Subskrybuj

Świat jest piękny, baterflaj

Bryła radia miała lekkość i wdzięk sarkofagu, ale nazywało się „Symfonia”, od góry miało adapter, ponadto magiczne oko, głośnik za drżącym płótnem, po bokach dwie gały do głośności i strojenia oraz biały rząd wielkich klawiszy. Było więc po krowiemu ładne.

Jeśli swoje dzieciństwo widzę dziś jako unurzane w muzyce, to pewnie także za jego sprawą. W epoce przed telewizorem Adamczyków radio musiało chodzić całymi dniami. Skąd indziej brałyby się we mnie wciąż odkrywane i najwyraźniej niewyczerpane pokłady głupawych refrenów i szlagwortów? Idzie mi o coraz częstsze w miarę posuwania się w leciech przypadki, kiedy moja osobista pamięć zaskakuje mnie znajomością kawałka jakiejś zapomnianej przez wszystkich piosenki, i to znajomością zarówno tekstu, jak melodii. Lubię grzebać w muzycznych starociach i kuriozach i miewam takie wieczory, kiedy przesłuchuję kilkadziesiąt starych, zjechanych płyt kupionych gdzieś za grosze. I nakładam na gramofon, powiedzmy, małą płytę Wiktora Zatwarskiego. Piosenka nazywa…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jan Paweł II. Żywa pamięć czy makatka