Rankiem 18 czerwca 1969 pod oknami rządowej kliniki przy ul. Emilii Plater w Warszawie znaleziono roztrzaskane o bruk ciało Jerzego Zawieyskiego. Niespełna dwa miesiące wcześniej pisarz doznał wylewu krwi do mózgu, a z racji pełnionych wcześniej godności – posła na Sejm PRL i członka Rady Państwa – poddany został leczeniu w szpitalu przeznaczonym dla elit ówczesnych władz państwowych i partyjnych. Dzięki pomocy lekarzy wkrótce odzyskał przytomność, ale częściowy paraliż ograniczył jego zdolność poruszania się i zniekształcił mowę. Ostatni raz widziano go żywego w przeddzień upadku na czwartym piętrze kliniki. Nie zgłosił się żaden świadek śmierci pierwszego prezesa warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KIK), a niewyjaśnione okoliczności tego zdarzenia wzbudziły kontrowersje, które trwają do dziś[1]. Bez dotarcia do nowych, przekonujących dowodów odpowiedź na pytanie o przyczynę tego zgonu może być wszakże tylko hipotezą. W sferze faktów pozostają życiowe dokonania pisarza. Co z nich przetrwało…