Dawno nie widziałem tak dziwnej granicy. Jechałem rozpędzony ścieżką rowerową, kiedy zobaczyłem przed sobą dwa głazy w granicy między Niemcami a Czechami. Miejsce to znajduje się we wsi Herrenwalde w pobliżu Waltersdorf. Po drugiej stronie, w jednym ciągu zabudowy, jest czeska miejscowość Dolní Podluží. Kamienie znajdują się na wąskiej szosie, przy znakach granicznych. Podejrzewam, że wstawiono je po to, by auta nie przekraczały tu granicy. Świetnie ilustrują obecną sytuację polityczną na kontynencie: ruch jest jeszcze swobodny, ale pojawia się coraz więcej przeszkód. Historia rozgrywa się w mało znanym rejonie – w Górach Żytawskich. Jeśli ktoś ma teraz dostęp do mapy, choćby na telefonie, to proszę spojrzeć. Terytorium Czech wcina się niczym półwysep w Niemcy, tworząc skomplikowany układ, w którym, podróżując bez nawigacji, można się pogubić. Załóżmy, że zostawiamy auto na parkingu w polskim Zgorzelcu. Jedziemy rowerem pięknymi lasami na południe, w kierunku niemieckiego Zittau (Żytawa), dalej przez kurort Oybin i wjeżdżamy do Czech, by za parę godzin, omijając graniczne głazy, znów wjechać do Niemiec. Typową dla całego kontynentu różnorodność wyrażają tu napisy w języku czeskim, niemieckim i górnołużyckim. Góry Żytawskie są ciemne i puste. Panuje tu szczególna odmiana ciszy właściwa nagle opuszczonym miejscom. Po stronie czeskiej mijałem stare sady…
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej