W rozważaniach nad religijnością ważny jest punkt wyjścia. Wiara religijna to nie tyle rodzaj przekonań czy światopoglądu i odpowiadające mu zachowania, ile pewien sposób życia. A życie to coś znacznie więcej niż przekonania, wiedza, samoświadomość i będące ich konsekwencją zachowania. Życie to także, a może przede wszystkim, to co się z nami dzieje i kim się staliśmy poza horyzontem naszych wyborów i samoświadomości. To, w jakim kraju się urodziłem, w jakim środowisku społecznym, w jakiej rodzinie, jaki język jest „moim” językiem nie jest sprawą moich przekonań i wyborów. Także wiara. Szansa, że ktoś, kto się urodził w 2000 roku w Dreźnie, będzie osobą wierzącą, wynosi jedynie 27%, ale jeżeli urodził się w Krakowie, to z prawdopodobieństwem ponad 90% będzie osobą wierzącą. Wiarę religijna jako formę życia analizował Ludwig Wittgenstein, którego w tym tekście często przywołuję. Ale nie jako kogoś, kto proponuje całościową „teorią” religii, choć i taka interpretacja jest możliwa. Traktuję go raczej jako kogoś, kogo fascynowało coś, co można nazwać „logiką wiary” i kto poświecił jej wiele przenikliwych dociekań. Sam Wittgenstein określał to mianem badania sposobów posługiwania się pojęciami religijnymi. Drugim autorem, którego często przywołuję, jest Stefan Czarnowski. Ale poglądy Czarnowskiego nie są tu obiektem krytyki. Nie jest moim celem krytyka Czarnowskiego jako badacza kultury, ani też krytyka jego rekonstrukcji „kultury religijnej” polskiego ludu wiejskiego. Celem jest wskazanie pewnych trudności…