Subskrybuj
Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Pisarka, reportażystka. Autorka powieści Toksymia (2009) oraz zbiorów reportaży Bukareszt. Kurz i krew (2013) i Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii (2018), za którą otrzymała Paszport „Polityki” i Nagrodę Kościelskich. Obecnie pracuje nad zbiorem...

Białe noce, białe ścieżki

Albania się rozwija. Gdy przyjechałam tam w 2015 r., za małżeństwo dla papierów proponowano mi 4 tys. euro. Ostatnio otrzymałam propozycję małżeństwa za 100 tys. euro, plus ziemię pod Tiraną.

Cała Europa pochyliła się ostatnio w zadziwieniu nad Albanią i jej nową ministrą AI, wygenerowaną przez sztuczną inteligencję. Jej twórcy – nie byle kto, bo Microsoft – dali jej piękne imię Diella, czyli Słońce, i przyodziali w strój ludowy z regionu Zadrima w północnej Albanii. Jak na twór AI przystało, Diella na niektórych wizualizacjach ma sześć palców.

O ile międzynarodowi dziennikarze zacierali ręce na tę ciekawostkę, o tyle dziennikarze albańscy je załamywali.

– To jest właśnie geniusz Ediego Ramy w praktyce – mówi mi Gjergj Erebara z BIRN. – Rama wymyśla sobie nową zabawkę, stwarza wokół niej narrację, a cała Europa się dziwuje, jaka niezwykła i pomysłowa jest Albania! Nasz premier produkuje 90% newsów. W tej chwili jego kontrola nad mediami publicznymi jest niemal całkowita.

„Powołaniu do życia” Dielli towarzyszyły zapewnienia, że Albania wejdzie do Unii Europejskiej jako kraj innowacji i nowoczesnych technologii. Tymczasem w 2024 r. wydatki na badania i rozwój wynosiły zaledwie 0,19% PKB, i był to drugi najniższy wynik w Europie.

Pytam ekonomistkę Olę Xamę, czy w 2030 r. Albania wejdzie do Unii Europejskiej.

– Wiesz, że my w tym kraju nie mamy nawet porządnej kanalizacji? – odpowiada Ola. – W Tiranie woda w kranach jest tylko kilka godzin na dobę, gdyby nie system pomp i zbiorników na dachach budynków, żylibyśmy tutaj bez wody. Jesteśmy w beznadziejnej sytuacji, jeśli chodzi o całą infrastrukturę śmieciową. To są podstawowe rzeczy, i one są w rozsypce. W takim stanie mamy wejść do Unii?

– W tej chwili w Albanii jedyna ścieżka kariery to zostać dilerem narkotykowym – mówi mój kolega Edison, aktywista.

Jego najlepszy przyjaciel znakomicie radzi sobie na hiszpańskich rynkach. Ale nie będzie ze mną rozmawiał.

Przyjechałam do Tirany na jesienne wywiady w interesującym momencie. Wściekłość na Ramę i na upadek instytucji buzuje w rozmowach. Gdy 8 października mężczyzna, rozwścieczony niekorzystnym dla siebie wyrokiem, zastrzelił sędziego na sali rozpraw, lwia część komentarzy w internecie wyrażała niekłamany entuzjazm: „Chwała jego broni!”, „Dzielny chłopak”. Zaraz powstała zbiórka internetowa na pomoc prawną dla zabójcy. Gdy piszę te słowa, zebrano już 10 tys. dolarów.

Albańczycy nie mają zaufania dla instytucji, a powołanie ministry AI, która ma dbać o przejrzystość, wydaje się mefistofeliczną sztuczką w kraju głęboko skorumpowanym. Edi Rama zachwala Diellę, że będzie to ministra bez ludzkich przywar. Czysta i przejrzyście uczciwa, nadzorująca publiczne przetargi, żeby wyeliminować korupcję. Symbol nowego otwarcia i albańskiej świetlanej przyszłości.

W ostatnich latach Albania była bardzo chwalona za vetting, czyli reformę wymiaru sprawiedliwości. Co zmieniła reforma?

– Wzrosła wysokość łapówek – mówi mi zaprzyjaźniony były diler kokainowy. – Przed vettingiem, żeby sędzia zamknął sprawę za narkotyki, płaciliśmy adwokatowi 2–3 tys. euro. Teraz trzeba wydać nawet 30 tys. euro: na adwokata, sędziego, prokuratora. Jak ten biznes ma się opłacać? Myśmy sprzedawali kokainę w cztery osoby i w końcu doszliśmy do wniosku, że gra nie jest warta świeczki.

– Ja ci tego nie mogę powiedzieć pod imieniem i nazwiskiem – mówi jeden z dziennikarzy. – Ale wszyscy wiemy, że od 2015 do 2019 r. pola marihuany były sposobem Ediego Ramy na rozwój ekonomiczny Albanii. Gdy Edi Rama zorientował się, że ten model się sprawdza, a Europa nie reaguje, albańska mafia przestawiła się na kokainę, a Tirana stała się wielką pralnią brudnych pieniędzy w sektorze budowlanym. Dziennikarze włoskiej telewizji RAI mówili w swoim dokumencie, że Edi Rama ma osobnego urzędnika odpowiedzialnego za kontakty z grupami przestępczymi. Potem Giorgia Meloni przepraszała, że włoscy dziennikarze szkalują albańskiego premiera. Meloni od dawna jest zapraszana przez Ramę na nieoficjalne wakacje na albańskim wybrzeżu. Ich sojusz okazuje się nie do ruszenia.

– Wszystko zawdzięczamy Ediemu Ramie, ale uwierz mi, nienawidzimy go z całego serca – mówi mi inny diler, związany z dużym gangiem z Elbasanu. – To on sprawił, że w tym kraju ludzie tacy jak ja nie mają innych możliwości jak tylko narkotyki.

Ministra AI, ze swoim wirtualnym uśmiechem i sześcioma palcami u rąk, wydaje się idealnym symbolem fasadowości rządu Ediego Ramy. A śmiertelne strzały na sali sądowej są symbolem tego, że fasada sypie się na naszych oczach.

Tymczasem wieczorem znajomy wysyła filmik, jak wciąga białe ścieżki ze spłuczki w podrzędnej toalecie. „Nie ma innego narkotyku, który rozwiązywałby tyle problemów i tworzył tyle problemów jednocześnie” – pisze.

Gdy w 2015 r. przyjechałam do Albanii, za małżeństwo dla papierów proponowano mi 4 tys. euro. Ostatnio otrzymałam propozycję małżeństwa za 100 tys. euro, plus ziemię pod Tiraną. To dobry przykład tego, jak w ciągu 10 lat zmieniła się Albania, niekoniecznie za sprawą nowoczesnych technologii.

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy w Polsce będą Chiny