Kamienie są niemal wiekuiste, przemijają dopiero, jeśli w ogóle, po stuleciach. Czas pożera je powoli, kruszy prawie niedostrzegalnie. Cóż lepiej i bardziej kategorycznie niż one wypowie istotę sacrum? Cóż mocniej odda świętą grozę i święty zachwyt?
Jednakże w XII, XIII w. kamienne romańskie rzeźby – przede wszystkim te z katedr i wiejskich kościołów, ale także te z zamków, wież mieszkalnych i miejskich murów – w masowej skali zaczynają mówić perwersyjnym, obscenicznym językiem. Językiem, aby użyć słów Michaiła Bachtina, „brzucha i podbrzusza”. Nie jest to, jak mi się wydaje, język dobrze oswojonego, doraźnego i przemijającego buntu, jakim według wybitnego rosyjskiego badacza rządzi się karnawał. Nie jest to język iluzji, kostiumu, maski – tak ulotny, nietrwały. To język kamieni, język długowieczności.
Bezwstydny Jezus i golizna męczennic
Ekspansja form obscenicznych zaczyna się w sztuce i architekturze, głównie religijnej, w końcu XI stulecia, a więc w domniemanym „renesansie” romańskiej rzeźby. Jednakże liturgiczna wzniosłość, patos i uduchowienie gotyku, znamienne jakoby dla późniejszego „czasu katedr”, nie oznaczają wcale odrzucenia tych sprośnych form: dziedzictwo jest wszechstronnie kontynuowane i rozkwita w nowym…