Subskrybuj
Starsza kobieta w dużych okularach i krótkich, siwych włosach. Jest ubrana w zielonkawą kwiatową bluzkę, na szyi ma białe koraliki
fot. Tomas Turek/CTK/PAP
Redaktorka miesięcznika „Znak”, recenzentka, absolwentka krytyki literackiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opiekunka rubryki "Wśród możliwości"

Migotliwy spokój gwiazd

„Mieszkam wśród Możliwości – / Dom to od Prozy piękniejszy – / W Ścianach ma więcej Okien – / W Drzwi – także zasobniejszy” (tłum. T. Sławek) – pisała Emily Dickinson. Poezja jest takim domem możliwości – otwiera wciąż na nowe i pozwala pomyśleć niemożliwe.

Jiřina Hauková

Wybiła godzina sasanek

Wybiła godzina sasanek

i rozkwitły,

wybiła godzina wilg i przyleciały,

wybiła godzina człowieka i narodził się,

mózg natury zna swój czas –

Wzywam imienia Katarzyna,

kiedy żywica płynie po popękanym drzewie,

ileż ziemia wychowa zwierząt, krzewów i roślin,

ileż człowiek wychowa ludzi –

woda w zatoce powraca z przypływem,

wierzba nad powierzchnią

i cichutkie mruczenie owadów

kraino wężo – nośna

poziomko – nośna

kamienio – nośna

od mgły ochrypła kukułka.

Bawmy się:

w piołun, bodziszek, smółki i goździki,

w żabiściek, centurię, żółć janowca

i żarnowca, w rdesty i stokłosy,

w pustynnik, w krwiściąg

żółć               kukaczka

żółtko           kuklik

żółcień         kaczka

Napuszony ptak z dziobem w górę,

napięty łuk krainy ze strzałą węża,

stare drzewa z brodatym trawnikiem,

kształty, które szum tworzy na wodzie,

hałas wiatru to dziecięcy marsz dźwięku.

Gałęzie zaludnione ptakami,

łąki w tańcu kwiatów,

jeden ptak wywyższa się śpiewem nad drugim,

dwupienne kwiaty na jednym drzewie się parzą,

w mgle szuka każdy kwiat

swej własnej duszy.

Jak mówi Thoreau:

Każda roślina to myśl gleby.

tłum. Wojciech Marzec, Wydawnictwo Lokator, Kraków 2026, s. 80

W tomie Motyl i śmierć, mimo tak sugestywnego tytułu, zaskakująco dużo jest zachwytów nad światem oraz mądrością procesów zachodzących w naturze, a także łagodnego, pełnego pokory godzenia się z tym, co nieuniknione. Czytam go w pierwsze przedwiosenne dni pełne jasnego słońca, budzącego do życia przyrodę. Wiersze czeskiej poetki pozwalają lepiej poczuć żywotność materii, która – choć przecież tak naprawdę nie spała, lecz jedynie spowolniła swój rytm – wysyła znaki świadczące o tym, że intensyfikuje działania, by rozpocząć kolejny cykl narodzin. Myślę o mikroruchach odbywających się w glebie, o nieśmiałości pierwszych pączków, o ptakach, które właśnie teraz tak wytrwale dążą do przedłużenia swego gatunku.

Jiřina Hauková, urodzona w 1919 r. w położonym na Morawach Przerowie, była poetką i tłumaczką, która po końcu Praskiej Wiosny – tak jak wielu innych intelektualistów tamtego czasu – spotkała się z zakazem publikacji w oficjalnym obiegu i brakiem możliwości wyjazdu na Zachód. Rok 1968 naznaczył ją także mocno prywatnie: to wówczas zmarł jej ojciec, a zaledwie kilka miesięcy później matka. Tom Motyl i śmierć, zbierający m.in. doświadczenia tamtego czasu, ukazał się w 1970 r. w podziemnej edycji tzw. samizdatu, a wydania w głównym nurcie doczekał się dopiero 20 lat później, już po zniesieniu cenzury.

Jedną z głównych osi tomu stanowi odejście obojga rodziców, które dla Haukovej wyznacza kres dzieciństwa, bo, jak pisze: „Dopóki byliście, byłam dzieckiem, / które gardzi śmiercią. A teraz stoję z nią twarzą w twarz / i rozmyślam o niej, jak wy rozmyślaliście”.

Prowadzi także do utraty przestrzeni nazywanej domem rodzinnym, a u poetki nawet szerzej – całej krainy lat dziecięcych, o czym opowiada wiersz Tam było nasze dzieciństwo, odnotowujący zarówno śmierci innych osób istotnych dla kształtowania wrażliwości młodej dziewczyny: pana Uhřika z drewnianą nogą, który robił piszczałki, czy znającej na pamięć Biblię wiedźmy Karoliny; jak i zanik pewnych wręcz rytualnych czynności mocno wpisanych w cykliczność pór roku: zbioru grzybów, pieczenia ziemniaków czy puszczania latawców. To znaczące, że podmiotka wskazuje na zwyczaje związane z jesienią, czyli czasem zwykle uznawanym za okres „umierania” natury.

Śmierć ma także aspekt duchowy i wiąże się z zakazem wyjazdu na Zachód i niemożnością doświadczania bogactwa kultury europejskiej, o czym opowiada część pt. O czym nie zapominam zbierająca migawki ze świata, który został poetce odebrany: z zamkowej doliny Loary zwiedzanej wraz z matką, z uliczek Neapolu, z Forum Romanum i z teatru w Pompejach. Tytuły tych utworów mają formę kaligramów, a ich kształty, oddziałując na wyobraźnię, lepiej przywołują wspomnienia. Wiersze dotyczące utraconego świata są niezwykle zmysłowe, pozwalają raz jeszcze w pamięci doświadczyć odwiedzanych niegdyś miejsc, przy czym przypominają jednocześnie, że to tylko doznania fragmentaryczne i ulotne, dotknięte śladem przemijania.

Choć śmierć jest stale obecna w Motylu i śmierci, dla Haukovej istotne okazuje się pokazanie jej również jako początku czegoś nowego. W wierszu Metamorfozy zwraca się bezpośrednio do zmarłych rodziców: „Znajdujecie się w samym początku wszystkiego”.

Nie chodzi tu jednak o wpisanie ich odejścia w porządek sensów religijnych, ale o dostrzeżenie biologicznego aspektu przemiany materii. Rozkładające się w ziemi ciała dają początek nowym związkom organicznym („wasze nieistnienie staje się nowym istnieniem / wieczny emblemat życia zastępuje powolny rozkład, / kręgi się powiększają”).

W innym miejscu podmiotka zaznacza: „Co raz zostało stworzone / albo wytrwa na naszej ziemi, / albo zdziczeje i zaszczepi się / w lepsze drzewo”. Hauková w naturze dostrzega wewnętrzną mądrość, a to pomaga jej akceptować śmierć jako etap przejścia.

Poetka prowadzi także refleksję o sztuce współczesnej, wyraźnie wartościując tę, która – tak jak dawna, np. rzeźba alabastrowego fallusa z 25 tys. lat przed Chrystusem – zakorzeniona jest w naturze i potrafi oddać ponadczasowe doświadczenia człowieka. Przeciwstawia jej np. działania amerykańskiego twórcy Vita Acconciego, który „zakłada na penisa / sukienkę dla lalek / i przedstawia to jako sztukę”. Ona widzi w tego typu gestach jedynie „sztukę pod psem”: powierzchowność i prowokację. Ciekawią ją natomiast prace np. Evy Hesse czy Aliny Szapocznikow, bo dostrzega w nich szansę na zbudowanie porozumienia między światem natury i sztuki. Wyraźnie jednak podkreśla małość wszelkich ludzkich poczynań w perspektywie kosmicznej, której przyjęcie przynosi jej ukojenie, bo prowadzi do wymazania wojen i nienawiści, zamieniając wszystko w kurz. Podczas gdy my znikniemy, „[z] mgławic nowe gwiazdy swym migotliwym spokojem / dalej się będą przetaczać przez kosmos”.

W przybraniu właściwej perspektywy pomaga Haukovej obserwacja natury, o czym opowiada m.in. przywołany obok wiersz. Godzina sasanek, godzina wilg i godzina człowieka – wszystko w przyrodzie ma swój czas. W utworze Wybiła godzina sasanek poetka powraca do dziecięcych zabaw słowem, by poszukiwać języka, który najlepiej oddawałby rytm biologicznych procesów. Zestawia ze sobą słowa, testuje brzmienie podobnych wyrazów, wprowadza wyliczenia, a nawet formę zbliżoną do zaklęcia („Wzywam imienia Katarzyna”). Dzięki językowemu bogactwu udaje jej się oddać żywotność i pulsowanie materii.

W naturze dostrzega jednak nie tylko mądrość i harmonię, lecz także element rywalizacji (wywyższające się nad sobą ptaki, parzące się kwiaty), co burzy sielankowy obraz, a jednocześnie nadaje mu rysów prawdziwości.

Wczytajmy się raz jeszcze w te wersy, najlepiej na głos, poddajmy się ruchowi słów i obrazów, a potem najlepiej wyjdźmy z domu, by poczuć, jak życiodajna energia krąży wśród nas.

 

Artykuł pojawił się w numerze: Analogowe nawyki