Zresztą Kościelna wznosi się na tyle stromo, że nawet położono na niej schodki, ale zarazem na tyle łagodnie, że schodki te musiały być niziutkie a wydłużone, na dodatek gęsto przetykane odcinkami całkowicie płaskimi. Niezależnie od wieku warunkującego długość odnóży, interwału kroków nigdy nie potrafiłem zgrać z interwałem schodów i zawsze szedł człowiek tędy jak nierówno potrącony, najlepiej było korzystać z zostawionej po boku ścieżki dla wózków i rowerów. Podchodząc pod górkę po prawej ręce miało się ten podjazd, marne klomby i wyniosły kościół na wzniesieniu, zaś po lewej ciąg sklepików, który kończył się kioskiem z pierwszymi w Ostrowcu włoskimi lodami z automatu. Z Kościelnej wchodziło się potem w prowadzącą już do samego rynku Wąską Uliczkę, szerokie może na trzy metry „ucho igielne” miasta w korycie tworzonym przez ściany starych kamieniczek. W każdy dzień powszedni pół miasta przelewało się tędy jak przez przewężenie klepsydry, ci z centrum mający interesy w dolnej części miasta i ci z południa, co pracowali lub uczyli się wyżej. Z wyjątkiem nielicznych zmotoryzowanych szczęśliwców, którzy, rzecz jasna, przemieszczali się Okólną. I sklep Pod Filarami usytuowany był u naturalnego źródła tej rzeki pieniędzy, w rozwidleniu Okólnej i Kościelnej. Już we wojnę stały na tym miejscu sklepy, widać je na akwareli…