Subskrybuj
Cukiernica (ok. 1935 r.) według projektu Julii Keilowej fot. Muzeum Warszawy
Historyczka sztuki, kuratorka wystaw, redaktorka. Zajmuje się historią architektury i designu XX w.

Jak artystka międzywojnia budowała własną markę

40 lat życia, 7 lat działalności twórczej, kilkaset udokumentowanych projektów z metalu – w tym takie, które śmiało można nazwać ikonami polskiego designu – i kilka potwierdzonych rzeźb. Julia Keilowa była niewątpliwie tytanką pracy

O Julii Keilowej, rzeźbiarce i projektantce metaloplastyki z okresu międzywojennego, nie wiadomo zbyt wiele. Kiedy na zajęciach na Wydziale Projektowania Uniwersytetu SWPS wspólnie z Bartoszem Muchą poprosiliśmy osoby studiujące o stworzenie projektów zainspirowanych jej twórczością, jedną z odpowiedzi było skomponowanie zapachu. Niejednoznacznego, wielopoziomowego, opartego na niedopowiedzeniach. Julia Grabowska i Weronika Pawlikowska połączyły w nim nuty mimozy, irysa pachnącego pudrem i szminką, benzoesu przypominającego złoto oraz eukaliptusa i szafranu symbolizujących świeżość nowych technologii. Stworzone przez nich perfumy zawierały też żywiczny biały oud, który kojarzył im się z opiłkami metalu, oraz tytoń i kaszmir pachnące bibliotecznym czy muzealnym kurzem. Tak powstał ulotny, wrażeniowy portret artystki.

Agnieszkę Dąbrowską i Monikę Siwińską, kuratorki wystawy Julia Keilowa. Projektantka, którą do 1 września można zobaczyć w Muzeum Warszawy, obserwowałam przy pracy. Choć dysponowały muzealnymi zbiorami, badaniami poprzedników i informacjami od zaprzyjaźnionych kolekcjonerów, ich poszukiwania czasem przypominały właśnie próby uchwycenia ulotnego zapachu. Kilka lat kwerend, łączenia rozproszonych informacji, korygowania błędów w atrybucji prac, a także odnajdywania nowych zaowocowały wystawą i pierwszym katalogiem prac artystki (wkrótce ten wysiłek ma dopełnić biografia Keilowej pióra Małgorzaty Czyńskiej, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Marginesy). Kuratorki cieszył nawet niewielki dopisek znaleziony na odwrocie fotografii, bo dodawał nowy wątek do rekonstruowanej z wysiłkiem historii.

Nieoczywisty wybór

40 lat życia, 7 lat działalności twórczej, kilkaset udokumentowanych projektów z metalu – w tym takie, jakie śmiało można nazwać ikonami polskiego designu – i kilka potwierdzonych rzeźb. Julia Keilowa była niewątpliwie tytanką pracy.

Z życiorysu, który złożyła, starając się o przyjęcie na studia w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, wiemy, że urodziła się w 1902 r. w galicyjskim Stryju, w dobrze usytuowanej rodzinie żydowskiej. Jej ojciec, Feiwel Ringel, był przedsiębiorcą budowlanym i naftowym, siostra Cecylia chemiczką, stryj rabinem, a bliski kuzyn adwokatem i później senatorem II RP. Uczyła się we Lwowie i w Wiedniu. W 1922 r. wyszła za mąż za prawnika Ignacego Keila, rok później urodziła syna. Rodzina przeniosła się na Górny Śląsk, a potem, po krótkim pobycie we Lwowie, do Warszawy, gdzie w 1925 r. Keilowa rozpoczęła studia.

W jej teczce studenckiej w archiwum stołecznej akademii sztuk pięknych poza życiorysem znajdziemy też fotografię, prawdopodobnie z 1928 r. Keilowa uśmiecha się na niej zawadiacko spod rozwichrzonej czupryny. „Tak się wygląda po trzech latach studiów w SSP [Szkole Sztuk Pięknych]” – dopisuje na odwrocie. O jej ogromnym poczuciu humoru świadczy „Bohêmaz”, studencka jednodniówka, którą tworzy w 1931 r. W satyrycznych artykułach i kolażach serdecznie podśmiewa się z wykładowców, żartując również na temat własnej roli: „Redaktorka jak flaszka atramentu – pełna możliwości (może być wylana)”. Tę lekkość i skłonność do żartu będzie można później znaleźć w jej projektach.

W Szkole Sztuk Pięknych odbywa jednak poważną edukację. Trafia do pracowni Tadeusza Breyera, rzeźbiarza, który słynął z zamiłowania do tradycji. Na zachowanej fotografii widać jego studentów i studentki przy kawaletach, rzeźbiących w skupieniu klasyczne studia postaci i głów. Warsztat rzeźbiarski Keilowa uzupełnia, eksperymentując z innymi mediami. Przechodzi przez kurs wstępny w Pracowni Kompozycji Brył i Płaszczyzn Wojciecha Jastrzębowskiego, który uczy studentów m.in. modnej wówczas papieroplastyki. Pod skrzydłami Karola Stryjeńskiego rozwija zaś zainteresowanie technikami metalowymi. Czuła się rzeźbiarką i jednocześnie coraz śmielej angażowała się w projektowanie przedmiotów użytkowych. Warszawska Szkoła Sztuk Pięknych, w przeciwieństwie do wielu ówczesnych akademii stojących na straży tzw. sztuki czystej, była otwarta na współpracę z przemysłem. Józef Czajkowski, pierwszy dyrektor po reaktywacji szkoły w niepodległej Polsce, deklarował, że „nie ma sztuki stosowanej, małej ani dużej”, a uczelnia „wychować ma artystę twórczego, o szerokim horyzoncie i najwyższej kulturze artystycznej i duchowej (…), który na podstawach wyniesionych ze szkoły może równie dobrze poświęcić się malarstwu, jak i każdej innej gałęzi twórczości plastycznej”. Kadra, którą tworzyli artyści i projektanci odpowiedzialni za sukcesy Polski w trakcie Międzynarodowej Wystawy Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa w Paryżu w 1925 r., a od 1926 r. prowadzący Spółdzielnię Artystów „Ład”, wręcz zachęcała studentów do działalności projektowej.

Jedynie metal, na którym skupiła się Keilowa, nie był wówczas dla kobiety artystki wyborem oczywistym. Tradycyjnie kobiety widziano raczej w takich dziedzinach jak projektowanie tkanin czy ceramiki.

Ta niepisana zasada obowiązywała nawet w progresywnym Bauhausie – słynna metaloplastyczka Marianne Brandt musiała pokonać wiele przeszkód, by dostać się do pracowni metalu (później za to została jej szefową). Wysiłki Keilowej również nie poszły na marne. Jeszcze na studiach zaprezentowała swoje projekty metaloplastyczne na wystawach i zdobyła pierwsze wyróżnienia.

Budowanie marki

„W warsztacie, powiedzieć by można: w kuźni p. Keilowej, stoi duży, ciężki stół, a na nim i przy nim narzędzia stalowe – raportowała Nela Samotyhowa w magazynie »Arkady«. – Uderza tu wielka kolekcja młotków i młoteczków, sprowadzonych aż z Francji; one to brużdżą, marszczą i piętnują powierzchnię blachy, one ją uklepują i modelują; dzięki nim, ogniowi i wodzie metal staje się miękki i niemal jak glina podatny”. W tej świetnie wyposażonej pracowni (z dostępem do gazu, co było wówczas rzadkością) Keilowa działała od 1933 r.

Tu powstawały unikatowe przedmioty kute dla klientów indywidualnych oraz wzory dla fabryk Frageta, Norblina i Braci Henneberg, z którymi stale współpracowała. Działające w Warszawie od XIX w. fabryki specjalizowały się w wyrobach platerowanych – wykonanych z metali i stopów metali, takich jak miedź czy brąz, i pokrytych cienką powłoką z metali szlachetnych, głównie srebra. Ta technika pozwalała na potanienie produkcji – dzięki niej również mniej zamożni mogli sobie pozwolić na piękną zastawę. W ofercie fabryk panował jednak stylistyczny miszmasz: dominowały wzory historyzujące i secesyjne, które w latach 30. XX w. trąciły już myszką. Współpraca z projektantami była szansą na pozyskanie nowych klientów. Dzięki Keilowej w ofercie Frageta pojawiły się idące z duchem czasu produkty w stylu art déco, które, opatrzone nazwiskiem projektantki, można było sprzedawać po wyższych cenach.

W katalogach fabrycznych produktów przedmioty projektu Keilowej wyróżniają się formą.

Cukiernica Kula (Norblin) ma prostą, kulistą bryłę, wdzięcznie ukrytą w niej pokrywkę i zgrabny uchwyt z zębatym zakończeniem. Równie minimalistyczna jest taca z zastawy do herbaty (Fraget) – prostokąt srebrzonej blachy metalowej został wywinięty na krawędziach tak, jakby był kartką (widać tu efekty ćwiczeń z papieroplastyki z profesorem Jastrzębowskim). Misa z uszami w wersji złoconej lub srebrzonej (Bracia Henneberg) zachwyca uchwytami z czernionego drewna z artdecowskim, geometrycznym wzorem. Tace, patery, talerze mają często sierpowy kształt, przez co przy bardzo prostej formie wydają się pełne ruchu. Widać w tych przedmiotach rękę rzeźbiarki.

Keilowa doskonale zna tworzywo, z którym pracuje – sama wyobla, zawija, zagina metalowe blachy, a za pomocą młotków i młoteczków kształtuje ich powierzchnię. Świadomie pracuje ze światłem, które odbija się od gładkich i fakturowanych powierzchni przedmiotów. Projekty łączy w zestawy i wypróbowuje je w różnych skalach – cukiernicę Kulę wystarczy pomniejszyć, by stała się kałamarzem.

Nie tylko formy, ale i funkcje przedmiotów idą z duchem czasów.

Projektantka i jej zleceniodawcy są czuli nalifestyle’owe nowinki. Na rosnącą popularność kawy i herbaty reagują odpowiednimi zastawami, moda na koktajle znajduje odzwierciedlenie w zaprojektowanym przez Keilową shakerze, moda na palenie – w licznych popielniczkach, papierośnicach i postumentach na zapałki. Kampania na rzecz cukru ze słynnym hasłem Melchiora Wańkowicza: „Cukier krzepi”, skutkuje bogatą ofertą cukiernic. Wśród projektów Keilowej znajdziemy też specjalne naczynia na sprowadzane z daleka cytrusy i puchary odpowiadające na panujący w dwudziestoleciu międzywojennym kult sportowej rywalizacji.

Projektantka nie zapomina o zaznaczaniu własnej pozycji. Dba o podpisywanie prac w reklamach Frageta publikowanych w pismach czytanych przez zamożniejszą, liberalną inteligencję – „Wiadomościach Literackich” czy „Arkadach”. Unikatowe projekty sygnuje – wykuta w metalu sygnatura przypomina jej podpis odręczny. Przedmiotom nadaje wdzięczne, copywriterskie nazwy, takie jak patera Rybie Ogonki, Puchar Księżycowy czy cukiernice Wiatraczek i Jabłko Królewskie. Starannie też wybiera miejsca, w które można je kupić – są dostępne w warszawskich sklepach Norblina, Golińskiej i Spółdzielni Artystów „Ład”.

W budowaniu marki szczególnie istotna okazuje się współpraca z fotografem Benedyktem Jerzym Dorysem. Znany z portretowania ówczesnych gwiazd, dla Keilowej fotografuje produkty w stylowych aranżacjach. Czarno- -białe, ekspresyjne zdjęcia oddają połysk metalowych przedmiotów, gra światła i cienia wydobywa ich walory, a dodane w aranżacji rekwizyty – wieczne pióra, sznury paciorków, kwiaty, owoce – podkreślają funkcję i skalę obiektów.

Po przedmioty jej projektu sięga raczej wyrafinowana klientela, ale na rynku zaczynają się też pojawiać tańsze podróbki. Indywidualne zastawy zamawiają u Keilowej minister komunikacji Juliusz Ulrych i jego żona Zofia. Kutą paterę, misę i wazon (dziś w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie) ma malarka i scenografka Teresa Roszkowska. Witkacy zamawia u Keilowej bransolety dla ówczesnej narzeczonej Czesławy Oknińskiej: gładkie, ręcznie kute, z białego metalu.

Projektantka z powodzeniem sprzedaje i wystawia – uczestniczy w ekspozycjach Spółdzielni Artystów „Ład” w Instytucie Propagandy Sztuki: Sztuka wnętrza w 1936 r. i Architektura wnętrza w 1937 r. Rok później w tej samej instytucji ma indywidualną wystawę, znaną dzięki fotografiom Czesława Olszewskiego. Pokazuje na niej prawie 130 prac, w tym dwie rzeźby. Reprezentuje Polskę na wystawach światowych w Paryżu w 1937 r. i w Nowym Jorku w 1939 r. – nie zachowała się niestety dokumentacja prezentowanych tam przez nią obiektów. To pasmo sukcesów przerywa wybuch II wojny światowej. Keilowa ginie w 1942 lub 1943 r., większość jej prac przepada i znana jest dziś głównie z fotografii.

Renesans twórczości

Z opowieścią o jej dynamicznej karierze w latach 30. XX w. kontrastują powojenne losy jednego z jej projektów. Upaństwowienie zakładów platerniczych, próby zamazywania historii II RP w okresie socjalizmu, a także zwykła zmiana upodobań estetycznych sprawiły, że prace Keilowej po wojnie nie cieszyły się szczególnym powodzeniem. Minimalistyczna sierpowa patera, dziś w zbiorach Muzeum Warszawy, została znaleziona w kurniku, gdzie służyła do karmienia kur.

Dziś twórczość Keilowej przeżywa renesans, a obiekty jej autorstwa są poszukiwane przez kolekcjonerów.

Nie bez powodu. „(…) przedmioty, wychodzące z rąk p. Keilowej, przesycone są smakiem i charakterem naszych czasów. (…) Dzisiaj, wśród skomplikowań zewnętrznego życia, chcemy dla swego domu prostoty i zwięzłości. (…) Wyrzucamy, eliminujemy – dążymy do wykwintu prostoty, do redukowania ilości, koncentrując się na jakości” – to fragment cytowanego wcześniej reportażu Samotyhowej, który równie dobrze mógłby się pojawić we współczesnym piśmie wnętrzarskim. Studenci i studentki Wydziału Projektowania Uniwersytetu SWPS, których poprosiliśmy o zmierzenie się z twórczością projektantki, również szybko odnaleźli się w jej języku – zaproponowali współczesne naczynia do sushi, tacę do wspólnego podjadania przy seansach serialów z Netflixa, podstawkę do laptopa, ładowarkę do smartfona, organizer do biurowych kabli (wszystkie można oglądać na wystawie w Muzeum Warszawy). I chyba w ten sposób najlepiej oddali esencję twórczości Keilowej – projektantki, która tworzyła zgodnie z duchem swoich czasów i doskonale wyłapywała nowinki.

Wystawę Julia Keilowa. Projektantka do 1 września 2024 r. można obejrzeć w Muzeum Warszawy

Przy pisaniu korzystałam z publikacji: Julia Keilowa. Projektantka art déco, red. Agnieszka Dąbrowska,Monika Siwińska, Muzeum Warszawy, Warszawa 2024, oraz tekstów źródłowych: Józef Czajkowski, Szkoła Sztuk Pięknych w Warszawie. Cele i zadania, Warszawa 1921; Nela Samotyhowa, Wskrzeszone rękodzieło. Metaloplastyka Julii Keilowej, „Arkady” 1936, nr 1.

Artykuł pojawił się w numerze: Prawo do wytchnienia