Subskrybuj
Czarno-biała fotografia. Starszy mężczyzna (Jacek Kubitsky) na szarym tle. Ma cienkie okulary, patrzy przed siebie. Jest ubrany w czarny kapelusz oaz czarną marynarkę. W uniesionej dłoni trzyma papierosa
fot. Florianitsky84
Justyna Dąbrowska w rozmowach z dojrzałymi ludźmi zastanawia się, co w życiu jest warte starania. Pyta o upływ czasu i o to, co się mu opiera, o pracę, miłość i poczucie sensu.

Bez niepokoju

Pamiętam, jak miałem 12 lat, leżałem na sianie w jakiejś stodole i płakałem. Rozpaczałem, że wszyscy umrzemy, i ja też. Dopiero po latach spłynął na mnie spokój. Zmiana dokonała się dzięki literaturze – uwierzyłem, że są dobrzy ludzie na świecie, że nie będę sam, nawet gdy umrą moi bliscy

Ile Pan ma lat, Panie Jacku?

Urodziłem się w roku 1944, niedługo skończę 82 lata.

Czyli urodził się Pan, kiedy jeszcze trwała wojna.

No tak. Wie Pani, że w młodości nigdy o tym nie myślałem? Dość późno do mnie dotarło, jaką to miało wagę. Nie tak dawno przypomniało mi się, że w dzieciństwie z chłopakami znajdowaliśmy pociski, granaty i wysadzaliśmy je na łąkach, gdzie oni paśli krowy.

Mojej matce to się nie podobało. Nie dziwię się. Pamiętam taki szczegół, idę z tymi chłopakami – oni wszyscy byli starsi – i nagle widzimy otwarty grób. Tam są mundury, potem zrozumiałem, że to były mundury niemieckie. Jest drabinka w dół, ja po niej schodzę – chyba z ciekawości – i nagle oni mi tę drabinkę zabierają, wyciągają do góry. I ja tam zostaję…

W tym grobie?

Tak. To było bardzo okrutne, dla nich to był żart. I nagle czuję, że moje stopy wsiąkają w jakąś galaretę… A to było ciało. W końcu, śmiejąc się, wyciągnęli mnie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Poza zasięgiem