Zaczynam pisać ten tekst oszołomiona, tuż po niespodziewanym nalocie raniuszków na mój balkon – tych białych kulek puchu, które niedawno zostały okrzyknięte ptakami roku i rozczuliły znajomych, których nie podejrzewałam o ptasiarstwo. Te białe kulki puchu, o głosach jak szpileczki rozsypane po podłodze, wpadły na szybką wyżerkę pomimo odważnej obrony terenu przez samca bogatki, a ja zastygłam za zasłoną oszołomiona. To rzadcy goście, rzadka jest też okoliczność ich wizyty. Jest mroźne, suche przedpołudnie, a sikory, jeden rudzik, kilka gołębi i nieoczekiwana ekipa raniuszków ganiają w nerwowym pośpiechu po balkonach. Dlaczego akurat dziś? Dlaczego wszystkie naraz? Czy bogatka broniła swojej tłuszczowej kuli, czy należała do bandy i tylko się przekomarzała? Czy nadchodzi ochłodzenie i ptaki magazynują kalorie? Jaką trasę obrały raniuszki, że wpadły akurat na moje osiedle? Który zmysł je tu przyprowadził – węch, wzrok, czy też inna zdolność lokalizowania pożywienia? Nie mogę przestać analizować sytuacji – w oparciu o moją nieusystematyzowaną wiedzę ornitologiczną i jeszcze bardziej wyrywkowe doświadczenie, które nie pozwala mi nazwać się „birdwatcherką” pełną gębą. Przywołuję więc w pamięci, co na ten temat pisała osoba, która na to miano nie tyle zasługuje – to wręcz umniejszałoby jej…
Autorka książki Bestiariusz nowohucki, za którą otrzymała Nagrodę Conrada, nominację do Nagrody Nike i Nagrody Literackiej Gdynia. Laureatka Nagrody im. Adama Włodka i Międzynarodowego Konkursu na Dramat Współczesny o Tematyce Żydowskiej. Związana z Nową Hutą...