Pamiętam, że największym dręczącym mnie problemem podczas studiów filologicznych było dojmujące poczucie martwoty języka, jakim przemawiała większość omawianych tekstów. I wtedy – w 2010 r. – trafiłam na rewelacyjne eseje Zadie Smith Jak zmieniałam zdanie. Od tamtej pory autorka stała się dla mnie tchnieniem języka absolutnie żywego. Języka wiosny i dobrze pojętej rewolucji, języka eseju otwierającego niemal nieskończoną przestrzeń do myślenia.
Najnowsza książka Smith pt. Żywa i martwa to również zbiór esejów. Łączy je jeden najważniejszy cel pisarki: poruszyć czytelnika, wybić go z rytmu, pokazać mu coś z innej perspektywy. Przez to tematyczny skład tekstów, o różnej wielkości i napisanych na różne okazje (w tym z powodu czyjejś śmierci), to wielobarwna mozaika.
Jest ukochana przez autorkę sztuka (świetny esej o brytyjskiej malarce Celii Paul),…