Subskrybuj
□Kadr z filmu Brzmienie ciszy fot. Collection Christophel/AFP/East News
□Kadr z filmu Brzmienie ciszy fot. Collection Christophel/AFP/East News
Filmoznawczyni, edukatorka filmowa, organizatorka przeglądów i festiwali filmowych. Dwukrotnie nominowana do nagrody PISF w kategorii krytyka filmowa. Laureatka Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Specjalistka od włoskiego kina, prowadzi w sieci „Accademię Włoskiego Kina”, w której przygląda...

Pan od ciszy

Jak pisała Dorota Terakowska: „Jest (…) kilka odmian ciszy; najlepsza jest ta, która zapada z wyboru człowieka, a nie przeciw niemu”. Jedni w tym stanie „dźwiękowej pustki” upatrują źródła równowagi i spokoju, drudzy zaś – samotności czy smutku. A czego w ciszy doszukuje się główny bohater debiutu Michaela Tyburskiego „Brzmienie ciszy” (2019)?

Według Petera Luciana (Peter Sarsgaard) cisza jest tak naprawdę pełna dźwięków. Wykorzystując tę definicję, oferuje on niekonwencjonalną metodę leczenia depresji, lęków i przemęczenia, które – jak twierdzi – mogą być efektem różnych tonacji dźwiękowych w naszych domach. Zdaniem Petera nie tylko każdy sprzęt emituje swoje własne wibracje, ale co istotniejsze, wszystkie razem budują gamę brzmień niekorzystnie wpływających na ludzką psychikę. Akustyk dźwięku prowadzi więc w mieszkaniach swoich klientów wnikliwe śledztwa w poszukiwaniu „winowajcy”, który miałby nieświadomie zaburzać ich codzienną harmonię. Z jego badań – polegających często na wsłuchiwaniu się w ciszę albo w to, co zwykliśmy za ciszę uznawać – wynika, że źródłem złego samopoczucia i nieprzespanych nocy może okazać się toster, grzejnik albo czajnik. Jak sugeruje protagonista filmu, zmiana ustawienia przedmiotów kreuje nową perspektywę dźwiękową, która w połączeniu z „miejską symfonią” za oknem może mieć na nas zbawienny wpływ. Lucian idzie w swoich obserwacjach o krok dalej –  w przestrzeni Nowego Jorku dostrzega różnego rodzaju „wzory dźwiękowe”, którymi rozpisane są poszczególne przestrzenie części miasta. Owe „wzory” nie pozostawiają nas obojętnymi i mają bezpośredni wpływ na nasz pejzaż emocjonalny. Na przykład położony w centrum Manhattanu Central Park okazuje się zgodnie z obserwacjami Luciana nie tylko oazą zieleni, ale też, za sprawą wytwarzanej przez siebie panoramy akustycznej, enklawą nostalgii.

A zatem odpowiedni toster w odpowiedniej dzielnicy jako klucz do bram nowej percepcji? Powiedzmy sobie szczerze: szansa na „dostrojenie” otaczającego nas świata w taki sposób, aby odnaleźć w nim receptę na szczęście i sprawczość, brzmi kusząco.

Poruszając się sprawnie po odpowiednio zarysowanej dźwiękami mapie, moglibyśmy spokojniej żyć, skutecznej pracować, tworzyć lepsze związki, a także unikać tego, co bolesne, niezrozumiałe, nieefektywne. Choć Brzmienie ciszy z pewnością nie należy do przykładów filmowego science fiction, to sugerowana w nim możliwość „zaprogramowania jednostki” i zbudowania uniwersalnej „teorii wszystkiego” właśnie z tym gatunkiem najsilniej się kojarzą. W obliczu takich propozycji mnożą się pytania. Czym tak naprawdę byłaby „prawdziwa cisza”? Czy odnalezienie „idealnej próżni” byłoby dziś przekleństwem czy luksusem? Co się dzieje z ciszą wewnątrz nas samych, w momencie gdy skutecznie zapanujemy już nad całym „królestwem dźwięków” poza nami? Czy bez ciszy wciąż mamy dostęp do samych siebie?

Sam Peter jest przecież odludkiem, który obsesyjnie wsłuchuje się w miejską podszewkę Nowego Jorku niczym bohater Rozmowy Francisa Forda Coppoli (1974). Relacje międzyludzkie w jego przypadku zostały sprowadzone do „usługowego minimum”, a prowadzone przez niego długoletnie badania nie są traktowane poważnie przez środowisko akademickie. Nie od dziś wiadomo, że szewc bez butów chodzi, lecz w tym kontraście kryje się coś jeszcze. Jak wyznał w jednym z wywiadów reżyser filmu Michael Tyburski: „Słyszałem kiedyś historię o słynnym kompozytorze muzyki awangardowej, który w ramach swoich twórczych poszukiwań zdecydował się wejść do komory bezechowej. Wychodząc z tego specyficznego pomieszczenia, i tak stwierdził, że słyszał tam jakiś dźwięk. Inżynier wyjaśnił mu, że najprawdopodobniej dochodził do jego uszu odgłos własnej krwi płynącej przez jego żyły. Dużo myślałem o tej anegdocie w momencie, gdy pracowaliśmy nad postacią filmowego Petera: bez względu na to, jak skrupulatnie skonstruowany jest – nawet przez ciebie samego – świat wokół, nadal nie możesz uciec w pełni od samego siebie”.

Film dostępny do obejrzenia na platformach: Apple TV+ oraz Prime Video

Artykuł pojawił się w numerze: Stwórz szałas na hałas