Cyrk nie cieszy się dziś dobrą opinią w debacie publicznej. Przy czym nie chodzi tylko o „cyrk”, jakim jest każda źle, chaotycznie lub nieskutecznie działająca instytucja w określeniu szydzących z niej krytyków, lecz również o prawdziwy cyrk, objazdową trupę wykonawców dającą przedstawienia dla masowej publiczności, która z kolei dla własnej przyjemności obserwuje popisy zręcznościowe ludzi i zwierząt na arenie. W szczególności udział zwierząt w przedstawieniach jest obecnie niemal powszechnie krytykowany, a w coraz większej liczbie państw prawnie zakazywany, ponieważ ich tresura, mająca na celu wyuczenie umiejętności wzbudzających zaciekawienie i podziw widzów, z reguły polega na zadawaniu im bólu i wzbudzaniu w nich strachu. Inaczej trudno byłoby skłonić słonie i niedźwiedzie do tańca czy balansowania na dwóch nogach, ponieważ takie czynności nie są im ani do niczego potrzebne, ani przydatne w ich własnej egzystencji, niezwiązanej z obyczajami ludzkiej zbiorowości. Radość oraz zadowolenie wzbudzane u widzów przez tańczące słonie albo klownów potykających się o swoje buty są zagadkowe, tym bardziej że instytucja cyrku…
Prof., literaturoznawca, wykładowca Instytutu Kultury Polskiej UW. Autor książek m.in. Lew, który mówi. Esej o granicach językowego wyrazu doświadczenia (2018), Mantykora. Wczesna historia encyklopedii (2022)