Czasem zwierzęta mają trzy kończyny. Albo pięć. Lis, którego z wielkim trudem udało się wyciągnąć z wody, nie jest ani trochę mokry. Kocia łapa chwyta przedmiot jak ludzka dłoń. Niedźwiedź nabiera zwinności baletnicy. I tak za sprawą jednego szczegółu orientuję się, że to, co widzę na ekranie telefonu, jest stworzone za pośrednictwem AI. Dla własnej rozrywki oglądam bajkę udającą rzeczywistość i za strzał dopaminy daję się na chwilę zwieść iluzji.
Ale czasem jest tak, że szwy wygenerowanego świata przestają być widoczne. Cztery łapy, człowiek z niedyskutowalną anatomią, brudne, naturalne światło. Zderzenie samochodów zgodne z prawami fizyki. Gronostaj skaczący w śniegu. Kot, który kolejny raz pokazuje, pod którym kubkiem schowano piłeczkę. Nie jestem pewna, z jakiego porządku ontologicznego jest ta anegdota, dlatego muszę otworzyć sekcję komentarzy, żeby skonsultować ze światem, co widziałam – fikcję czy rzeczywistość? Czy samochód może poruszać się taką trajektorią? Czy kot może być aż tak inteligentny? Pod filmikiem widzę mnóstwo zachwyconych głosów ludzi, którzy dali się zwieść, i ten jeden komentarz wskazujący, na czym polega oszustwo.
Dlaczego to nie mogło się wydarzyć? Co zdradziło fałsz? Przecież rzeczywistość potrafi być zaskakująca, złośliwa, groteskowa i nieprzewidywalna. Babcia może podpalić obrus na rodzinnym przyjęciu, banda szopów praczy wedrzeć się na czyjś taras i urządzić ucztę, niedźwiedź zaklinować się w kontenerze na śmieci. Ale czy kot może skoczyć na żyrandol i spaść na zastawiony jedzeniem stół? Czy pies może spoliczkować psa? Czy zwierzęta różnych gatunków mogą się tak żarliwie przytulać? Co jeszcze jest prawdopodobne, a co już nie? Niby znamy reguły świata i niemal instynktownie rozumiemy, co jest możliwe, dzięki naszej wiedzy i doświadczeniu.
A jednak czuję, że moje wewnętrzne granice logiki zaczynają się przesuwać. Im częściej łapię się na tym, że nie potrafię odróżnić, co się zdarzyło naprawdę, a co zostało wygenerowane przez AI, tym większy ogarnia mnie niepokój.
Pamiętacie jeszcze chałkokonie? Chociaż wyglądały absurdalnie, nie brakowało użytkowników internetu, którzy gratulowali poczciwym piekarzom wyprodukowania konia z chałki, konia trojańskiego nowej iluzji. Nawet jeśli część użytkowników zaczęła dzięki tej dyskusji wreszcie rozumieć, że AI jest grubymi nićmi szyta, ścieg, jakim sztuczna inteligencja tka alternatywną wersję rzeczywistości, staje się coraz mniej dostrzegalny. Zdaniem niektórych socjologów pokolenie beta, czyli dzieci zetek i millenialsów, będzie tak głęboko zanurzone w przestrzeni sztucznej inteligencji, że granice między prawdziwym światem a światem wygenerowanym po prostu nie będą ich obchodzić. Już teraz, gdy obserwuję pokolenie moich rodziców, widzę, że w kontakcie ze sztuczną inteligencją są całkowicie bezbronni. Nie przychodzi im do głowy, że coś, co wygląda jak rzeczywistość, może nią nie być. Niemożliwe, lecz prawdziwe, myślą, podczas gdy coś, co jest niemożliwe, po prostu jest nieprawdziwe.
Jeszcze pół biedy, gdy przez chwilę dajemy się nabrać na filmik ze zwierzętami, te Disneyowskie wersje bajek Ezopa, w których zwierzęta chronią się nawzajem, pokonują przeszkody i okazują nadzwyczajną szlachetność. Ale co z filmikami, które masowo zniekształcają rzeczywistość, rzucają oskarżenia, nawołują do nienawiści, wywołują lęk, niszczą poczucie bezpieczeństwa? Nie pozwalają nam odróżnić dobra od zła i manipulują nami tak, by różnica przestawała mieć znaczenie? Boję się świata, w którym nieistniejące istoty będą głosiły rzeczy, z którymi głęboko się nie zgadzam, i będą wyglądały zupełnie jak ludzie. Będą słuchane i pożądane tak, jakby istniały, jakby stała za nimi mądrość i głębokie zrozumienie rzeczywistości, które biorą się z doświadczenia. To zresztą już się dzieje, rosyjska propaganda zaczęła generować filmiki z rzekomo polskimi dziewczynami, które agitują za opuszczeniem Unii Europejskiej. Kto jest po drugiej stronie, gotowy, by walczyć z armią pięknych botów?
A jeśli w pewnym momencie damy za wygraną, bo świat i wytwór AI będą nie do odróżnienia? Wprawdzie Unia Europejska przyjęła AI Act, który nakazuje twórcom treści AI oznaczanie, że zostały one sztucznie wygenerowane, jednak już teraz mówi się, że te regulacje to za mało. Zresztą wygląda na to, że ludzie zaakceptowali iluzję, jaką serwują im filmiki, a co więcej, pokochali ją – te najbardziej spektakularne mają po kilkaset tysięcy lajków. Nawet jeśli towarzyszy im podpis, że film powstał dzięki użyciu AI, mało kto zwraca na to uwagę. Chcemy być zaskakiwani, bałamuceni, bawieni. Tyle że w przypadku pokazu sztuczek iluzjonistycznych wiemy, że ktoś nas czaruje i zaprasza do gry. Twórcy filmików AI chcą natomiast, żebyśmy wierzyli, że to, co widzimy, to prawda. Gra toczy się o to, by fikcja jak najlepiej imitowała rzeczywistość.
Boję się świata, w którym pytanie o to, co jest prawdziwe, a co wygenerowane przez sztuczną inteligencję, nie ma już żadnego znaczenia. W świecie, w którym żyjemy, nawet oglądanie filmiku o szczeniaku przytulonym do kota przestaje być niewinne, bo osłabia nasze mechanizmy odróżniania fikcji od rzeczywistości.
Gdzieś ktoś generuje filmik z lisem ślizgającym się po zamarzniętej rzece, a ktoś inny porno, w którym wykorzystywane jest dziecko. Według statystyk aż 96% deepfake’ów krążących po sieci ma charakter pornograficzny i dotyczy niemal wyłącznie kobiet, które nie wyraziły zgody na użycie swojego wizerunku. Ci, którzy chcą manipulować, dostają do rąk coraz doskonalsze narzędzia, dzięki którym stają się coraz silniejsi, coraz bardziej zuchwali. Gdy znika prawda, zostają tylko siła i przemoc, dlatego w świecie AI każdy z nas powinien mieć włączony swój własny, jak najbardziej czuły detektor prawdy.