Subskrybuj
Fotografia. Portret kobiety (Kristina Kocan) na jednolitym, rozmytym tle. Ma włosy do ramion, i patrzy bezpośrednio w obiektyw. Ubrana jest w ciemny płaszcz lub marynarkę z dużym kołnierzem.
Kristina Kočan fot. dzięki uprzejmości Biura Literackiego
Redaktorka miesięcznika „Znak”, recenzentka, absolwentka krytyki literackiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opiekunka rubryki "Wśród możliwości"

Schronienie w drodze

„Mieszkam wśród Możliwości – / Dom to od Prozy piękniejszy – / W Ścianach ma więcej Okien – / W Drzwi – także zasobniejszy” (tłum. T. Sławek) – pisała Emily Dickinson. Poezja jest takim domem możliwości – otwiera wciąż na nowe i pozwala pomyśleć niemożliwe.

Kristina Kočan

wędrówki
z czarnych pni topoli
wyniosły się żółte
liście przywiało
ptaki wędrowne jesteśmy
z różnych miejsc z ludzi z
samych siebie droga
to jedyne schronienie
czy wędrówka zawsze
jest obietnicą
powrotu czy ratuje nas
odejście tuż przed
odejście między
snem a
czuwaniem
pod nami
kwitną rzeki
w kolorze liści
przyćmione słońce
ogrzewa nas
pamięć wagi
trzciny w dłoni
albo świerszcza

tłum. Agnieszka Będkowska-Kopczyk, strona 111

Zdarzają się momenty, gdy poruszeni podziwianym krajobrazem lub dziełem sztuki, uświadamiamy sobie, że nie wszystko da się wyrazić słowami. Nie potrafiąc wyjaśnić, czego doświadczamy, zanurzamy się w odczuwaniu i oddajemy tajemnicy. Mamy poczucie piękna i ulotności tego, co nas otacza, a jednocześnie intuicja podpowiada nam, że rzeczy nie odsłaniają się przed nami całkowicie, że jest coś jeszcze. W japońskiej estetyce określa się ten stan jako yūgen. Słoweńska poetka Kristina Kočan nawiązuje do tej koncepcji w tomie Siedliska, prowadząc czytelniczkę w kolejne warstwy rzeczywistości. W yūgen nie chodzi o medytacyjną ucieczkę od świata, lecz o zanurzenie się w nim możliwie głęboko. To dobre ćwiczenie do praktykowania na co dzień, zwłaszcza podczas letnich wędrówek. Gdy na szlaku o świcie zza mgły wyłaniają się górskie szczyty albo jezioro na chwilę zastyga w ciszy tuż przed nadejściem burzy, zwykle łatwiej się zatrzymać i poczuć tajemnicze piękno.

Zbiór Kočan podzielony jest na trzy części: Spotkaliska, Siedliska oraz Myślowiska, a wiersze w nich zawarte eksplorują kolejno temat: relacji, materii oraz języka. Tom spaja pytanie o to, w jaki sposób możemy zamieszkiwać we wszechświecie.

Autorka pokazuje, że nie da się dziś myśleć o domu jako o czymś stałym. Kieruje się raczej w stronę domowości ustanawianej w doświadczeniu, stale negocjowanej i podlegającej zmianie. Właśnie dlatego w jej poezji istotny jest ruch.

Poetka nie rejestruje migawek z rzeczywistości, tylko stara się uchwycić otaczający ją świat w procesie. Stąd charakterystyczna składnia tej poezji – przede wszystkim przerzutnie, rozbijające utrwalone znaczenia i wprowadzające płynność sensu, ale także rezygnacja z interpunkcji, inwersje i powtórzenia, wzmacniające destabilizację i wrażenie rozmycia.

W Spotkaliskach Kočan koncentruje się na relacji ja–ty, a „ty” ma u niej wymiar międzygatunkowy: odnosi się zarówno do mężczyzny, jak i innych istot, np. jelenia, kwiatu maku, śpiewających ptaków. Poetka stara się oddać napięcie towarzyszące spotkaniom, zwracając uwagę na ruch zbliżania się i oddalania. Zdarza się, że widzimy tylko czyjeś kroki, a innym razem jedynie słyszymy głosy. Świat ludzki i pozaludzki przenikają się nawzajem. Dobrze obrazuje to wiersz poroże mówiący o tym, jak ukochany tuż po cielesnym zbliżeniu wsiada do auta i po przejechaniu zaledwie kawałka drogi trafia na potrąconego jelenia. Dzwoni do ukochanej. Przez moment ciało kobiety i ciało zwierzęcia stają się dla niego jednym: „jak jeszcze przed godziną po / moim przejedziesz / ręką po / jego drżeniu mój / zapach go przeniknie”. Podobnie w utworze powojnik palce mężczyzny dotykającego kobiecego ciała okazują się wiosennym deszczem. U Kočan podmiot nie ma więc wyznaczonych granic, swoją obecność w świecie zaznacza w migotliwy sposób. Podobnie zarysowywany jest dom („niewidzialnym pędzlem / kręcisz jak tarkowski”), o którego tworzeniu mowa jest w ostatnich wierszach ze Spotkalisk. Dom to bliskość, z której rodzi się pragnienie sprowadzenia na świat nowego życia. Tak poetka subtelnie wprowadza temat ciąży i macierzyństwa: „uderzyło we mnie / życie które już wcześniej / sączyło się ze mnie”.

W części drugiej, zatytułowanej tak jak cały zbiór, uwaga przeniesiona zostaje na ruch materii. Otwiera go przywołany na sąsiedniej stronie wiersz wędrówki, ukazujący ruch jako podstawowy sposób istnienia we wszechświecie, choć niepewny i zmienny, to dający pewien rodzaj schronienia. „Ptaki wędrowne jesteśmy” – tak człowiek zostaje wpisany w rytm biologicznej migracji, by istnieć, musi się poruszać, podobnie jak liście opadające z topoli. Nasza tożsamość to zlepek różnych miejsc, ludzi, myśli, doświadczeń, ciągle weryfikowana i nadbudowywana. Kočan stawia pytanie, czy bycie w ruchu może uchronić nas przed utratą. Ostatecznie jednak przekierowuje czytelniczkę w stronę tego, co wydaje się istotniejsze niż oddalone od rzeczywistości wielkie pytania egzystencjalne – to konkretne drobiazgi, z których składa się świat: przyćmione słońce, trzcina, świerszcz.

Głębokie zanurzenie się w świecie może przynieść więcej mądrości niż próba odpowiedzi na kwestie ostateczne.

Wiersze zawarte w części Siedliska poświęcone są różnym formom bycia – obserwujemy więc czajkę, tygrysa, lwa, meduzę czy bociany. W utworze dotyczącym tych ostatnich powraca temat macierzyństwa: podmiotka obserwuje bocianie migracje, zwraca uwagę, jak wicie przez nich gniazda odbywało się, gdy ona była w ciąży, a powrót ptaków zbiegł się z narodzinami syna: „mój syn ma teraz / na potylicy dziobnięcie / po was które niosłyście mi go / tak długo stukając / dziobami”. Znów dostrzegamy sygnalizowaną w Spotkaliskach synchroniczność i wzajemne przenikanie się świata ludzi i zwierząt. Taka perspektywa wprowadza do naszego życia kojącą moc rytmiczności: po odejściu następują powroty i nowe otwarcia. Ostatnia część tomu poświęcona jest językowi, sposobom myślenia o świecie i przeżywania w nim swojej obecności.

To nie oznacza, że rzeczywistość znika, przesunięty zostaje jedynie punkt ciężkości: z cielesności na warstwę myślową, z konkretu na abstrakcję.

Dobrze oddaje te subtelne przejścia wiersz ćwiczyć dzicz albo mój Tamalpais. W tytule zostaje zawarty paradoks: jak można praktykować coś z natury pierwotnego, wymykającego się kontroli? Aby się nad tym zastanowić, poetka przywołuje kalifornijską górę Tamalpais i związaną z nią roślinność: sekwoje, daglezje, krzewy wawrzynu, a także słoweńskie lokalizacje: pasmo Pohorje i masyw Peca, oraz kojarzące się z nimi: świerki, kosodrzewiny, kozłki lekarskie. To istotne punkty odniesienia pomagające „odnaleźć swoją / okrężną drogę” w świecie. Niezależnie od otaczającego krajobrazu chodzi jednak o to, żeby „zlać się w tęczowych / kroplach”, czyli zatopić się w naturze i poczuć jej rytm, a także „wejść (…) / w światłość która jest / latarnią na ścieżce która jest / celem dla wiersza który jest / językiem w lesie który jest / ukojeniem”. Tak – odpuszczając filozoficzne rozstrzygnięcia i subtelnie zanurzając się w rzeczywistości – doświadcza się yūgen.

Artykuł pojawił się w numerze: Poza zasięgiem