Subskrybuj
Karol Kleczka fot. Michał Lichtański
Karol Kleczka fot. Michał Lichtański
Redaktor miesięcznika „Znak”, doktor filozofii. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i w Mint Magazine

Proszę o nudę

„Nuuudzi mi się” – jęczy mój synek, a moją skórę przebiega dreszcz trwogi. Większą poczułem jednak wtedy, gdy zorientowałem się, że właściwie nie znam już tego uczucia

Nie pamiętam, kiedy ostat­­nio się nudziłem. Dlaczego zareagowałem podobnie na dwa tak skrajnie różne, zdawałoby się, przypadki?

Uczucie nudy wiąże się ze sporą dawką nieokreśloności. Leszek Kołakowski w Mini­‑wykładach o maxi­‑sprawach zauważa, że nuda może być doświadczeniem podmiotu, a zatem jakąś jego własnością wewnętrzną, albo też stanowić własność zewnętrzną – jakiś przedmiot może być nudny. Nudzić się i czytać nudną książkę to nie to samo. To drugie wpływa na pierwsze, ale nie ma rzeczy nudnych po prostu. Nudne jest zawsze coś dla kogoś. I tak rozkoszuję się „nudnymi” Nieustającymi wakacjami Jima Jarmuscha, filmem, w którym facet chodzi po mieście, tańczy do saksofonu i pali papierosy; zaś kolejne odsłony przygód Jamesa Bonda wprowadzają mnie w przyjemny, lecz senny nastrój. Tak już mam, fenomenu „nudnych” rzeczy wyjaśnić się nie da. To nie twoja wina, że „ta zabawa jest nudna”, ona po prostu nudzi tego konkretnego trzylatka – szukaj dalej!

Ciekawsza jest nuda sauté, ta, którą się czuje. Małgorzata Halber we wrześniowym „Znaku”, szukając jakiegoś jednego mianownika dla nudy, wskazuje, że możemy ją potraktować jako reakcję na brak sensu. Podobnie widział nudę Blaise Pascal w Myślach, gdy pisał, że „nie ma dla człowieka nic równie nieznośnego, jak zażywać pełnego spoczynku, bez namiętności, bez spraw, rozrywek, zatrudnienia. Czuje wówczas swoją nicość, opuszczenie, niewystarczalność, zależność, niemoc, próżnię”. Te dojmujące doznania naturalnie niosą ze sobą „melancholię” i „rozpacz”, przeciągnięte i puste jak długie jest „uuu” w „nuuudzi” mojego synka. Ale skłamałbym, gdybym powiedział, że to cała opowieść o nudzie.

Kołakowski stwierdza, że „zjawisko nudy jest ceną, jaką płacimy za to, że umiemy być ciekawi”. To jasne, że susza pozwala docenić ulewę, ale to dość banalna alternatywa. Dla przykuwania uwagi nie trzeba uprzedniego rozproszenia, nie ma tu ścisłego uwarunkowania. Ale jeśli potraktujemy tę myśl jako postulat, to nabiera ona pewnych rumieńców. Uczucie nudy jest dla Kołakowskiego „nieodzowną częścią naszego człowieczeństwa”, bo „rozbudza (…) potrzebę wyjścia z nudy”. „Kiedy żołnierz skarży się na swoje mozoły albo rolnik itd., skażcie ich na bezczynność” – dodałby Pascal. Chwal swoją siermięgę, gdy jej zabraknie, będziesz cierpiał.

I tu widać drugą stronę nudy: choć uciążli­­­wa, gorzej, gdy jej brak. Nuda, jak mówił w jej pochwale Brodski, „reprezentuje czysty, nie rozrzedzony czas w całej jego powtarzalnej, jałowej, monotonnej okazałości. (…) Krótko mówiąc, jest oknem na nieskończoność czasu, to znaczy na naszą w nim znikomość”. Jest usprawiedliwieniem i ulgą, przyjacielskim klepnięciem w ramię, współczuciem, troską. Nudzisz się – dobrze, jesteś człowiekiem doświadczającym rozciągłości w czasie. Doznajesz siebie. Codzienność złożona z punktów uporządkowanych jak tyczki do zaliczenia na torze narciarskiego slalomu zostaje zalana lawiną bezczasu. Nuda zabiera punkty kontrolne, by dać do przepłynięcia morze. Koniec z czelendżowaniem, oddaj się pływom – rzec można.

Dlatego tak się przestraszyłem, gdy zorientowałem się, że już się nie nudzę. To barometr dla katorgi optymalizacji czasu. Jazda na rowerze do pracy? To zarazem trening i słuchanie audiobooka. Pięć minut przerwy? Skroluję. Pół godziny przed snem? Lektura aż do zamęczenia ciała. Nie mam wolnych przebiegów, jakbym nosił wyciągnięte z głębokich lat 90. okulary SITA reklamowane hasłem: do relaksu i do nauki. Ni pies, ni wydra. „Ludzka egzystencja została bez reszty pochłonięta przez aktywność. (…) Tracimy zmysł bezczynności, która nie jest niezdolnością, odmową ani nawet brakiem czynności, lecz sama w sobie stanowi wyjątkową zdolność” – obserwuje Byung­‑Chul Han w eseju Vita contemplativa. Domaga się w nim powrotu do wyjątkowego doświadczenia egzystencjalnego, będącego jak dynamit dla presji czasu. Niezdolność do bezczynności to nie powód do chwały, ale odwrót od własnej duszy, reakcja obronna przed doświadczeniem przemijalności. Nie presja pracowitości, lecz nuda nas zbawi.

Brak nudy to niebezpieczny sygnał, objaw choroby – ucieczki od siebie. Nie tylko brak sensu, ale grabież samej możliwość sięgnięcia po niego. Bez nudy nie byłoby przecież filozoficznej refleksji. Arystoteles w końcówce Etyki nikomachejskiej, pracy o kształtowaniu cnót, stwierdza, że kontemplacja jest „jedyną rzeczą, którą się miłuje dla niej samej”. Nie ma w sobie pożyteczności, nie ulega ona przeliczeniu na pieniądz. Jest niepraktyczna i taka ma być: ma nie mieć korzyści poza samą sobą. Wtedy też staje się największą przyjemnością, „doskonałym szczęściem człowieka”, niemożliwym jednak do permanentnego trwania, bo za bardzo upodobniłaby nas do bogów.

Nuda to łaska, boski przywilej. Proszę o choćby garstkę nudy.


Tekst zapowiada nową odsłonę cyklu podkastów filozoficznych z serii Polowanie na idee, prowadzonych wspólnie z Michałem Jędrzejkiem. Co miesiąc szukajcie nas na Spotify.

Artykuł pojawił się w numerze: Między słowami. Jak budować głębsze relacje