Początek fotografii, niezależnie, o której tu będziemy mówić, o dagerotypie czy fotografii negatywowej, a więc tej, którą można zwielokrotnić na papierze, jest taki sam. Przez ponad pół wieku zdjęcie najczęściej jest w rękach zawodowego fotografa, czyli właściciela atelier i jego pracowników. To oni decydują o tym, jak zdjęcie wygląda, co oprócz modeli się na nim znajdzie, jakie będą proporcje fotografowanych osób do powierzchni całego zdjęcia. Przez pierwsze dziesięciolecia, a nawet dłużej, sam portret, zdjęcie osoby wydawały się niewystarczające: trzeba im było nadać pozory realnego otoczenia; uzyskiwano je za pomocą standardowych, spotykanych na całym świecie środków. Dywan, kolumna, kotary, stolik, zegar, zastępujący książkę album z fotografiami, wreszcie malowane tło, a na nim drzewa, niebo, pagórki, niekiedy w oddali panorama miasta. Zdarzało się też, że z niewiadomych powodów na zdjęciu znajdowały się sztuczne skały z papier mâché. Bywało, co czasem…
Pisarz, kurator wystaw fotograficznych; autor esejów poświęconych fotografii, m. in. Dno oka, Odbicie, Tuż obok, eseju Salki oraz prozy Cieśniny. Obecnie pracuje nad nową książką pod roboczym tytułem Mama Różyczka