Do Rotterdamu wybrałem się po raz pierwszy nieomal po ćwierćwieczu. Wcześniej wielokrotnie zerkałem na niego z okien pociągu, gdy jechałem z Amsterdamu do Antwerpii. Mogłem przecież wysiąść, pospacerować i wrócić na dworzec, ale nie – najzwyczajniej się bałem. Obawiałem się miasta-fantomu, wskrzeszonego trupa grodu Erazma, kostropatego Feniksa powojennej architektury. Namiętnie za to gromadziłem stare ryciny, na których widniały dawne rotterdamskie zabytki: bramy miejskie, Rynek Rybny czy giełda. Inwazja faszystowskich Niemiec na…
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...