Zawsze czułam jej obecność. Jest podszewką mojego języka. Spodnią warstwą mojej skóry. „Pod” to przedrostek kluczowy dla jej istnienia. Ona jest pod spodem, pod powierzchnią, pod tekstem. Ale można ją również określić za pomocą takich słów, jak: tuż obok, bardzo blisko, między nami. Między słowem i rzeczą. Bólem albo rozkoszą i słowami, które znaczą ból, rozkosz. Między wstrętem jako wzdrygnięciem ciała i słowem „wstręt”. Między mną i Inną. Ona ma własną wolę, ale nie istnieje beze mnie. Kim ja jestem? Tą-Która-Pisze. Ale nigdy nie jestem sama. Nie mogę jej okiełznać. Nie mogę kazać jej zamilknąć i zniknąć. Ale mam władzę nadania jej imienia. Nazywam ją Tą-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy.
Jeśli potrzebujecie haczyka, by zaczepić o niego nić swojej wyobraźni, przeczytajcie pierwsze wersy Utworu o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff: „śni mi się, że trzymam – stojąc na jakimś dworcu – / trzymam coś niedużego, jakby dziecko, może kilkuletnie, / ale to nie jest dziecko tylko kosmaty jakiś strzęp wrzeszczący, / wije się szarpie, kłaki poplamione krwią, / muszę to trzymać, chronić przed upadkiem, czemu muszę nie wiem, / to się stało jakoś z zaskoczenia; trochę mi niedobrze / i…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Jezus Żydów