Subskrybuj
(fot. Łukasz Murgrabia)
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Epikureizm, czyli prostota

Wiele klasycznych systemów ćwiczeń duchowych ma we współczesnej kulturze swoje oderwane od filozoficznych korzeni popkulturowe odpowiedniki.

Gdybym miała szukać takiego ekwiwalentu dla epikureizmu, zwróciłabym w pierwszej kolejności uwagę na minimalizm. Polega on w gruncie rzeczy na wypracowaniu techniki bycia szczęśliwym w świecie konsumpcyjnego przesytu: towarów, pobudzeń, wyborów. Minimalizm jest odpowiedzią na przeciążający nas nadmiar. Jest nauką umiaru poprzez stosowanie reguł ograniczania i oczyszczania przestrzeni z rzeczy i bodźców.

„Mniej” stanowi w tym kontekście luksus. Na jego drugim biegunie znajduje się „mniej” z przymusu. Dla osób, które żyją poniżej średniej krajowej, minimalizm nie jest sposobem ograniczania nadmiaru, lecz radzenia sobie z brakiem. Szczęście ma wymiar etyczny. Czy nie jest z nim podobnie jak z wolnością: mogę się nim cieszyć jedynie w granicach, w których nie naruszam szczęścia innych – ich prawa do szczęścia? Własnego szczęścia nie można budować na czyimś cierpieniu, wyzysku, nadużyciach.

W chwilach przeciążenia oglądam ulubione koreańskie silent wideoblogi. Ograniczone do minimum dźwięki, cisza towarzysząca powtarzalnym każdego dnia od nowa czynnościom życia: zamiataniu podłogi, układaniu kwiatów w wazonie, myciu naczyń, przygotowywaniu posiłków, składają się na świecką odsłonę współczesnego monastycznego życia. Choć oddalone o tysiące kilometrów, sceny z życia tamtych kobiet są jak wyjęte z mikroesejów Jolanty Brach-Czainy – stanowią szczeliny istnienia, przez które na ułamek sekundy widzimy prawdziwe życie z nieodłącznie towarzyszącą mu śmiercią. Obrazom codzienności towarzyszą podpisy, które mówią o szukaniu spełnienia w pokrzepiających rytuałach, o szukaniu spokoju serca i sensu własnego życia. Długie kadry skupione na wymienianiu wody w wazonie, aby przedłużyć o kilka dni życie ściętych już kwiatów, przypominają mi holenderskie martwe natury, wnikliwie opisane w Pocztówce z Mokum przez Piotra Oczkę. Dopiero po lekturze jego tekstów w pełni zrozumiałam sens słowa „martwy” w określeniu malarstwa przedstawiającego misterne kompozycje złożone z kwiatów lub owoców – obrazy te miały przypominać o kruchości wszelkiego życia.

Epikureizm, podobnie jak każda duchowość czy praktyczna filozofia życia, jest sposobem radzenia sobie z doświadczeniem śmierci, przemijalności życia. I jest próbą zachowania optymizmu. Dziś może szczególnie mocno potrzebujemy filozofii, która daje nam prawdziwe pokrzepienie. W swojej istocie optymizm nie jest poglądem na aktualną sytuację, lecz siłą życiową. Siłą, która mrokowi nigdy nie oddaje przyszłości.

Artykuł pojawił się w numerze: Dobre życie w chaotycznym świecie