Subskrybuj
(fot. Łukasz Murgrabia)
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Rozgrzeszyć przyjemność

Przyjemność jest niepoprawna. Bo czy wypada dziś jej szukać? Czy w geście solidarności z tymi, którzy cierpią, nie należałoby raczej zrezygnować z przyjemności? Syty głodnego nie zrozumie. Może więc doświadczenie dobrowolnego wyrzeczenia jest gestem solidarności. Etyczną odpowiedzią, która próbuje przełamać samotność cierpiących.

Ale czy da się poznać los uchodźcy? Czy można go opowiedzieć drugiemu człowiekowi? Tragicznie zmarły Jean Améry w szkicu Ile ojczyzny potrzebuje człowiek? z tomu Poza winą i karą pisał, że najdotkliwszymi konsekwencjami wypędzenia są utrata poczucia bezpieczeństwa i rozbicie tożsamości. Ojczyzna jest siedzibą ładu, przewidywalności i pewności siebie, obczyzna zaś domeną nieładu, zaskoczenia i konfuzji. Wyjaśniał Améry: „pewnym można się czuć tam, gdzie nie spodziewamy się niczego zaskakującego, nie musimy się obawiać czegoś całkiem i zupełnie obcego”. Jako uchodźca żył w otoczeniu znaków, które były dlań „równie nieczytelne jak etruskie pismo”.

Jean Améry i Vladimir Nabokov – ikony migranckiego losu – są patronami Wyjechali, wspaniałej prozy W.G. Sebalda. Książka stanowi próbę przeniknięcia w głąb doświadczenia uchodźstwa. Sam Sebald, którego określano mianem pisarza Shoah, dystansował się od tego sformułowania. W jednym z wywiadów podkreślał: „Błędnie uważa się, że w literaturze miejsce tematyki żydowskiej jest w osobnej szufladzie i cała reszta świata nie ma z nią nic wspólnego”. Wielkość prozy Sebalda polega m.in. na tym, że wychodzi poza oczywisty kontekst traumy Zagłady i opowieść o uchodźstwie wpisuje w uniwersalne doświadczenie człowieka. Utrata ojczyzny, domu przybiera różne formy: migracji ekonomicznych, wygnania z powodów kulturowych, uchodźstwa politycznego, prześladowania na tle rasowym, etnicznym, religijnym czy z powodu orientacji seksualnej. Czy można stawiać między nimi ostre granice i poddawać ryczałtowym ocenom?

Los żydowski staje się dziś ponownie symbolem zniszczenia tożsamości, utraty bezpiecznego miejsca, niemożności ucieczki przed traumą, a dla nas, osób, które w poczuciu bezradności patrzą na cierpienie bliźnich, znakiem olbrzymich trudności w zrozumieniu doświadczeń i krzywdy drugiego człowieka.

Odpowiedzią są troska i empatia, które otwierają przestrzeń do działania. Bo choć nie damy rady zmienić ludzkiej kondycji, możemy przyczyniać się do tego, aby nasz świat był choć trochę mniej wrogim miejscem do życia.

Obecny kryzys humanitarny na granicy potwierdził, niestety, że obowiązujące rozwiązania – zwłaszcza konwencja dublińska – nie funkcjonują. Konflikty i wojny na Bliskim Wschodzie i w Afryce sprawiają, że sytuacja osób w tych regionach stawać się będzie coraz bardziej tragiczna. Ale przecież nie tylko wojny, lecz również kryzys klimatyczny to przyczyny współczesnych migracji. Jeżeli uznaliśmy naszą odpowiedzialność za zmiany klimatu, musimy również zmierzyć się z coraz bardziej naglącym problemem migracji z ich powodów. Dlatego potrzebujemy nowego porozumienia na wzór porozumienia klimatycznego, które będzie całościową i systemową odpowiedzią na wyzwania związane z migracjami.

###banner###

Czy zatem każda przyjemność powinna dziś być obciążona poczuciem winy? Jak w etyczny sposób korzystać z dóbr będących owocem kapitalistycznego systemu utowarowienia? Czy możemy cieszyć się życiem mimo świadomości tragicznych w skutkach nierówności, cierpienia i zła? Bliska mi Hildegarda z Bingen zalecała umiar również w umartwianiu się. Wszak umartwiony człowiek ma mniejszą siłę do działania. A z przyjemności – jak pisze Dominika Słowik w tekście zamykającym Temat Miesiąca – czerpiemy siłę do działania.

Artykuł pojawił się w numerze: Przyjemność w czasie niepokoju