwszych fantazji polskiej prawicy.

Dopiero gdy chwilę później zobaczyłam na ulicy kompletnie nagą olśniewającą Azjatkę, która szła przez centrum miasta zamaszystym krokiem, podczas gdy jej kompan rejestrował kamerą anatomiczne detale jej ciała, zrobiło mi się smutno. Moim pierwszym odruchem było okryć czymś tę piękną dziewczynę, dać jej kubek kakao i powiedzieć, żeby na siebie uważała.

Jej nagość była dla mnie czymś innym niż nagość mężczyzn, choć to Azjatka była jedyną postacią z tej trójki, która wiedziała, jak swoje ciało zmonetyzować.

Co tu zrobić z tym feminizmem, zastanawiałam się dość posępnie. Jest Berlin, to jest i wolność. Jest wolność, to jest i nagość. Ale co zrobić z ciężarem wolności, który wali się na barki i sprawia, że zaczynamy się pod nim uginać?

Traf chciał, że kolejnego dnia udałam się do Nationalgalerie i tam, niczym komentarz do ostatnich nagości, obejrzałam kilka feministycznych prac, liczących sobie ponad pięć dekad. Gdy tylko weszłam do jednej z sal, zobaczyłam trzech mężczyzn, wpatrujących się w telewizor z głupkowatymi uśmiechami. Oglądali wideo polskiej artystki Natalii LL Sztuka konsumpcyjna, pokazujące kobiety, które w erotyczny sposób jedzą banany, parówki i kisiel. Tuż obok znajdowały się kolaże przedstawiające nagą Ewę Partum, idącą przez ulice mrocznej, posępnej komunistycznej Warszawy. Jej nagość pośród budynków rządowych, obok komisariatu policji, w kolejce do sklepu była uwierająca i przejmująca jak krzyk, wołanie o wolność i prawdę w skłamanej rzeczywistości. Równie ciekawa jest inna praca Partum: Kobiety, małżeństwo jest przeciwko wam! Ubrana w suknię ślubną i folię z napisem „Dla mężczyzn” artystka bierze nożyczki i tnie suknię na kawałki, aż staje naga przed publicznością. Wszystko to dzieje się jesienią 1980 r., w komunistycznej, katolickiej Polsce.

Trudno sobie wyobrazić, jak wielki był to akt odwagi, gdy 50 lat później, w wolnej Polsce, widok dwóch kobiet bez staników na czele gigantycznych czarnych protestów budził tak wielkie emocje. Nagość stała się wołaniem kobiet o prawo do samostanowienia. Decydowania o własnym ciele. Co osiągnęła prawica dzięki zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego? Chyba nie to, czego chciała, biorąc pod uwagę, że Polska jest na szarym końcu rankingów dzietności w Europie.

Do czego służy nagość w sztuce? Marina Abramović, najsłynniejsza artystka performansu na świecie, odpowiada, że nagość burzy bariery, zmusza odbiorcę do wyjścia ze  strefy komfortu, zajrzenia w głąb siebie, reakcji.

Publiczność może odczuwać niepokój na widok nagości, ale przypomnijcie sobie najsłynniejszy akt twórczy Abramović, Rytm 0. Sześć godz., nieruchome ciało artystki, która zamienia się w obiekt, i 72 przedmioty, których można użyć wobec niej, od róży i miodu po piłę i siekierę. Wszystko kończy się, gdy Abramović jest półnaga i zakrwawiona, z oczami pełnymi łez i raną na szyi – jakiś mężczyzna chciał pić jej krew. Czy twórczyni stała się lustrem dla żądzy i mroku, który w nas tkwi? Jej performans pokazał, jak daleko mogą posunąć się ludzie, gdy nie napotykają żadnego oporu, a przecież wszystko to zdarzyło się w oficjalnej scenerii galerii sztuki, wśród elity intelektualnej Neapolu.

W październiku 2025 r. Abramović zaprezentuje w Manchestrze swoją wystawę Balkan Erotic Epic, dotyczącą seksualnej energii i erotyki. Wydarzeniu już teraz towarzyszą wielkie kontrowersje. „Sztuka stała się tak bardzo politycznie poprawna – skomentowała artystka w wywiadzie dla »The Telegraph« – że dziś wiele moich prac byłoby zabronionych. Myślę, że w dzisiejszych czasach wolność artysty jest naprawdę ograniczona”.

Tymczasem świat patrzy na gwiazdę Only Fans, Bonnie Blue, która w ciągu 12 godz. – tu język kapituluje – przyjęła do swojego ciała (?!) 1057 mężczyzn. Bonnie Blue uważa się za feministkę. W wywiadach podpiera się karkołomną, nieweryfikowalną statystyką – twierdzi, że pornografia chroni kobiety, bo zmniejsza ryzyko popełnienia gwałtu przez mężczyzn o 30%. Niektórzy nazywają ją wielką performerką, a sytuację, którą wykreowała – wielkim kapitalistycznym performansem obnażającym to, jak wszyscy jesteśmy znieczuleni i zepsuci.

Bonnie Blue przekracza wszelkie granice – ciała, konwenasu, dobrego smaku, umowy społecznej. I zarabia milion dolarów miesięcznie. Ciekawe, czy któryś z dziennikarzy zapytał Bonnie Blue, jak bardzo to, co robi, sprawia jej fizyczny ból.

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności