Subskrybuj
fot. Michał Lichtański
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Terapia potrzebna od zaraz

Ratunkiem dla Kościoła w Polsce mogłaby być długa i bolesna terapia. Ale czy on jest na nią gotowy? Obawiam się, że to pytanie retoryczne.

Komentując krajową syntezę, podsumowującą diecezjalny etap Synodu Biskupów, abp Adrian Galbas podkreślił, że nie jest to raport o stanie Kościoła w Polsce, lecz „subiektywny zapis drogi, którą przeszliśmy; drogi emocji, przeżyć, uczuć, impresji”.

Trudno się z tą oceną nie zgodzić. Bo rzeczywiście, synteza zawiera spory ładunek emocji i pełna jest obrazów dalekich od naukowej obiektywności. Ale chyba nie mogła być inna, zważywszy na to, iż jej autorzy musieli wyciągać wnioski z różnorodnych syntez przygotowanych wcześniej w niemal wszystkich polskich diecezjach – i było to jedyne źródło, z którego korzystali. Warto też pamiętać o szczególnym charakterze materii, którą przyszło im opisywać: chodziło wszak o „osobistą i intymną relację z Bogiem we wspólnocie Kościoła”. W rezultacie otrzymaliśmy tekst będący w dużej mierze zapisem marzeń o wspólnocie budowanej na bliskości i zaufaniu oraz świadectwem cierpienia tych, którzy się Kościołem srodze rozczarowali.

Krajowej syntezy nie można traktować jak raportu również dlatego, iż sporo w niej przemilczeń (co, podkreślmy raz jeszcze, nie jest winą autorów, choć – jak zauważa np. Tomasz Terlikowski – w zaprezentowanym tekście nie uwzględniono „najostrzejszych elementów syntez diecezjalnych”).

I tak np. w ogóle nie pojawiają się tu kwestie: antysemityzmu, nieprzychylnego stosunku do muzułmanów, związków polskiego katolicyzmu z nacjonalizmem czy nieformalnego sojuszu Kościoła hierarchicznego z PiS-em (zacytowano tylko – bez komentarza – określenie Kościoła jako „konkubiny państwa”). Jedynie marginalnie przywołani są uchodźcy (i to bez odniesienia do sytuacji na granicy polsko-białoruskiej). O nadużyciach seksualnych w Kościele mówi się niewiele, a skandal tuszowania przestępstw popełnionych przez duchownych pomija się milczeniem…

Pomimo tych braków i niedomówień czytając syntezę, można się jednak czegoś istotnego o Kościele w Polsce dowiedzieć. Po pierwsze, tego, iż jest on – generalnie – słabo zainteresowany synodem zwołanym przez obecnego papieża. W Polsce, gdzie do Kościoła katolickiego formalnie należy blisko 32,5 mln osób, w konsultacjach synodalnych wzięło udział ok. 100 tys. wiernych (dla porównania: w zeświecczonej Francji uczestniczyło w nich 150 tys., a w niewielkim, liczącym ok. 741 tys. katolików, Kościele w Czechach – 15 tys.). Autorzy mówią wprost o kontestacji procesu synodalnego w Polsce – zwłaszcza przez księży. Papieskiego wezwania do udziału w synodzie nie posłuchało nawet kilku biskupów (w tekście mowa jest o czterech diecezjach / eparchiach, w których w ogóle nie przeprowadzono konsultacji; dwie z nich usprawiedliwiały się toczącymi się właśnie na ich terenie synodami lokalnymi).

Po drugie, dokument wyraźnie pokazuje, że większości polskich katolików – i to tych najbardziej zaangażowanych (bo to przede wszystkim oni uczestniczyli w konsultacjach) – obce są myśli o jakiejkolwiek zasadniczej reformie Kościoła (możliwe, że daje tu o sobie znać lęk przed niemiecką „drogą synodalną”). Nasi rodacy nie marzą o rewolucji w Kościele, tęsknią raczej za wierzącymi (!) księżmi, „charyzmatycznymi kapłanami, którzy przez głoszone słowo i przykład własnego życia pociągnęliby wiernych do Boga i przyciągnęli do Kościoła”. I wcale nie chcą „przejmować kompetencji biskupów i prezbiterów. Przeciwnie: pragną mieć do nich zaufanie i traktować jak pasterzy”.

###banner###

Po trzecie, synteza – moim zdaniem: trafnie – diagnozuje jeden z ważnych problemów Kościoła w Polsce, jakim jest brak wewnętrznej (i zewnętrznej) komunikacji oraz panujący w nim klerykalizm. Przejmująco brzmią cytowane w niej słowa ludzi wierzących: „Nie ma w Kościele słuchania. Zwierzchnicy (…) nie słuchają wiernych”. „W Kościele dominuje anachroniczny model komunikacji w jedną stronę” itd., itp. Niemal to samo o swoich relacjach z biskupami mówią szeregowi księża. A – jak wiadomo – „niesłuchanie prowadzi do niezrozumienia, wykluczania, marginalizowania. W (…) konsekwencji skutkuje to zamknięciem, uproszczeniami, brakiem zaufania i lękiem, które niszczą wspólnotę”.

Ratunkiem dla Kościoła mogłaby być, jak sądzę, długa i bolesna terapia. Ale czy on jest na nią gotowy? Obawiam się, że to pytanie retoryczne. Dobrze pamiętam zaprzepaszczoną szansę odnowy, jaką mógł zapoczątkować II Polski Synod Plenarny (1991–1999) – i choćby z tego tylko powodu trudno mi dziś o optymizm.

4 września 2022 r.

Artykuł pojawił się w numerze: Co nam dają algorytmy?