Subskrybuj
Olga Gitkiewicz (fot. Anna Liminowicz)
Redaktorka i dziennikarka. Autorka reporterskich książek Nie hańbi oraz Nie zdążę. Współpracuje z Instytutem Reportażu.

Nie dotyczy

Chociaż często się powtarza, że HIV jest demokratyczny, nie zważa na wiek, płeć ani kolor skóry, to jednak dostęp do nowoczesnej terapii antyretrowirusowej jest możliwy w państwach o raczej wysokim dochodzie.

Pamiętam swój pierwszy test na HIV. 2001 rok, początek grudnia. Hasłem Międzynarodowego Dnia AIDS było w tamtym roku I Care. Do You?, co można przetłumaczyć jako „Troszczę się, a ty?” i chociaż wtedy tego nie wiedziałam, wpisywało się to w moje motywacje: byłam w związku, poważnym, chciałam mieć pewność, że nie zarażę kogoś bardzo wtedy dla mnie ważnego.

To był szpital zakaźny, boczne skrzydło, nieduży pokój zabiegowy. Pielęgniarka poinformowała mnie, że mogę zrobić badania anonimowo, o ile mnie pamięć nie myli, nie skorzystałam z tej opcji. Przez kolejnych kilkanaście godzin przeprowadzałam rozbiór logiczny wszystkich wersów kawałka Plus i minus Kalibra 44.

Kiedy poszłam odebrać wynik, lekarka o ciepłym głosie zaprosiła mnie do gabinetu i wyjaśniła, że niezależnie od wyniku – po tych słowach nagle zyskałam pewność, że jest pozytywny – mogę skorzystać z pomocy lekarskiej w takim i takim zakresie, poradnie i grupy wsparcia dla osób z HIV znajdują się tam i tam, choroba charakteryzuje się…

Wynik był negatywny.

Pamiętam zresztą każdy kolejny, bo testy warto powtarzać. Badałam się później, w każdej ciąży, choć nie jest to badanie obowiązkowe, tylko zalecane, refundowane dla tych pacjentek, które korzystają z opieki położniczej w ramach NFZ. Według szacunków Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w ok. 80% publicznych poradni takich badań się po prostu nie zleca.

Zresztą w polskim systemie opieki zdrowotnej prowadzenie ciąży w publicznej przychodni jest mało realne.

Większość ciężarnych korzysta z usług prywatnych ginekologów, którzy nie mają kontraktów z NFZ, dlatego zlecane przez nich badania są pełnopłatne. Między innymi dlatego po prostu zalecają pacjentkom wykonanie badania w kierunku obecności HIV we własnym zakresie.

Wiele kobiet go nie wykonuje, bo nie dostają skierowania, bo nie chcą się badać, bo myślą, że problem ich nie dotyczy.

Dotyczy każdej z nas. I chociaż często się powtarza, że HIV jest demokratyczny, nie zważa na wiek, płeć ani kolor skóry, to jednak dostęp do nowoczesnej terapii antyretrowirusowej jest możliwy w państwach o raczej wysokim dochodzie. To w krajach globalnej Północy średnia długość życia z HIV jest wyższa, a ok. 60% wszystkich osób zakażonych wirusem mieszka na kontynencie afrykańskim, szczególnie w Afryce Subsaharyjskiej. To tam notuje się też większość zgonów na AIDS. Płeć również ma znaczenie: podczas kontaktów seksualnych wirus HIV z większą łatwością przenosi się z mężczyzny na kobietę niż z kobiety na mężczyznę. Wynika to m.in. z różnic anatomicznych. Przed zarażeniem można się chronić, tą najbardziej rozpowszechnioną formą jest prezerwatywa, która może też zabezpieczać przed innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową. Tylko że według badań prezerwatywy stosuje niecałe 10% mężczyzn.

Może właśnie dlatego, według danych Światowej Organizacji Zdrowia, większość osób zakażonych HIV stanowią kobiety. W Polsce te proporcje się różnią: zakażenie częściej stwierdza się u mężczyzn. Ale niewiele osób testuje się na HIV, w czasie pandemii liczba wykonywanych badań znacząco spadła.

Działa wprawdzie Krajowe Centrum ds. AIDS, państwo finansuje też punkty diagnostyczno-konsultacyjne, w których można wykonać test bezpłatnie i anonimowo, ale tam docierają świadome zagrożeń osoby mieszkające w większych aglomeracjach, bo punkty funkcjonują w dużych miastach i są czynne 2–3 dni w tygodniu przez kilka godzin, dla przykładu: w Toruniu we wtorki od 15.00 do 18.00 i w piątki od 14.00 do 18.00, a w Zgorzelcu jeden dzień w tygodniu, przez dwie godziny w środku dnia. Chyba również poprzez takie działania, w pewien sposób utrudniony dostęp do testowania, HIV i AIDS są wciąż związane ze stygmatyzacją, kojarzone jako choroba, na którą się w pewnym stopniu zasłużyło poprzez ryzykowne zachowania, cokolwiek to określenie znaczy. Może dlatego tak niewiele i niewielu z nas się bada, według niektórych szacunków w Polsce test w kierunku zakażenia HIV wykonało ok. 10% dorosłych osób, ale według innych dużo mniej – 5%.

Wirusolodzy powtarzają, że jesteśmy krajem paradoksów: wiele osób żyje w przekonaniu, że HIV może przenosić się drogą kropelkową albo przez dotyk, a jednocześnie żyjemy tak, jakbyśmy w HIV i AIDS nie wierzyli.

Dotyczy to szczególnie młodych ludzi, urodzonych już po wykonaniu w Polsce pierwszego pozytywnego testu w 1985 r., po kampaniach informacyjnych z lat 90. Oni po prostu nie wierzą, że HIV czy inne choroby przenoszone drogą płciową mogą im zagrażać, co nie jest fenomenem generacyjnym, tylko raczej systemowym: edukacja seksualna w polskich szkołach nie funkcjonuje, a środki na kampanie informacyjne wykorzystuje się tak, jakby choroby przenoszone drogą płciową w Polsce nie istniały. Istnieją. A niewiedza daje tylko złudne poczucie bezpieczeństwa.

Artykuł pojawił się w numerze: Dobre życie w chaotycznym świecie