Wracając z kina wyświetlającego Krzyk 6, Szybkich i wściekłych 10, czwartą odsłonę Johna Wicka, mogliśmy usłyszeć, że HBO postanowiło zekranizować ponownie wszystkie tomy Harry’ego Pottera, tym razem – jako serial.
Nasza kultura popularna – a szerzej: nasza wyobraźnia – wydaje się zataczać kręgi, powielając te same, bezpieczne, sprzedawalne treści, obawiając się nowych narracji, które mogłyby pozwolić nam spojrzeć na świat wokół nas w innym świetle.
Nużące? Może, ale potrzebujemy przecież odrobiny rozrywki i eskapizmu, oddechu od przytłaczającej rzeczywistości, w której kryzys goni kryzys, ekolodzy wróżą w swoich raportach kolejne katastrofy, a hipoteka wisi nad głową.
Zapomnieliśmy już o nadziei na lepsze jutro – nie liczymy na wielkie zmiany, chcemy tylko odpocząć. Świat jest zbyt depresyjny.
I nie zauważamy, jak kultura, którą się karmimy, stała się trucizną utrzymującą nas w depresji i niemocy.
Popkultura nie daje nadziei
Popkultura wytycza koleiny poznawcze, w które wpadają widzowie i czytelnicy. Kolejne superprodukcje kinowe, gry i książki oferują nam wizje przyszłości jeszcze bardziej zindywidualizowanej, samotnej, zglobalizowanej, a tym samym poddanej wolnemu rynkowi. W cyberpunkowych kliszach (jak nasz rodzimy Cyberpunk 2077) oglądamy bohaterów bezskutecznie buntujących się przeciwko systemowi, którego nie mogą zmienić. Opowieści postapokaliptyczne wpajają nam zaś…