Subskrybuj
Dr nauk humanistycznych, filolog, krytyk literacki. Zajmuje się literaturą XX w., współczesną prozą polską i melancholią.

Pisarz nie jest glamour

Miałbym wielkie kłopoty, gdybym musiał odpowiedzieć na pytanie, co znaczy dzisiaj „być pisarzem”. To, co dawniej uchodziłoby za niewybaczalną hucpę i kompromitację, dzisiaj stanowi jeden z elementów kampanii promocyjnej. Trudno jednak orzec, czy „koniec świata, jaki znamy”, już się wydarzył i pisarz przestał być glamour bezpowrotnie, czy odrodzi się jak Feniks z popiołów i znów, uzbrojony w nieodłączne atrybuty władzy, zarządzał będzie duszami i umysłami.

Coś złego dzieje się z najnowszą rodzimą prozą – takie, najrozmaiciej egzemplifikowane zawodzenie rozbrzmiewa w Polsce regularnie. Ostatnio do chóru zaniepokojonych dołączył Kazimierz Orłoś, ubolewając nad stanem krytyki literackiej, która (wiadomo, kto zawsze jest winien) fatalnie wpływa na współczesną literaturę polską. Zwłaszcza ta „głośna” – jak ją pisarz określa – część krytyki, często zaopatrzona w tytuły naukowe, ustanawia hierarchie i kształtuje opinie czytelników. „To ona – przekonuje autor Cudownej meliny – odpowiada za powierzchowność książek pisanych w pośpiechu, bez zachowania dystansu, bez głębszej refleksji, co – jeśli chodzi o prozę, zwłaszcza realistyczną – jest warunkiem niezbędnym”[1]. Wygląda na to, że Orłosiowi bliskie jest coś, co jeden z amerykańskich krytyków nazwał „tradycyjnymi wartościami literatury”, a co dla Paula Austera – to właśnie jego…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak wiara zmienia Biblię?