W dobie pandemii zostaliśmy zmuszeni do zmiany przyzwyczajeń. Rozbestwieni ofertą tanich linii lotniczych, dzięki którym świat skarlał do rozmiarów pudełka od zapałek, zbyt łatwo zapomnieliśmy, że prawdziwa przygoda czai się tuż za winklem, że wystarczy rozejrzeć się po okolicy, by poczuć w sobie pasję odkrywcy. Dziwna sytuacja, gdy spacer do warzywniaka stał się substytutem przemierzania koła podbiegunowego, a kolejka do apteki upodobniła się do sznurka wspinaczy uwięzionych w korku pod Mount Everest, spowodowała, że, chcąc nie chcąc, przyjęliśmy nowe reguły gry, raz-dwa przedzierzgnąwszy się w nieustraszonych eksploratorów przysiółków osiedli i dzielnic. Oczywiście wszyscy znamy filmiki i rysunki używające sobie na pokraczności okolic i okoliczności, w jakich przyszło nam żyć. Ich symbolem jest autobus, który dociera na rozwidlenie dróg i mając do wyboru kierunki „Radom” oraz „Sosnowiec”, zawraca w te pędy, aż się za…
Literaturoznawca, poeta, tłumacz, krytyk literacki, adiunkt w Instytucie Filologii Romańskiej UJ oraz w Ośrodku Badań nad Awangardą UJ. Ostatnio wydał tom prozy poetyckiej Drożdżownia (2015) i monografię Status przedmiotów w poezji surrealizmu (2015).