Posłuchajcie: Tuż po dziewiątej rano do gabinetu prezesa nowojorskiej firmy produkującej spinki do włosów wdziera się mężczyzna. Barczysty, ogorzała twarz, kędzierzawa szopa na głowie. W ręku trzyma słuchawkę telefoniczną, którą chwilę wcześniej wyrwał razem z kablem z centralki w sekretariacie. Prezes próbuje wstać, ale fotel umyka mu spod siedzenia. Mężczyzna rzuca się na niego, przewraca, owija kabel wokół szyi ofiary. Prezes ciska się, miota, czuby jego butów szukają oparcia na lśniącym linoleum. Wtedy wpada sekretarka. Patrzy. Chwyta leżący na biurku nożyk do listów i wbija go napastnikowi w łopatkę. Mężczyzna stęka. A potem oddaje nóż. Przeprasza. Opadają mu ręce. Możesz poczuć pewną dezorientację bo nie wiesz, gdzie właściwie jesteś, co tu się dzieje, a przede wszystkim po co. To nawet dobrze – właśnie tak powinno to działać. Jesteś w samym centrum zdarzeń, a nie za mniej lub bardziej przeźroczystą szybą. Za to tę sytuację pewnie pamiętasz: Pewnego ranka mężczyzna budzi się i stwierdza, że gospodyni nie przyniosła mu śniadania. Dzwoni więc po nią, ale do pokoju wchodzi nieznajomy. Mężczyzna pyta go, kim jest, żąda wyjaśnień, ale tamten mówi, że to niemożliwe. Mężczyzna przechodzi do sąsiedniego pokoju. Tam drugi nieznajomy informuje go, że jest aresztowany. Za co? Tego nie może powiedzieć. Mężczyzna domaga się dokumentów, ale nieznajomi jedzą jego śniadanie i mówią, że na takie pytania nie odpowiadają. W końcu mężczyzna wraca do swojego pokoju, je jabłko, popija wódką. Już przegrał, choć…
Dr nauk humanistycznych, pisarz i redaktor, współzałożyciel (razem z Mariuszem Szczygłem i Wojciechem Tochmanem) Instytutu Reportażu. Szef merytoryczny Polskiej Szkoły Reportażu. Jako redaktor pracował m.in. z Magdaleną Grzebałkowską, Maciejem Siembiedą, Zbigniewem Rokitą, Mikołajem Grynbergiem. Kieruje...