Dziewiętnaście lat milczenia – a tyle właśnie minęło od Brzemienia rzeczy utraconych, bookerowego triumfu Kiran Desai, który przyniósł jej sławę – poniekąd zobowiązuje do tego, by powrót na literacką scenę nie był skromny. I nie jest. Samotność Sonii i Sunny’ego, nowa powieść autorki, to 816 stron rozległej sagi rodzinnej, romansu i powieści idei zarazem. Opowiada o dwójce młodych Hindusów, których życia toczą się na przecięciu Allahabadu i Nowego Jorku, czyli postkolonialnych Indii i Ameryki końca XX w.
Desai to autorka podejrzliwa wobec lakoniczności. Jej proza jest wielogłosowa, zmysłowa, a język tak gęsty, że chwilami wydaje się radośnie balansować na granicy grafomanii.
Ale ta formalna wybujałość w wirtuozerski sposób oddaje rzeczywistość prozy pulsującej od mnogości wątków. Doskonale sprawdza się szczególnie wtedy, kiedy ma wyrażać intensywność przeżyć bohaterów – rozpad tożsamości, złożoność życia rodzinnego i trudno wyrażalną tęsknotę za byciem zakorzenionym w świecie.
Powieść Desai najciekawsza jest w momentach, w których diagnozuje postkolonialny świat lat 90. Niestety, ma też swoje wady. Najpoważniejsza? Romans między tytułowymi bohaterami nie zawsze dźwiga zrzucony na niego fabularny ciężar. Jednak kiedy autorka skupia się na tym, co potrafi najlepiej – na rodzinnych demonach i bólu bycia pomiędzy – historia jest po prostu porywająca.
Czy warta tych 19 lat czekania? Tak. Z drobnym „ale”.
Kiran Desai, Samotność Sonii i Sunny’ego, tłum. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026, s. 816