Subskrybuj

Jacek Woźniakowski o sztuce

Długie życie Jacka Woźniakowskiego było arką przymierza między dawnymi i nowymi laty. Dawało uspokajające poczucie, że w kulturze pomimo wszystko istnieje continuum. Tworzona przez nią wspólnota trwa pomimo wojen, totalitaryzmów, żelaznych kurtyn, niszczącego działania czasu i zawodności ludzkiej pamięci.

Był grudzień 1967 r., sala PAU na Sławkowskiej. Jako pomoc biurowa zatrudniona w Stowarzyszeniu Historyków Sztuki po raz pierwszy w życiu uczestniczyłam w dorocznej naukowej sesji Stowarzyszenia. Poświęcono ją „sztuce około 1900”, czyli secesji, która wtedy, po dziesięcioleciach pogardy, wróciła do mody i badawczych łask. Na początku było wspaniałe wystąpienie Mieczysława Porębskiego, który mówił o modernizmach i Picassie. Później bywało nudnawo. I oto na koniec – olśnienie. Jacek Woźniakowski – głos w dyskusji. Trzy przypisydo referatu Porębskiego. Dla przyszłego, niedouczonego historyka sztuki olśnienie, że historię sztuki można tak uprawiać. Z wyobraźnią, z fantazją, z erudycją nieznającą ciasnych specjalistycznych ograniczeń. Poważnie, ale też z dystansem i dowcipem. Że skojarzenia lub spostrzeżenia, które innym posłużyłyby za bazę…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Narkotyki: protezy duszy