Subskrybuj
fot. Wydawnictwo Marginesy
fot. Wydawnictwo Marginesy

Cicho pracująca perfekcja

Czy to przypadek, że największe i najbardziej nieprzeniknione oczy w przedwojennej Warszawie miała świetna karykaturzystka Hanna Gosławska-Lipińska, zwana przez wszystkich Ha-Gą?

Przywiozła te oczy z opanowanej rewolucją Moskwy – jak Katarzyna Kobro. Przyszła bowiem na świat w 1915 r. właśnie w stolicy Rosji. Lecz kiedy miała prawie trzy lata i doszło do niebezpiecznych rozruchów, wraz z rodzicami i dwójką rodzeństwa wróciła do kraju. Prawdopodobnie również ze względu na pracę ojca – księgowego, który na obczyźnie zyskał reputację fachowca. Jak słynna rzeźbiarka mieszkała też jakiś czas w powojennej Łodzi (czy się poznały? – tego nie wiemy, ale kiedy w 1948 r. w łódzkim muzeum otwierano pierwszą ekspozycję z pracami Kobro, Ha-Ga była już w Warszawie). Zaczęła wtedy intensywnie rysować dla satyrycznych „Szpilek” (redakcja pisma na moment przeniosła się do Łodzi ze zrujnowanej stolicy), ilustrowała wiersze w nowo powstałym „Świerszczyku”. Poza tym widzę je – Gosławską i Kobro – blisko siebie nie tylko ze względu na przecinające się linie podróży i miejsca zamieszkania, ale przez coś pokrewnego w spojrzeniu obu artystek na świat. Za tymi wielkimi, hipnotyzującymi oczami Ha-Gi kryła się ta sama perfekcja co u awangardowej rzeźbiarki, która dawała w pracy rysowniczki efekty niemal matematycznych wykrojów postaci. Pewnie poprowadzona kreska wokół bohaterów, ich charakterystyczne, okrągłe, nieco zdumione spojrzenia do dziś odróżniają jej prace spośród wielu artystów tamtych czasów, choć przecież nigdy nie weszła do kanonu Polskiej Szkoły Ilustracji. Poza tym Ha-Ga była cichsza, jej życiorys mniej dramatyczny i, sądząc z lektury książki Agaty Napiórskiej, karykaturzystka ma większe szczęście do biografów niż „Katia”.

Katarzyna Murawska-Muthesius, historyczka sztuki z Uniwersytetu Londyńskiego, którą Napiórska cytuje w swojej książce, znakomicie wychwytuje istotę rysunków Ha-Gi w środowisku zdominowanym przez mężczyzn, tworzących karykatury w sposób bardziej agresywny. „Niewielka liczba kobiet z sukcesem uprawiających karykaturę brana jest często za potwierdzenie męskiej natury tej sztuki – standardowo utożsamianej z agresją oraz z imperatywem przekraczania wszelkich norm (…). Sztuka Ha-Gi jest przeciwieństwem takiej postawy, jakby nieświadomą protofeministyczną krytyką patriarchalnych reżimów reprezentacji” – pisze Murawska-Muthesius. Ha-Ga rysuje postaci bardziej uniwersalne, przekraczające swoją płciowość – ani bardzo męskie, ani kobiece, za to zawsze świetnie ubrane. Dla rysowniczki humanizm reprezentuje wtedy – a „wtedy” to lata 50., czas leczenia ran po wojnie – nie ciało, lecz dobrej jakości tkanina, która zdolna jest ukryć wszelkie blizny, odwrócić uwagę od tępej szarzyzny ulic. Z jednej strony satyryczka pokazuje więc w rysunkach ludzi bezbronnych w swojej codzienności (na jej obrazkach stałe przestrzenie to: porodówki, gabinety lekarskie, ciasne mieszkania), z drugiej – mających zbroje przeciwko temu: inteligentny dowcip i modę.

Światowe trendy w modzie i wykroje z fachowych czasopism stają się obsesją Ha-Gi. Prosi znajomych z zagranicy o egzemplarze „Elle”, podpatruje ludzi na pocztówkach. Jej biografka śledzi tę pasję, widząc w tym istotny element osobowości i pracy rysowniczki. Napiórska sięgnie również z dobrą intuicją poza samo satyryczne portfolio Ha-Gi, analizując obrazki z książeczek dla dzieci jej autorstwa i pojedyncze grafiki do wierszy dla najmłodszych. Dostrzeże dzięki temu, że zajączki, lisy i wiewiórki z utworów Jana Brzechwy lub Marii Kownackiej noszą te same apaszki i marynarki co postaci z obrazków w „Szpilkach”. Ich spódniczki mają te same prążki i kropki. Okładka do „Przekroju”, którą Gosławska-Lipińska rysuje do grudniowego numeru w 1954 r., jest popisem jej wielkich umiejętności dostrzegania wszelkich wzorów w świecie, tęsknoty do koloru w życiu go pozbawionym. Radość egzystencji wybucha u satyrycznej rysowniczki w starannie kropkowanych spódnicach. Czy to eskapizm wyniesiony z lat wojny?

Ha-Ga zadebiutowała kilka lat przed okupacją – w październiku 1936 r. zilustruje Łódzkich Żydów Juliana Tuwima. Znała się już wtedy z poetą, który był zauroczony jej okrągłymi, ciemnymi oczami i nieraz pytał o nią w listach do jej męża Eryka Lipińskiego (również satyryka, założyciela „Szpilek”). Wojna, która na zawsze zmieniła świat artystyczny w Polsce (wielu ludzi wyjechało, inni, jak poetka Zuzanna Ginczanka, z którą satyryczka siedziała nieraz w Ziemiańskiej, zginęli), musiała być również wielką cezurą w życiu Gosławskiej-Lipińskiej. Dla karykaturzystki „Szpilek” ten czas miał swoje ciemne momenty – mąż spędza wiele dni w obozach, a w czasie powstania warszawskiego rysowniczka idzie przed niemieckimi czołgami jako żywa tarcza. Wojna pozostawi w niej swój ślad – wielki lęk przed ciemnością. Podoba mi się jednak, że biografka Ha-Gi nie oddzieli tego okresu w jej życiu wyraźniej od reszty. Dzięki temu udaje jej się pokazać rysowniczkę w jej bardzo charakterystycznej i konsekwentnej postawie wobec rzeczywistości – niezwykłego hartu ducha w pracy, potrzeby stałego oczyszczania pola z niepotrzebnych rzeczy. Napiórska nie chce również wypełniać białych plam w historii satyryczki epizodami z życia jej partnerów, jak to zrobiła np. Małgorzata Czyńska, biografka Kobro (choć przecież Eryk Lipiński, podobnie jak mąż awangardzistki, w wielu kręgach musiał być bardziej rozpoznawalny niż jego żona). Książka Napiórskiej dostrzega niuanse (zwracając np. uwagę na staranne fryzury rysowniczki – jak charakterystyczny „czub” na przodzie, z którego drwił Gombrowicz), wnikliwie interpretuje postawy osób bliskich satyryczce. Rozpoznaje Ha-Gę – prawdziwą damę w świecie artystycznym – już w obrazie wielkich starań matki Eugenii od najmłodszych lat sztukującej córce odzież z dobrych materiałów, żeby zachować pozory dziecka z dobrego domu. A jednocześnie autorce udaje się coś zaskakującego – w sposób nienużący potrafi opowiedzieć historię osoby w zasadzie dość skromnej: cicho pracującej perfekcjonistki.


Agata Napiórska Ha-Ga. Obrazki z życia Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023, s. 343

Artykuł pojawił się w numerze: Najlepsze miejsce do życia