Myśl Delfieux zdaje się iść na przekór pobożnym wyobrażeniom. Nie w ciszy, ale pośród rytmu życia miasta. Nie w oddaleniu od ludzi, ale przebywając pośród nich. I wreszcie: nie wyróżniając się pośród mieszkańców miasta, ale razem z nimi pracując, wynajmując mieszkania, stojąc w korkach i poszukując pracy. Jerozolimskie Wspólnoty Monastyczne wydają się paradoksalne, ponieważ idą na przekór naszym wyobrażeniom o monastycyzmie i szukaniu Boga. Myśl Delfieux jest jednak całkowicie biblijna: Nowy Testament kończy się obrazem miasta opisanym w Apokalipsie. „Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I oto usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem (…)” (Ap 21, 2–3). Po opisie górskich szczytów, nocach i dniach spędzonych na pustyni, czuwaniach w świątyniach – wszystkich miejsc niejako uprzywilejowanych, gdzie Bóg przemawiał – na końcu pozostaje tylko jedno miejsce. Miasto.
Teopolis
Miasto jest tym punktem, który określa moją tożsamość. Mieszkam w Olsztynie, nie chcę mieszkać w Warszawie – to stwierdzenie ma moc wyznania. Uciekam od…