Subskrybuj
Ilustracja na podstawie fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl
Pisarka, rysowniczka i feministka, autorka książki Najgorszy człowiek na świecie (2015) i komiksu Bohater. Ukończyła filozofię na UW.

Czy naprawdę tęsknimy za nudą?

W świecie nieustannej dostępności, w którym coraz więcej nas ekscytuje, jesteśmy tak zmęczeni, że marzymy czasem o tym, żeby się rozchorować. Marzymy, żeby być zwolnionym z obowiązku odpowiadania na to, co się dzieje w rzeczywistości. Ten stan bez bycia wzywanym, stan bez kortyzolu to jest nuda, o której myślimy.

Nie wiem, czy to nudę mamy na myśli, kiedy wyobrażamy sobie, jak pozbawieni zadań i celów, przyglądamy się z uwagą roślinom na brzegu jeziora. Jest to z pewnością marzenie o „nierobieniu rzeczy”. Marzenie o „kiedy wreszcie będę mogła już”, bo „już” oznacza, że zadania zostały wykonane, pranie zostało wyjęte, wniosek został wypełniony, dzieci nakarmione i badania wykonane. Być może kiedy mówimy o pragnieniu nudy, mamy na myśli możliwość wykonywania jednak czynności bez przymusu odrywania się od niej co kilkanaście, a nawet kilka minut. Być może mamy na myśli poczucie bezpieczeństwa. Być może czas wolny: taki, który należy tylko do nas. Błąd polega na tym, że gdy mówimy o tęsknocie za nudą, opisujemy tęsknotę za spokojem. A istotą nudy jest niepokój.

Czas, którego nie chcemy

Największy problem z pojęciem nudy polega na tym, że tym samym słowem opisujemy różne, często przeciwstawne sobie, stany. Nuda to (godna pochwały) bezczynność i (niebezpieczna) apatia. Monotonia. Niemożność rozumiana jako utknięcie w czasie i sytuacji, która może tylko minąć, ale w której z pewnością nie chcemy być. Melancholia. Brak podniet. Beznadzieja. Nuda to irytacja (towarzystwem, książką, debatą). Ale też samotność, mikre obumieranie bez możliwości kontaktu z innymi. To nie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności