Jak Pilch opisałby własny pogrzeb? Bo przecież najlepszy felietonista III Rzeczypospolitej z pewnością doceniłby narracyjny potencjał tej sytuacji, niepewną i nie wolną od potknięć brawurę prowadzącego ceremonię pastora, tych żałobników, którzy z trudem rozpoznawali swoje twarze, ukryte pod antywirusowymi maskami, czy koszulkę Cracovii ułożoną na marmurowej urnie z prochami. A wreszcie i fakt, że gwizdek Najwyższego Sędziego zakończył życiowy mecz nie w Wiśle, Krakowie czy Warszawie, nie w chłodnym rodzinnym domu zaludnionym duchami, nie w redakcji „Tygodnika Powszechnego” i…
Krytyk literatury, eseista, redaktor „Tygodnika Powszechnego”.