Subskrybuj

„Chodziłem za nim wszędzie…”

Znając skłonność redaktorów „Znaku” do traktowania tematów z grubej rury, chciałbym tym razem tonu powagi w miarę możności uniknąć, a podzielić się z czytelnikiem własnym skromnym doświadczeniem.

Kiedy kilka lat temu zmarł w sile wieku Andrzej Szewczyk, artysta awangardowy, wielki pasjonat i znawca sztuki, oprócz opłakującej go rodziny, licznych kochanek, kumpli od kieliszka i kolegów po fachu, z którymi wiódł niekończące się rozmowy o sztuce i kobietach, żegnał go krąg młodych osób z okolic rodzinnych, którym zaszczepił swoje pasje i które ukształtował. Dla wielu z nich był mistrzem. Napotkałem wtedy w gazecie wspomnienie o nim jednego z owych uczniów, Andrzeja Przywary, historyka sztuki i znanego dziś marszanda, który napisał: „chodziłem za nim wszędzie – na pole, do karczmy, do lasu”.

Bardzo mnie to ujęło. Obraz…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Porzuceni mistrzowie