Subskrybuj
Ilustracja: Ewelina Karpowiak fot. Piotr Guzik / Forum
Ilustracja: Ewelina Karpowiak fot. Piotr Guzik / Forum
Romanistka, redaktorka, tłumaczka. Przez wiele lat pracowała w Wydawnictwie Znak, gdzie m.in. kierowała działem literatury pięknej, od 2008 r. redaktorka naczelna Wydawnictwa Karakter, którego jest współzałożycielką. Redaktorka wielu książek Wiesława Myśliwskiego.

Wszystko można wytłumaczyć

Każdy punkt na mapie terenów, przez które kroczył biały człowiek, zmieniał się w końcu w krwawą plamę.

Na początku roku gościliśmy syna przyjaciół z Indii, któremu chcieliśmy pokazać trochę Europy. Pojechaliśmy razem do Paryża, gdzie nigdy nie był. Krążąc między Musée du quai Branly a wieżą Eiffla, którą mój towarzysz fotografował za dnia i nocą we wszystkich możliwych ujęciach, trafiliśmy na nieznane mi wcześniej miejsce poświęcone ofiarom walk w Algierii, Maroku i Tunezji. Świetliste kolumny, po których spływają elektroniczne imiona i nazwiska, zbiły mnie z tropu. Dlaczego są w barwach francuskiej, a nie marokańskiej czy algierskiej flagi? Po chwili dotarło do mnie, że nie chodzi o upamiętnienie narodów wyzwalających się spod kolonialnej opresji, to hołd dla tych, którzy stali na jej straży. Skonfundowana, próbowałam jakoś opowiedzieć o tym induskiemu towarzyszowi, a moje zakłopotanie szybko zmieniło się w rodzaj zawstydzenia.

Zrobiło się późno, wsiedliśmy do metra i dojechaliśmy do stacji nieopodal naszego hotelu. Między dwoma członami jej nazwy, Voltaire-Léon Blum, rozciąga się szmat europejskiej historii. Stację zbudowano przy pl. Voltaire’a, przemianowanym później na pl. Léona Bluma, francuskiego premiera, aresztowanego przez rząd Vichy i więzionego w Buchenwaldzie. Zestawienie zupełnie jak z Lindqvista, pomyślałam, bo podobny okres, mniej więcej od oświecenia po Holokaust, bierze pod lupę szwedzki autor i w taki – kolażowy – sposób o nim opowiada. Zresztą pierwszy raz na jego książkę natknęłam się właśnie w Paryżu, na długo zanim Wytępić całe to bydło ukazało się po polsku w przekładzie Mileny Haykowskiej.

Opowieść Svena Lindqvista toczy się równolegle na kilku płaszczyznach. Jej osią jest wyprawa w głąb Sahary. Autor podróżuje z ogromnym bagażem, starym komputerem i mnóstwem dyskietek, które musi chronić przed wdzierającym się wszędzie piaskiem. Ma na nich zapisane pliki potrzebne do wykorzystania w książce: listy i powieści Conrada, pisma z historii antropologii, dzieła Darwina. Lindqvist notuje wrażenia z kolejnych etapów podróży. To mikroobserwacje, wspomnienia z dzieciństwa, małe epifanie, a z biegiem czasu także sny, w których do głosu coraz mocniej dochodzi lęk – jakby echo emocji tłumionych podczas pracy nad tekstem. Pisze, że jedzie na pustynię, żeby zrozumieć to, co już wie. A to, co wie, zamyka się w słowach zaczerpniętych z Jądra ciemności: „Exterminate all the brutes”.

Książka Lindqvista to opowieść o podróży w mrok europejskiej historii, śladami Josepha Conrada i jego bohaterów. Śladami wielu wypraw kolonialnych, których celem było podporządkowanie sobie, a następnie wymazanie z mapy świata całych populacji.

Kongo, Algieria, Maroko, Benin, Namibia, Meksyk, Argentyna, Indie, Australia, Ameryka Północna – pada tu wiele przykładów, a wiemy dobrze, że nie wyczerpują one listy europejskich zbrodni. Każdy punkt na mapie terenów, przez które kroczył biały człowiek, zmieniał się w końcu w krwawą plamę. Autora interesuje stan świadomości XVIII- i XIX-wiecznych Europejczyków: ile faktycznie wiedzieli o zbrodniach popełnianych przez kolonialne ekspedycje i jak je uzasadniali?

Lindqvist zestawia powieści i opowiadania Conrada oraz innych pisarzy z doniesieniami ówczesnej prasy i pracami naukowymi. I dowodzi, że wiedza o zbrodniach dokonywanych na kolonizowanych ziemiach wcale nie była tak nikła, jak skłonni bylibyśmy dziś sądzić. Przeciwnie, mnóstwo wysiłku wkładano w to, by te zbrodnie uzasadnić w możliwie jak najbardziej racjonalny i naukowy sposób. Niezwykle użyteczne na tym polu okazały się oświeceniowe idee postępu i nowoczesności, a później także Darwinowska teoria ewolucji. W ich świetle zabijanie jawiło ię jako konieczność, a zagłada słabszych gatunków – i populacji, które stygmatyzowano, uznając za gorsze, barbarzyńskie, nie w pełni ludzkie – jako coś nieuniknionego. „Musimy zacząć traktować tego rodzaju zjawiska z zimną krwią” – pisał w 1864 r. Winwood Reade, członek londyńskiego i paryskiego Towarzystwa Geologicznego i Antropologicznego, wieszcząc zagładę czarnych mieszkańców Afryki skolonizowanej przez Wielką Brytanię i Francję. I dodawał: „Jest to bowiem przykład przynoszącego korzyść prawa natury, które mówi, że ci słabsi muszą przez tych silniejszych zostać zgładzeni”. Teoria ewolucji wsparta teorią ras stanowiła intelektualne zaplecze krwawych europejskich podbojów. W 1904 r. Friedrich Ratzel koncepcję walki o byt zredefiniował jako doktrynę przestrzeni życiowej.

„Chcemy, by początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm. Tak jest najwygodniej” – pisze Lindqvist.

Podobnie jak czyniła to wcześniej Hannah Arendt, uważa, że dopiero zderzenie długiej tradycji antysemityzmu z wielowiekową tradycją imperializmu i systemowej eksterminacji, jakiej poddawano rdzenną ludność obu Ameryk, Afryki, Azji i Australii, sprawiło, że możliwy stał się Holokaust. Z jakiegoś powodu wolimy nie pamiętać o zbrodniach popełnianych na innych kontynentach albo, w najlepszym razie, traktujemy te historie rozdzielnie. Między innymi temu, dlaczego tak jest i jak działają polityki pamięci, przygląda się Michael Rothberg w znakomitej książce Pamięć wielokierunkowa. Pamiętanie Zagłady w epoce dekolonizacji (tłum. K. Bojarska). Lindqvist nie analizuje tej kwestii aż tak szczegółowo, za to zasiewa w nas ziarno niepokoju, podsuwa skojarzenia, nakręca spiralę pytań.

Jego niesamowita książka złożona jest ze 169 fragmentów, jakby historii europejskiej kolonizacji nie dało się opowiedzieć ciągiem; opowiadając ją, trzeba co chwilę przystawać, by złapać oddech, jak podczas przeprawy przez pustynię. Odkąd ją przeczytałam, dawno temu, każda kolejna rzecz o historii europejskiego rasizmu i kolonizacji wydaje mi się rozwinięciem któregoś z jej rozdziałów. Najważniejsze jednak, że Lindqvist uruchamia pewien sposób myślenia, który każe krytycznie przyglądać się współczesności. „To nie wiedzy nam brakuje. Brak nam odwagi, by zrozumieć to, co wiemy, i wyciągnąć stąd wnioski” – pisał w 1992 r., z goryczą zastanawiając się nad tym, jakie naukowe i racjonalne argumenty posłużą nam w przyszłości do odgradzania się od ludzi, którzy w poszukiwaniu lepszego życia będą przybywać do Europy z odległych krajów. W Polsce 2023 r. już je wszystkie znamy.


Sven Lindqvist Wytępić całe to bydło tłum. Milena Haykowska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009, s. 248

Artykuł pojawił się w numerze: Najlepsze miejsce do życia