Krystyna Czerni – Z Jerzym Nowosielskim poznał Pana chyba Tadeusz Różewicz – tak przynajmniej wynika z jego korespondencji z malarzem…
Ryszard Przybylski – Nie pamiętam już tego dokładnie, widocznie tak musiało być… Potem jeździłem do Nowosielskiego kilka razy ze Zbigniewem Podgórcem, byłem nawet raz przy nagrywaniu kolejnego wywiadu. Nawiasem mówiąc, to jest jego najlepsza praca, ponieważ zmusił pana Jerzego do głośnego rozmyślania. Był wspaniale przygotowany, bardzo rzeczowy, nawiązał kontakty z prawosławnym Instytutem św. Sergiusza w Paryżu, skąd przysyłano mu książki, czasem po kilka egzemplarzy. Bardzo wiele mi podarował. Tłumaczyliśmy wspólnie listy Dostojewskiego.
A pan Jerzy przeczytał chyba moją książkę o Dostojewskim, gdzie jest przecież cały rozdział o chrystologii, co go najbardziej interesowało. Wtedy jeszcze mało kto o tym pisał.
KC – Był też cały numer „Znaku” o Dostojewskim (nr 319-320), gdzie był fragment Pana książki, i gdzie obaj Panowie odpowiadacie na pytania ankiety ułożone przez Podgórca.
RP – No właśnie. W każdym razie pan Jerzy chyba zobaczył, że mam i sympatię, i zrozumienie dla Prawosławia. I na tej zasadzie zostałem jak gdyby zagarnięty przez tę wielką osobowość. A ja go po prostu kochałem. Najpierw jego malarstwo, a potem już Jego. Wydawał mi się człowiekiem niebywale sympatycznym i dobrym. Podobało mi się w nim także to, że był absolutnie samodzielny w swoim myśleniu, nie chował się za doktrynę, czy autorytety. Mówił od siebie: Tak to przeżywam, tak to widzę, tak o tym myślę. Biorę za to odpowiedzialność. I to stwarzało problemy. Na…