Subskrybuj
autorka w okularach słonecznych
Pochodząca z beskidzkiej wsi Żeleźnikowa Wielka autorka sześciu książek poetyckich, w tym nagradzanych tomów Matecznik i Sny uckermärkerów (Nagroda Literacka Gdynia, 2019). Za tom Mer de Glace (Wydawnictwo Warstwy, 2021) dostała Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej (2022). Jej...

Deszcz alfabetów: Ola Kołodziejek

Fraza „deszcz alfabetów” pochodzi z alfabetu Inger Christensen (tłum. B. Sochańska). Są to dla mnie słowa ożywcze, niosące nadzieję i siłę. Wiersze istnieją, deszcze wierszy, by sparafrazować duńską poetkę. Wejdźmy w te wiersze.

Wchodźmy w Cudze święta jak w swoje. Czeka na nas w poetyckim tomie autorstwa Oli Kołodziejek kameralna opowieść o nas samych uwikłanych w świat. Wchodzi się w tę poezję najpierw niepewnie, tak jakby pukało się do drzwi kogoś, kogo odwiedzamy po raz pierwszy. Trochę nie wiadomo, czego spodziewać się po otwarciu. Czy ten ktoś zaprosi nas do środka? Czy będziemy tylko gośćmi przed drzwiami, skazanymi na niezręczny rodzaj dystansu? Czy się nas przyjmie? Ugości? Jest w oczekiwaniu przed drzwiami podobne oczekiwanie jak w momencie trzymania w dłoniach nowej, nieczytanej jeszcze książki. Rozpoczynając lekturę, robi się ruch ku poznaniu, jakby zaraz miało się przekroczyć próg czyjegoś domu. Lubię ten stan, bowiem czuję w sobie w takich momentach gotowość do poznania nowego, innego, do namnożenia w sobie światów, perspektyw czy też przekroczenia granic samej siebie.

Gościnna jest poetka dla nas, czytelniczek i czytelników, dopuszczeni zostajemy do tego, co intymne, co osobiste, co czułe, co blisko piszącej, jak w wierszu urbex, w którego zakończeniu czytam: „(…) noc w noc / okna w naszym domu / mnożą się / jak dzieci / jak ich ćmy”. Interesujące jest w tym poetyckim projekcie balansowanie pomiędzy tym, co z oddali, i tym, co z bliska. To niemal filmowy zabieg, który pozwala nam spojrzeć na opisywany obraz z różnych perspektyw. Tak czytam wiersz zatytułowany piętnasty: „ogromne światło rozpoczynało u bram / skanowałam miasto jak ciało / gdzie kamienica pod osłoną obracała bieg / potem dalej na załamanie dni i my / patyna placu stawała wpół / a białe olejne powietrze niosło dźwięk z odległej stacji / stambuł – nuciłam // – i ugniatałam / mocno i krótko / jak na kruche”. Precyzja tego zakończenia zdumiewa mnie i olśniewa przy kolejnych lekturach.

Praca wykonana w języku każe mi myśleć o głębokiej świadomości i wyczuciu Kołodziejek, dla której to druga książka poetycka, po interesującym tomie plan plam (Wydawnictwo Wolno, 2021).

Jeśli blisko wam do wierszy Krystyny Miłobędzkiej czy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szczęśliwego Nowego Jorku