Subskrybuj
Ilustracja: Agata Nowicka
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"

O czym rozmawiać?

Eleanor Roosevelt miała powiedzieć: „Ludzie o wielkich umysłach rozprawiają o ideach. Przeciętni o wydarzeniach. Mali o innych ludziach”.

Uchodzę za niezłego rozmówcę, ponieważ zwykle dość uważnie słucham. Czasem wynika to jednak z pewnej bezradności, ponieważ nie mając na podorędziu nic do powiedzenia, tworzę dla innych przestrzeń, którą oni wypełniają. Stąd nierzadko można mnie spotkać na klatce schodowej, gdy sąsiad opowiada mi o zębach i kolanach (do wymiany) albo o Linii Maginota (bo akurat rozmyślał o historii fortyfikacji). Odczuwam więc czasem potrzebę, aby nauczyć się nie tyle słuchać, ile przekierowywać rozmowę na ciekawsze tory.

O czym jednak rozmawiać? Eleanor Roosevelt miała powiedzieć (jest z nią trochę jak z Albertem Einsteinem, z którego prawdziwe i zmyślone cytaty krążą po sieci): „Ludzie o wielkich umysłach rozprawiają o ideach. Przeciętni o wydarzeniach. Mali o innych ludziach”. Cóż, z niepokojem przyznaję się do tego, że o innych ludziach rozmawiam chętnie, co w takim razie niezbyt dobrze o mnie świadczy. Rola słuchacza pozwala rozwijać zmysł obserwacji i wyłapywać różne idiosynkrazje rozmówcy. Czuję się więc czasem jak antropolog hobbysta, kolekcjoner ludzkich typów. Wówczas im dziwniejszą opowieść sprzedaje mi sąsiad bądź znajomy, tym lepiej. Czasem jednak więzy lojalności i poczucie stosowności nie pozwalają mi powtórzyć dalej tej historii, i w konsekwencji nic nie dodają do mojego poczucia towarzyskiej atrakcyjności, „kapitału towarzyskiego”, a zatem i nie rozwiązują kłopotu z tematami rozmów.

Można mówić o wydarzeniach, i zgrabnie podane anegdoty z własnego życia miewają wiele uroku, ale też łatwo o powtarzalność w opowieściach o dzieciach czy planach na wakacje. A co z tymi rozmowami o ideach? Czy zaskoczyć rodzinę przy obiedzie definicją imperatywu kategorycznego? Albo odkryciami fizyki kwantowej? Nie każdy żyje w środowisku rodem z powieści Dostojewskiego, gdzie rozmowy o Bogu i braterstwie ludzkości to chleb powszedni.

Zastanawiałem się, czy filozofia może podpowiedzieć coś w kwestii prowadzenia rozmów. Może nie tyle w kwestii tematów (bo wiadomo, że filozof powinien skupiać uwagę na ideach, a nie na plotkach), ile na temat sposobu jej prowadzenia. U źródeł filozofii leży w końcu dialog sokratejski. Miał on zwykle dwa etapy, najpierw krytyczny, a potem tzw. majeutyczny. Sokrates krążył po ateńskich ulicach i podpytywał tych, którzy rzekomo coś wiedzą o sprawiedliwości, miłości czy polityce. W ogniu jego pytań okazywało się jednak, że łatwo popadają w sprzeczności i w końcu sami dochodzą do przeświadczenia, że był to tylko pozór wiedzy. Wówczas następował drugi etap, gdzie jak położna dziecko, tak Sokrates pomagał urodzić się tkwiącym w rozmówcy myślom, które pozostawały niewyartykułowane. Dzięki rozmowie mogły zostać uświadomione i wypowiedziane.

Oczywiście z naśladowaniem Sokratesa jest kilka kłopotów. Po pierwsze, niełatwo – jak wiadomo – dorównać jego błyskotliwości, znajdowaniu celnych przykładów, gotowości do wmyślenia się w dany temat aż do spodu. Po drugie, Sokrates to towarzyski postrach i popsujzabawa. Kłopot z takim rozmówcą dobrze przedstawił Gilbert Ryle, gdy opisywał brytyjskiego filozofa sir Bernarda Williamsa. Williams „rozumiał to, co zamierzasz powiedzieć, lepiej niż ty, dostrzegał wszystkie możliwe obiekcje, jakie można by sformułować, a także wszystkie możliwe odpowiedzi na obiekcje; i to wszystko, zanim zdążyłeś dokończyć zdanie”.

Zauważyłem jednak, że można stosować dyskretnie sokratejską metodę po to, żeby przenieść rozmowę z poziomu relacji o wydarzeniach do rozmowy o ideach. Otóż kiedy ktoś nam np. opowiada o rozczarowaniu zachowaniem swojej przyjaciółki („Gdy mówiłam o sukcesie córki, ona zaraz musiała mnie przebić historią swojego dziecka”), kilka dodatkowych pytań pozwala wspólnie zastanowić się nad tym, co składa się na przyjaźń, czego od niej oczekujemy, czy i ilu mamy właściwie przyjaciół. Albo gdy ktoś rzuca lekko jakąś polityczną deklarację („Jak tylko wybuchnie wojna, pakuję się do Hiszpanii”), wspólnie zastanowić się nad tym, czy mamy jakieś zobowiązania wobec państwa, w którym się urodziliśmy (albo wobec naszej rodziny). Rozmowa o ideach rodzi się wówczas niejako z życia, a nie staje się quasi-akademickim wykładem, któremu zwykle towarzyszy przy stole głucha cisza.

Na to potrzeba jednak zawsze trochę czasu. Na sąsiada gadułę muszę znaleźć jeszcze inny patent.

Posłuchaj więcej w podkaście filozoficznym Polowanie na idee, prowadzonym wspólnie z Karolem Kleczką. Znajdziesz nas na wszystkich platformach streamingowych.

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy w Polsce będą Chiny