Subskrybuj
Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Pisarka, reportażystka. Autorka powieści Toksymia (2009) oraz zbiorów reportaży Bukareszt. Kurz i krew (2013) i Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii (2018), za którą otrzymała Paszport „Polityki” i Nagrodę Kościelskich. Obecnie pracuje nad zbiorem...

Moja diagnoza i ja

Ciągle kręcę korbką, żeby to przedsięwzięcie zwane Małgorzatą Rejmer sprawnie prosperowało. Codziennie, zanim usiądę do pracy, sprzątam swoje mieszkanie. Robię listy wszystkiego: obowiązków, zakupów, marzeń.

Cmówi o mnie wstydliwy fakt, że felietony dla miesięcznika „Znak” wysyłam na ostatnią chwilę, choć moja cierpliwa redaktorka Ilona zamawia je zawsze z dużym wyprzedzeniem? Co mówi o mnie fakt, że nie mam nawet siły przyznać, jak długo wydawnictwo czeka na moją nową książkę reporterską?

Co mówi o mnie fakt, że bardzo często jestem niezadowolona z tego, w jakim momencie życia się znajduję, a gdy przydarzy mi się coś dobrego, to nie umiem tego przeżyć i zinternalizować? Dlaczego widzę siebie przede wszystkim jako sumę swoich klęsk, o których dobrze pamiętam, a nie sukcesów, o których zaraz zapominam? Dlaczego mam poczucie, że zawsze mogłabym zrobić wszystko lepiej? No i dlaczego w ostatnich miesiącach, gdy pociąg mojego wieloletniego związku spektakularnie się wykoleił, niemal straciłam umiejętność czytania? Jak mam być pisarką, jeśli nie potrafię cieszyć się czymś, co było sednem mojego życia?

A jeśli wchodzę do samochodu albańskich dilerów kokainy, to znaczy, że jestem dziennikarką oddaną swojej pracy czy może jestem uzależniona od adrenaliny albo po prostu lekkomyślna?

Kim jestem?

Ktoś ważny powiedział mi jakiś czas temu: „Zużywasz bardzo dużo energii, żeby sprawiać wrażenie osoby, która ma wszystko pod kontrolą”. Poczułam, jakby jednym zdaniem opisał całe moje życie. To zdanie utkwiło mi w głowie jak drzazga. Uwierało.

Ktoś mniej ważny rzucił podczas rozmowy pytanie: „Czy zastanawiałaś się, że możesz mieć ADHD?”. Ja? Skąd! Przecież ciągle kręcę korbką, żeby to przedsięwzięcie zwane Małgorzatą Rejmer sprawnie prosperowało. Codziennie, zanim usiądę do pracy, sprzątam swoje mieszkanie. Robię listy wszystkiego: obowiązków, zakupów, marzeń. Rachunki płacę zawsze przed terminem (bo inaczej bym o nich zapomniała). I nigdy nie spóźniłam się na pociąg ani samolot, choć dziesiątki razy wpadałam do środka transportu w chwili, gdy zamykały się za mną drzwi. Zawsze tłumaczyłam sobie, że to moje umiłowanie adrenaliny. Lubię ścigać się ze sobą i z czasem.

Właściwie to nie lubię, ale tak zawsze się dzieje. Podobnie jest z zamartwianiem się i rozpamiętywaniem przeszłości. Ze stanami lękowymi, refrenem mojego życia. Każdy słucha w głowie innej piosenki, a moja to requiem pogrzebowe.

Takim człowiekiem jestem.

Aż pewnego razu mój świeżo zdiagnozowany na ADHD brat położył przede mną Medikinet. A ja, ponieważ zawsze robię wszystko w odwrotnej kolejności, niż wymagałby rozsądek, zamiast pójść najpierw do specjalisty, po prostu ją wzięłam.

Pierwsza tabletka nie przyniosła żadnej zmiany. To mnie nieco zaniepokoiło – powinnam poczuć cokolwiek, a nie poczułam nic. Na drugi dzień spróbowałam ponownie, tym razem wzięłam podwójną dawkę. Och, mon Dieu, co tu się właśnie wydarza. A więc ludzie nie rozmyślają o przeszłości, przyszłości i teraźniejszości jednocześnie, gdy w głowie gra im radio? Nurt kilku spienionych rzek myśli nagle zamienia się w jeden niespieszny strumyczek. Znikają rzeczy, których nie zrobiliście w przeszłości, oraz rzeczy, które musicie zrobić za jakiś czas, a głęboko wątpicie, czy dacie radę. Muzyka w głowie cichnie. Gdzieś umykają wszystkie postacie, z którymi prowadziliście dialog. Rozpierzchają się nawet ich cienie. Znikają ludzie, o których przed chwilą czytaliście, i bohaterowie, których powoływaliście do życia.

W głowie robi się przedziwnie, przerażająco pusto. Do tej pory wirowała w niej kawalkada zdarzeń, postaci i głosów ze wszystkich porządków czasowych. I nagle zostaję tylko ja. Ja. Teraz. Ja. Teraz.

Wrażenie samotności było tak przeszywające, że zaraz sięgnęłam po telefon, żeby omówić to z najbliższymi przyjaciółmi, choć całe życie wzbraniam się przed dzwonieniem – rozmowy telefoniczne wymagają ode mnie zbyt dużego skupienia. „Czy wiecie, że można myśleć tylko jedną myśl?” – pytałam. Jedni wiedzieli to od zawsze. Inni, ci z ADHD, dowiedzieli się dzięki lekom – i rozumieli mnie doskonale.

A więc to tak! Być może jestem niezorganizowaną pesymistką, która nie potrafi się skupić, ale można to także nazwać ADHD. Po doświadczeniu zażycia Medikinetu dostałam takiego kopa iluminacyjno-egzystencjalnego, że poszłam od razu na diagnozę.

I cóż. Witamy, pani Małgorzato, w klubie ADHD. Nie spodziewała się pani do nas dołączyć, ale okazuje się, że pasuje tu idealnie. Teraz ADHD staje się częścią pani tożsamości, choć myślała pani, że prędzej czeka na nią członkostwo w klubie zespołu lęku uogólnionego. Ale proszę się nie obawiać. Tam też znajdzie się dla pani miejsce.

Nie jestem swoją diagnozą.

Powtarzam to sobie, przeczytawszy artykuły z jednego z tegorocznych numerów „Znaku” o diagnozach psychiatrycznych i wysłuchawszy dziesiątków podcastów i rolek o ADHD. Skoro już wiem, teraz chciałabym o tym zapomnieć. Nie potrzebuję kolejnej etykietki, ale jestem wdzięczna diagnozie. Dobrze jest wiedzieć. Dobrze jest zarządzać tą wiedzą. Mieć nowe strategie manewrowania po wewnętrznym chaosie. I dobrze jest zobaczyć swoje życie w innym świetle, pod innym kątem.

Artykuł pojawił się w numerze: Ile nas dzieli od szczęścia