Znany nam świat dobiega końca. Od nas zależy, jak ów kres będzie wyglądał i co po nim nastąpi. Kończy się epoka paliw kopalnych, ale jeśli firmy wydobywcze dopną swego, rezygnacja z tych surowców bardzo się opóźni i spaleniu ulegnie jeszcze mnóstwo węgla. Jeśli natomiast przewagę zyska nasza strona, do 2030 r. radykalnie zmniejszymy zużycie paliw kopalnych, a do roku 2050 wyeliminujemy je niemal całkowicie. Na zmiany klimatyczne odpowiemy realną zmianą i w ciągu dziewięciu lat pokonamy przemysł wydobywczy.
Jeśli odniesiemy sukces, następne pokolenia będą patrzeć na epokę paliw kopalnych jak na czasy rozkładu i destrukcji. Wnuki dzisiejszych młodych ludzi będą słuchać przerażających opowieści o tym, jak spalano potworne hałdy wydobytej spod ziemi trucizny, która dzieci doprowadzała do choroby, a ptaki do śmierci, zanieczyszczała powietrze i powodowała przegrzanie naszej planety.
Musimy zbudować świat na nowo – i możemy zbudować go lepiej. Pandemia COVID-19 dowodzi, że kiedy traktujemy kryzys poważnie, jesteśmy w stanie zmienić nasz styl życia prawie z dnia na dzień, radykalnie i globalnie, wynajdując ogromne sumy pieniędzy, choćby 3 bln dolarów, jakie rząd USA przeznaczył początkowo na walkę z koronawirusem.
Zakończona niedawno konferencja klimatyczna w Glasgow [31 października–12 listopada 2021 r. – przyp. red.] nie przybliżyła nas wyraźnie do tego celu, choć przyniosła dużo dobra. Ludzi, którzy niekoniecznie zasługują na miano przywódców, popychały tam do działania postulaty aktywistów i autentycznych liderów z krajów szczególnie zagrożonych zmianami klimatu, a hamowały ich wąsko pojęte interesy, przywiązanie do status quo i potencjalne korzyści płynące z dalszej dewastacji planety. David Roberts skomentował z typową dla siebie wnikliwością: „Deklaracje indyjskiego dyplomaty w Glasgow nie mają żadnego przełożenia na to, czy i jak szybko Indie zrezygnują z węgla. Liczy się tu polityka wewnętrzna, która w Indiach kieruje się własną logiką i tylko w niewielkim stopniu zależy od polityki międzynarodowej”.
Pół roku temu Międzynarodowa Agencja Energetyczna, na ogół powściągliwa, wezwała do wstrzymania nowych inwestycji związanych z paliwami kopalnymi: „Mamy realną możliwość budowy globalnego sektora energetycznego z zerową emisją netto w 2050 r., ale prowadząca do niego droga jest wąska i wymaga bezprecedensowego przekształcenia metod produkcji, transportu i korzystania z energii na całym świecie”. Agencję skłoniła do tego kroku presja ze strony aktywistów, a na szczycie COP26 w Glasgow 20 krajów zobowiązało się do zaniechania subwencji na zagraniczne projekty dotyczące paliw kopalnych.
Emocjonalne konsekwencje kryzysu klimatycznego same w sobie stały się już poważnym kryzysem. W tej sytuacji, jak sądzę, najlepiej jest łączyć gruntowną znajomość faktów z działaniami dla bardziej pozytywnej przyszłości, a także uznać, że mamy realne powody do niepokoju ze względu na rysujące się przed nami perspektywy i bezczynność instytucji. Poniżej przedstawiam środki pomocne (jak sama się przekonałam) zarówno w dbaniu o własną kondycję psychiczną, jak i w próbach przeciwstawienia się kryzysowi klimatycznemu – a nie muszą to być zadania odrębne.
1. Opierajmy się na faktach
Wystrzegajmy się uczuć niepopartych faktami. Wiele reakcji emocjonalnych wynika z nietrafnej oceny sytuacji, a czasem jedynie z mglistej obawy, że już po nas.
Ciekawa rzecz: osoby niedoinformowane postrzegają nieraz kryzys klimatyczny w bardziej ponurych barwach niż naukowcy, organizatorzy kampanii i decydenci z rzetelną znajomością dziedziny. Zbyt często obstajemy przy swoim pesymizmie, powtarzając: „Już za późno” lub „Nic nie da się zrobić”. Wymawiamy się w ten sposób od działania, a zarazem ignorujemy tych, którzy jednak czegoś dokonują. Eksperci mówią nam co innego.
###banner###
Wciąż mamy czas, by wybrać najlepsze, a nie najgorsze scenariusze – chociaż im dłużej zwlekamy, tym nam trudniej i tym ostrzejsze środki zaradcze są konieczne. Wiemy, co robić, a nasza wiedza staje się coraz pełniejsza i dokładniejsza, a także coraz bardziej twórcza. Bariery wyznaczają nam jedynie polityka oraz nasza wyobraźnia.
2. Nie lekceważmy osiągnięć
Często też słychać pretensje: „Nikt z tym nic nie robi”. Mówią to jednak ci, którzy nie zwracają uwagi na zaangażowanie – nierzadko skuteczne – innych. Ruch obrony środowiska naturalnego nabrał siły i doświadczenia, poszerzył zakres swojej działalności i odniósł wiele zwycięstw. Zajmuję się tym tematem dość długo, by pamiętać, że tę walkę (zwaną dawniej walką z globalnym ociepleniem) prowadzono kiedyś na skromną skalę, poczciwie, z naciskiem na dobroczynne skutki używania hybrydowych priusów i żarówek energooszczędnych, no i na ogół jej nie dostrzegano.
Jednym z takich zwycięstw obrońców środowiska – i jedną z konsekwencji zmian klimatycznych – jest znacznie większa niż jeszcze kilka lat temu liczba ludzi: od zwykłych obywateli do czołowych polityków, którzy troszczą się o stan klimatu. Ruch ten, a raczej setki ruchów z setkami kampanii na całym świecie, wywiera naprawdę olbrzymi wpływ.
W USA, gdzie mieszkam, dzieje się sporo na poziomie lokalnym, stanowym i federalnym. Lokalne decyzje mogą się wydawać nieistotne, często jednak zyskują szerszy zasięg. Na przykład jakiś czas temu Berkeley w Kalifornii zakazało instalowania urządzeń gazowych w nowych budynkach. Łatwo zlekceważyć znaczenie tego zakazu, bo mowa o niezbyt dużym mieście, ale w ślady Berkeley poszło już ponad 50 administracji miejskich, a korzystanie wyłącznie z urządzeń elektrycznych ma szanse stać się normą również poza granicami Kalifornii. W Wielkiej Brytanii grupa Insulate Britain organizowała blokady dróg, domagając się od rządu poprawy standardów izolacji w budownictwie – a kto by niegdyś przypuszczał, że taka sprawa może zmobilizować ludzi do protestów? Podczas zimy jednak, gdy wzrosną ceny opału i zmniejszy się jego dostępność, izolacja budynków będzie kwestią przetrwania i sprawiedliwości społecznej – oraz kwestią klimatyczną.
Mamy wybór między organizacjami, inicjatywami i ustawodawstwem o różnej skali: każdy znajdzie coś dla siebie. Czasem chodzi o zdopingowanie swojej uczelni, by opowiedziała się przeciwko inwestowaniu w przemysł wydobywczy, czasem o nakłonienie władz miejskich do zmiany przepisów budowlanych albo władz stanowych do przyjęcia ambitnego planu wykorzystania czystej energii (jak zeszłego lata w Oregonie) czy do zakazu szczelinowania hydraulicznego (jak przed kilku laty w stanie Nowy Jork), czasem o ochronę starodrzewu.
Jeśli trudno nam dostrzec niektóre z dotychczasowych zwycięstw, może to po prostu wynikać stąd, że nie pozostały po nich widoczne ślady: budowę zakładu opalanego węglem zarzucono, wstrzymano prace nad rurociągiem, zabroniono odwiertu, wycofano się z wycinki drzew. Jak radzi mój przyjaciel Daniel Jubelirer z organizacji Sunrise Project, jeśli przytłacza nas liczba danych i problemów do rozwiązania, warto się przyłączyć, aktywnie poszerzać wiedzę i być może skoncentrować się na jakiejś konkretnej dziedzinie.
3. Poszerzajmy horyzonty i szukajmy dobrego towarzystwa
Kiedy pytam moich rozmówców, co robią w sprawie kryzysu klimatycznego, często opowiadają mi o korekcie swojego stylu życia, np. o przejściu na weganizm lub rezygnacji z podróżowania samolotem. Są to decyzje szlachetne – i stosunkowo mało znaczące. Świat musi się zmienić, zmiana jednak nie nastąpi dlatego, że ten czy ów korzysta z czegoś lub nie korzysta (wolałabym też, abyśmy nie pojmowali siebie głównie jako konsumentów).
Jako obywatele Ziemi wszyscy ponosimy odpowiedzialność. Razem jako obywatele możemy spowodować zmianę – i tylko w takiej skali będzie to zmiana wystarczająca. Owszem, poszczególne decyzje sumują się stopniowo, niekiedy też okazują się katalizatorem, nie mamy już jednak czasu na powolne tempo. Najistotniejsze teraz jest nie to, z czego się wycofujemy, lecz to, czego dokonujemy z zaangażowaniem i wspólnie. Indywidualna zmiana nie jest niczym odrębnym od zmiany zbiorowej – np. każdy z mieszkańców miasta zasilanego czystą energią jest użytkownikiem takiej właśnie energii.
Jeśli karmimy się doniesieniami mediów głównego nurtu – które koncentrują się na celebrytach i wybieralnych politykach, a za ludzi wpływowych uważają wyłącznie osoby bogate i szeroko znane – na pewno powtarzano nam w nich po tysiąckroć, że nie mamy żadnego wpływu na losy Ziemi (poza naszymi decyzjami konsumenckimi).
Wpływ dają zwykłym obywatelom organizacje, kampanie, stowarzyszenia, sieci społeczne – wpływ tak potężny, że budzi strach elit, rządów i korporacji, które za wszelką cenę starają się go podważyć. Można tu spotkać marzycieli, idealistów, altruistów: ludzi wierzących w wierność własnym zasadom. Można tu spotkać osoby pełne nadziei, a nawet czegoś więcej, bo wielkie ruchy rodzą się nieraz z inicjatywy ludzi, którzy stawiają sobie cele z pozoru nieosiągalne: zniesienie niewolnictwa, prawa wyborcze dla kobiet, równość dla osób LGBTQ+.
Wartości i emocje są zaraźliwe niezależnie od tego, czy pociągają nas zapatyści, czy Kardashianowie. Wiele osób sądzi, że poświęcam czas postępowym ruchom tylko z zawodowego obowiązku. Nie mają racji. Dla mnie to autentyczna przyjemność: dobrze jest znaleźć idealizm wśród obojętności i cynizmu!
4. Przyszłość wciąż nie jest ustalona
Ludzie, którzy wypowiadają się autorytatywnie na temat przyszłych wydarzeń, po prostu dodają sobie znaczenia, a zarazem podkopują w nas wiarę we własne możliwości. Obiegowe sądy wykluczyły już przecież to, że Irlandia i Hiszpania usankcjonują małżeństwa osób tej samej płci, że prezydent USA będzie honorował Dzień Osób Transpłciowych, że Kanada przekaże 20% swojego terytorium, czyli Nunavut, samorządowi rdzennych mieszkańców, że Wielka Brytania skończy z węglem, a Kostaryka będzie niemal w 100% polegać na czystej energii. Historia uczy, że to, co nieoczekiwane, przytrafia nam się dosyć regularnie – nieoczekiwane, rzecz jasna, dla tych, którzy przypisują sobie znajomość przyszłości.
W 2015 r. w Paryżu Christiana Figueres poprowadziła 192 narody do globalnego porozumienia klimatycznego. Wcześniej, gdy zaproponowano jej to zadanie, uznała je za niewykonalne. Przyjęła jednak propozycję. Jeszcze w przededniu paryskich uzgodnień słyszałam wokół opinie, że nic z tego nie będzie. Nazajutrz osiągnięto sukces: wprawdzie nie ukończono sprawy, ale posunięto ją naprzód.
Przyszłość wciąż nie jest ustalona. Jej kształt zależy od działań, które podejmujemy dzisiaj.
5. Skutki pośrednie też się liczą
We wrześniu Uniwersytet Harvarda ogłosił swoje negatywne stanowisko wobec finansowego udziału w sektorze paliw kopalnych. Presję na władze uniwersyteckie wywierano przez dekadę. Przez ponad dziewięć lat kampania mogła się wydawać bezowocna, chociaż była częścią ogólnoświatowego ruchu, który doprowadził do wycofania bilionów dolarów z inwestycji przemysłu wydobywczego, naświetlił działania tej branży jako przestępcze i postawił ogół inwestorów przed problemami etycznymi nie do zignorowania. W listopadzie 2021 r. agencja Bloomberg News poinformowała, że „koszty kapitału” dla paliw kopalnych i energii odnawialnej, niegdyś podobne, wynoszą teraz – w głównej mierze dzięki obrońcom środowiska i zaangażowanym akcjonariuszom – 20% dla kopalin, a 3%–5% dla źródeł odnawialnych. Ma to istotny wpływ na szacowanie zysków i decyzje o przeznaczeniu funduszy.
Kampania przeciw budowie rurociągu naftowego Keystone XL była przez lata chaotyczną sekwencją kroków w przód i tył oraz grą na zwłokę – aż wreszcie, kiedy Joe Biden objął urząd prezydenta USA, projekt całkowicie wstrzymano. Nie był to jednak podarunek od Bidena, ale spłata długu wobec aktywistów, którzy wytrwale dążyli do tego celu. Cierpliwość przynosi owoce, a zmiana nie następuje liniowo, lecz poszerza swój zakres, rozchodząc się jak kręgi na wodzie po wrzuceniu kamienia. Trudno przewidzieć jej oddziaływanie. Skutki pośrednie nieraz okazują się niezmiernie ważne.
Walka przeciwko Keystone XL była ciężka i długotrwała, a jej bohaterowie osiągnęli coś więcej niż zablokowanie jednego rurociągu. Dzięki nim sprawa piasków roponośnych w kanadyjskiej Albercie stała się głośna jako przedsięwzięcie katastrofalne dla środowiska i zagrożenie klimatyczne dla całej planety, któremu bezwzględnie należy zapobiec. Aktywiści zainicjowali wspaniałe koalicje rolników, rdzennych właścicieli gruntów, wspólnot lokalnych i organizacji międzynarodowych. Pomogli nam zrozumieć, dlaczego właśnie rurociągi umożliwiają skuteczne wywieranie nacisku, i zachęcili wielu ludzi do angażowania się w podobne batalie.
Niewykluczone, że ich kampania była także inspiracją dla przywódców Lakota z okolic rezerwatu Standing Rock, którzy w 2016 r. sprzeciwili się budowie rurociągu Dakota Access. Budowy nie wstrzymano, lecz walka jeszcze się nie skończyła. Następstwa były zresztą dużo szersze. Wiem od znajomego ze Standing Rock, że akcja wokół Dakota Access tchnęła nadzieję w młodych rdzennych mieszkańców, dała im cenne poczucie własnej wartości i sprawczości. Pod wpływem tych wydarzeń doszło też do wielkiego międzyplemiennego spotkania i uleczenia starych ran – zwłaszcza gdy setki byłych żołnierzy amerykańskich uklękły przed zgromadzeniem, by przeprosić za sposób traktowania rdzennej ludności przez armię Stanów Zjednoczonych.
Wydarzenia te zachęciły również pewną młodą kobietę – która z przyjaciółmi przyjechała do Standing Rock z Nowego Jorku – by kandydować do Kongresu Stanów Zjednoczonych. Niewielu wtedy o niej słyszało, teraz natomiast jej nazwisko jest dobrze znane. Alexandria Ocasio-Cortez jako członkini Izby Reprezentantów konsekwentnie głosiła potrzebę „Zielonego Nowego Ładu” (Green New Deal). Promowana przez nią ustawa przepadła wprawdzie w głosowaniu, ale zmieniła sposób postrzegania realnych możliwości oraz podważyła długoletni sztuczny konflikt pomiędzy wymogami rynku pracy a wymogami środowiska. Proponowana legislacja być może skłoniła także administrację Bidena do zainteresowania się tworzeniem proekologicznych miejsc pracy jako wkładem w transformację energetyczną, a zatem ma swój udział w rządowym projekcie Build Back Better.
Jeśli prześledzimy oddźwięk kampanii wśród społeczności ze Standing Rock, u młodej kobiety, która zdecydowała się kandydować do Kongresu, i w nowym planie aktywności proekologicznej przyjętym przez Sunrise Movement, zachodząca pośrednio zmiana będzie wyraźnie zauważalna. Nasze działania często mają znaczenie, nawet gdy nie udaje nam się od razu zrealizować głównego celu. A choćbyśmy zrealizowali go natychmiast, jego wpływ może być dużo bardziej złożony, niż zakładaliśmy na początku.
6. Wyobraźnia ma wielką moc
U podstaw dzisiejszego kryzysu leży niedostatek wyobraźni, niezdolność do zauważania zarówno okropieństw, jak i dobrych stron, brak otwartości, która pozwala łączyć poszczególne wydarzenia – zrozumieć, że to, co spalamy w elektrowniach i silnikach samochodowych, pompuje do atmosfery dwutlenek węgla. Niektórzy nie dostrzegają, że świat, tak stabilny przez dziesięć tysiącleci, ulega obecnie rozchwianiu, pełen nowych zagrożeń i niebezpiecznych sprzężeń zwrotnych. Inni nie mogą uwierzyć, że jesteśmy w stanie zrobić to, co niezbędne: ni mniej, ni więcej, tylko zbudować lepszy świat. Niezwykłą cechą kryzysu klimatycznego jest to, że chociaż na początku ruch proekologiczny zalecał surowy tryb życia, tak naprawdę chodzi głównie o rezygnację z trucizn, niesprawiedliwości i destrukcji. Pod wieloma względami świat będzie dużo bogatszy, jeśli zdecydujemy się na to, czego wymaga od nas sytuacja. W przeciwnym razie takie klęski żywiołowe jak niedawna katastrofalna powódź, która odcięła największy port Kanady i zalała samo miasto Vancouver, uprzytomnią nam boleśnie, że koszty zapobiegania kryzysowi są niczym wobec kosztów zaniechania działań.
7. Sprawdzajmy informacje (i uważajmy na kłamców)
Myślenie o przyszłości wymaga wyobraźni, ale też precyzji. Opinię publiczną przez dziesięciolecia zalewały fale kłamstw na temat klimatu. Epoka negowania zagrożeń klimatycznych już w zasadzie minęła – nadszedł czas bardziej subtelnych przeinaczeń oraz pozornych rozwiązań proponowanych przez tych, którzy chcą czerpać korzyści z zastoju.
Przemysł wydobywczy wydaje ogromne pieniądze na reklamę, która upowszechnia jawne kłamstwa i promuje kosmetyczne poprawki lub fikcyjne rozwiązania. Próbuje się w ten sposób przeciwdziałać niezbędnym krokom: zatrzymaniu węgla w ziemi oraz głębokiej transformacji wszystkich sfer życia – od produkcji żywności do organizacji transportu.
Wiele się mówi o technologiach wychwytywania dwutlenku węgla, a przecież zgodnie ze starym, ale trafnym dowcipem najlepsza z takich technologii to drzewo. Wizje nieistniejących metod zakrojonych na szeroką skalę mają często sugerować, że emisje dwutlenku węgla nie muszą być dla nas powodem do zmartwień. Otóż muszą. Inną zmyłką taktyczną jest geoinżynieria, popularna wśród technokratów – zapewne dlatego, że ludzie ci umieją bez problemu wyobrazić sobie olbrzymie, scentralizowane innowacje technologiczne, ale już nie oddziaływanie mnóstwa drobnych zmian na szczeblu lokalnym.
Mark Jacobson (Uniwersytet Stanforda) z Solutions Project stwierdził już w 2017 r., że prawie każdy naród na Ziemi posiada dzisiaj zasoby naturalne, które umożliwiają przejście na odnawialne źródła energii. „Mamy rozwiązania” – głosił w 2014 r. banner na wielkim marszu obrońców klimatu w Nowym Jorku. Od tamtej pory rozwiązania te jeszcze zyskały na skuteczności.
8. Wyciągajmy wnioski z historii
Amerykańska lewica – usłyszała kiedyś moja znajoma – nie umie świętować własnych zwycięstw (to samo zresztą może się odnosić do lewicy w innych krajach). A przecież mamy za sobą zwycięstwa, nieraz wspaniałe, decydujące o naszym codziennym życiu. Przypominają nam one, że nie jesteśmy bezsilni, że nasza praca nie idzie na marne. Przyszłość wciąż nie jest ustalona, a kiedy przyglądamy się przeszłości, odnajdujemy wskazówki pomocne w kształtowaniu nadchodzących dziesięcioleci.
Znajomość dotychczasowych osiągnięć pozwala na dokonywanie zmian i napełnia nadzieją, która płynie właśnie ze świadomości, że sprawy mogą ułożyć się inaczej. Przygnębienie wynika często z poczucia, że nigdy nic się nie zmieni albo że nie jesteśmy w stanie spowodować zmiany.
Warto sobie uzmysłowić, że już doszło do zaskakujących przekształceń. Na początku XXI w. nie mieliśmy rozwiązań konkurencyjnych wobec paliw kopalnych. Energetyka wiatrowa i słoneczna były stosunkowo kosztowne i mało wydajne, a w technologii akumulatorowej stawiano dopiero pierwsze kroki. Rewolucja energetyczna to najbardziej niedoceniany przewrót w naszej epoce: koszty energii wiatrowej i słonecznej spadły raptownie wraz z rozwojem skuteczniejszych metod – w powszechnej opinii źródła te wystarczą aż nadto, by zasilać naszą przyszłość.
Skala zmian w ostatnim pięćdziesięcioleciu ukazuje znaczenie ruchów oddolnych. W kraju, w jakim urodziłam się 60 lat temu, o prawa lesbijek i gejów upominali się tylko nieliczni, nie istniały w zasadzie żadne feministyczne organizacje, Ruch Afroamerykanów na rzecz przestrzegania praw obywatelskich miał większość zwycięstw przed sobą, aktywiści ochrony przyrody nie połączyli się jeszcze w spójny ruch proekologiczny – i mało kto zauważał systemowe zależności będące kluczową kwestią w walce o środowisko naturalne. Wiele hipotez trzeba było dopiero obalić, wiele nowatorskich projektów dopiero obmyślić.
9. Nie zapominajmy o poprzednikach
Współczesne pokolenia jako pierwsze w dziejach mierzą się z katastrofą o geograficznym i czasowym zasięgu zmian klimatycznych. Nie jesteśmy jednak pierwszymi, którzy żyją w cieniu zagrożeń i lękają się o przyszłość. Często myślę o dzielnych ludziach, którzy nie odstąpili od swoich zasad w obozach zagłady w nazistowskich Niemczech. Myślę o moich latynoamerykańskich sąsiadach, którzy stawili czoło koszmarowi migracji i przemierzyli pustynię, uciekając przed szwadronami śmierci, dyktaturą i strasznymi klęskami żywiołowymi. Myślę o rdzennych Amerykanach, którzy doświadczyli końca swojego świata, gdy ograbiono ich z ziemi i zdziesiątkowano, a kolonializm dewastował ich styl życia i kulturę. Wprost trudno pojąć, jak można przetrwać w tych warunkach, a przecież odpowiedź mamy wokół nas.
Rdzenni przywódcy odegrali wielką rolę w walce o środowisko i wciąż dają świadectwo temu, że na czas, przyrodę, wartości, bogactwo i zadania człowieka można patrzeć inaczej. Raport opublikowany tego lata pokazuje, jak istotne jest autochtoniczne przywództwo dla ruchu proekologicznego: „Opór rdzennych mieszkańców zatrzymał lub opóźnił skażenie gazami cieplarnianymi w stopniu odpowiadającym co najmniej jednej czwartej rocznych emisji USA i Kanady”.
10. Doceniajmy piękno
Zawirowania klimatyczne napełniają nas lękiem przed utratą piękna Ziemi. Pomyślmy jednak: za 50 lat i za 100 nadal będzie na niebie wschodził piękny księżyc i srebrzył morskie fale, nawet jeśli linia brzegowa będzie przebiegała inaczej niż obecnie. Za 50 lat nie zniknie piękno gór w promieniach słońca ani piękno roziskrzonych kropli rosy na źdźbłach trawy. Nie przestaną kwitnąć kwiaty, znowu przyjdą na świat dzieci, i one także będą piękne.
Doceniajmy piękno Zawirowania klimatyczne napełniają nas lękiem przed utratą piękna Ziemi. Pomyślmy jednak: za 50 lat i za 100 nadal będzie na niebie wschodził piękny księżyc i srebrzył morskie fale, nawet jeśli linia brzegowa będzie przebiegała inaczej niż obecnie. Za 50 lat nie zniknie piękno gór w promieniach słońca ani piękno roziskrzonych kropli rosy na źdźbłach trawy. Nie przestaną kwitnąć kwiaty, znowu przyjdą na świat dzieci, i one także będą piękne.
Od dawna opowiadamy wstrząsające historie o topniejącym lodzie, niszczonych rafach koralowych i gwałtownych zjawiskach pogody, by tym dobitniej pokazać, że klimat się zmienia. Zaczynam teraz obawiać się czegoś innego: być może z upływem lat ów chaos wyda nam się czymś nieuniknionym, nawet normalnym, podobnie jak wojna wydaje się normalna komuś, kto nie zna czasów pokoju.
Myślę, że potrzebne są nam dzisiaj opowieści o pięknie, harmonii i bogactwie odziedziczonej przez nas Ziemi, o tym, jak cudowna była – a w niektórych miejscach, o pewnych porach nadal jest – ta ziemska rozmaitość oraz jak wiele możemy zrobić, by ów stan przywrócić i chronić to, co przetrwało. By traktować piękno Ziemi jak powierzony nam nienaruszalny depozyt i kultywować jego pamięć. W przeciwnym razie zapomnimy, dlaczego w ogóle toczymy walkę.
Tłumaczyła Anna Skucińska
Copyright Guardian News & Media Ltd 2021