To pragnienie nie opuszcza: życie wewnętrznie uporządkowane, podporządkowane zewnę trznej regule, pogodzone. Określone godziny snu, pory pracy i modlitwy, niczego, co zbędne. Wyznaczony czas studiowania i nałożony czas milczenia. Dni i noce zamykające się w uścisku sensu, który rzuca oskarżycielskie spojrzenie w moją stronę. Jak wygląda moje życie widziane zza muru klasztoru? Zakonnicy, opisując je, mówią o pośpiechu, nieustannym biegu w pogoni za czymś. Za czym – do końca nie wiedzą, a i mnie cel wydaje się coraz mniej widoczny. Czy mają prawo ci żyjący po drugiej stronie klasztornego muru wypowiadać się o wyścigu szczurów, w którym również ja, chętnie czy niechętnie, biorę udział? Też chcę zrozumieć. Co się stało, że nie potrafię zatrzymać się już w swoim życiu? Gdzie jest źródło utraty panowania nad własnym życiem, dlaczego wymyka mi się ono z rąk? Gdy pojawiają się takie pytania, przyłapuję się na tym, że spoglądam w stronę klasztoru. Jakbym szukał wyjaśnienia lub akceptacji. W dawnych czasach ludzie świeccy przychodzili do klasztorów, radząc się zakonników w sprawach swojego życia. Mnisi zazwyczaj odpowiadali, mur nie był głuchy. Jeśli czegoś zazdroszczę żyjącym po tamtej…
Poeta i eseista. Autor Miasta wewnętrznego oraz Ostatniego Królestwa. Publikował m.in. na łamach „Toposu”, „Twórczości”, „Znaku”, „Więzi”, „W Drodze”.