Z domu zabrała worek ryżu, bańkę oleju i kilka sukienek od mamy, ale te ukradli jej w pociągu. W 1946 r. droga z Uzbekistanu do Polski była długa i niebezpieczna. Trafiła z mężem do Wrocławia i Iławy, aż w końcu osiedli w Warszawie. Olga nauczyła się polskiego, przez lata zajmowała się domem i dwoma synami. Gdy już podrośli, postanowiła poszukać pracy – w wieku czterdziestu kilku lat trafiła do biblioteki na Służewcu Przemysłowym. Za swoją pierwszą pensję w życiu kupiła bluzkę dla siebie i ciastka dla dzieci. „Nie mogę pamiętać jej w bibliotece, przeszła na emeryturę, kiedy byłam mała – opowiada Ania Rok – ale pamiętam jej historie, opowiadane ze śpiewnym wschodnim akcentem. Nigdy go nie straciła. Miała imponującą kolekcję własnoręcznie zrobionych pacynek i stosy pożółkłych kart bibliotecznych. Dzięki nim jeszcze w podstawówce skatalogowałam swoje książki. Przed śmiercią pokazała mi teczkę pełną wycinków i listów gratulacyjnych. W teczce było też…
Z wykształcenia socjolożka, z zawodu fotografka. Zajmuje się fotografią dokumentalną i podróżniczą. Prowadzi blog www.ameryki.blogspot.com