Subskrybuj
Redaktor w Wydawnictwie Znak, absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ.

Między sztalugami a kuchnią

Granica intymności to poważny problem moralny dla reportera. Spalam się, myśląc o tym, co mogę, a czego nie mogę napisać. Jako reporterkę najbardziej interesuje mnie bohater jako człowiek – jego codzienne życie, pokazane od środka. Jest to jednak rodzaj wścibstwa.

Daniel Lis: Pisząc Księdza Paradoksa, zeskrobywałaś złotko, którym Jan Twardowski został obleczony jeszcze za życia – tak przyznawałaś po publikacji. O rodzinie Beksińskich chyba nie mogłabyś powiedzieć tego samego?

Magdalena Grzebałkowska: Podobnie jak o ks. Janie, przed rozpoczęciem pracy nad książką niewiele wiedziałam o Beksińskich. Z malarstwem Zdzisława pierwszy raz zetknęłam się w czasach licealnych. Nie pamiętam, czy widziałam reprodukcję w gazecie czy w telewizji. Ale to był rodzaj fascynacji jak wypadkiem samochodowym: stoisz i patrzysz, nie możesz odejść, chociaż wiesz, że to niezręczne. Beksiński twierdził, że te postaci nie były trupami, ale ludzie uwielbiają aurę grozy. Stąd popularność cyberpunku, steampunku czy subkultury gotyckiej, szczególnie wśród nastolatków. Fascynowałam się wtedy Salvadorem Dalim i w tamtym czasie obu umieściłabym w tej samej grupie malarzy. Później powiedziano mi, że malarstwo Beksińskiego to straszny kicz. Wiedziałam, że jego obrazy świetnie się sprzedawały i że został zamordowany. Nie wiedziałam np., że pochodził z Sanoka.

A o Tomaszu?Też tylko tyle, że był dziennikarzem radiowej Trójki i popełnił samobójstwo. Jego fenomen nie ominął mojego pokolenia. Moi przyjaciele do dziś mają zeszyty z zapisanymi zespołami i utworami, które podawał na antenie. Ominął mnie – nie słuchałam jego nocnych audycji, chodziłam wcześnie spać…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wojna