Subskrybuj
Pisarz, profesor literaturoznawstwa UJ. Autor popularnych powieści kryminalnych, m.in. trylogii grobiańskiej oraz pomorskiej, o krakowskim komisarzu Andrzeju Krzyckim

Stodoła

Z belki pod dachem zwisał tłusty sznur zakończony hakiem, jego grot oblepiały kłaki świńskiej szczeciny. Pod nim leżało drewniane koryto z czterema uchwytami. Było wydrążone z jednego pnia wierzby, tak mi kiedyś wyjaśniał wujek Mietek. Obok koryta stało niebieskie emaliowane wiadro. Nachyliłem je do światła, było puste. Dokładnie wylizane z krwi

Zaparkowałem przed bramą, ale nie wysiadłem. Patrzyłem i słuchałem. Po drugiej stronie ogrodzenia wściekle ujadał pies. Słońce już zaszło i podwórze tonęło w październikowej szarości, podszytej brązami i fioletami jak niechętnie gojący się siniak. Z prawej strony napierała ciemna bryła domu, przede mną wznosił się zwalisty kontur stodoły. Pies był duży i czarny, podejrzewałem, że to wilczur albo doberman – niski, chrapliwy szczek, nasycony morderczą groźbą. Mój stary dom rodzinny. Stał jako ostatni na końcu wąskiej drogi, za nim już tylko pola. Za polami stawy oparte groblami o ścianę lasu. A za lasem już inny świat. Nie żebym jakoś szczególnie planował ten wyjazd. Decyzja zapadła nagle, tak jak nagle przychodzi ochota na pączka lub kiszoną kapustę, w reakcji na niedobór czegoś tam. Zaczynasz odczuwać ssanie i coś z tym musisz zrobić, natychmiast. Kiedy wczoraj zobaczyłem krwawe światło październikowego zmierzchu, poczułem kłucie, jakby mnie paliła zgaga. Różnie to nazywają, dla mnie nie ma nazwy. Po prostu przychodzi i jest. – Na pewno tego chcesz? – spytała B. dwie godziny wcześniej. Patrzyła mi w oczy, a…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: O czym śni Ameryka?