Subskrybuj
il. takie pany
Dziennikarz i kurator; od 2012 r. prowadzi stronę noweidzieodmorza.com. Publikuje w „The Quietus”, tygodniku „Polityka”, „Dwutygodniku” i Radiowym Centrum Kultury Ludowej. Współzałożyciel Fundacji Palma

Jazz na działce

Na mazurskiej wsi spotykają się najgorętsze nazwiska trójmiejskiej sceny jazzowej, elektronicznej i improwizowanej. Walutą jest tu wymiana: doświadczeń, muzyki i wzajemnych umiejętności

Działka w małej wsi w okolicy Olsztyna dekadę temu stała się inspiracją dla Sławka Koryzno, aby zorganizować tam festiwal. Kiedy rodzice zamieszkałego w Gdańsku muzyka przeprowadzili się z Olsztyna do Biedowa – bo nazwa festiwalu to jednocześnie nazwa miejscowości – namówili go, żeby zaprosił znajomych, którzy mogliby zagrać na tarasie przy ich domu. Koryzno to perkusista, związany z wytwórnią Alpaka Records, członek takich zespołów, jak: Tomasz Chyła Quintet, Michał Bąk Quartetto, Emil Miszk & The Sonic Syndicate, Nene Heroine, a ostatnio też Hér. Współpracował m.in. ze Zbigniewem Namysłowskim, Leszkiem Możdżerem, Adamem Pierończykiem, Sławkiem Jaskułkem. Nazwiska zapraszanych znajomych i ich zespołów zaczęły się mnożyć z roku na rok, aby w niezwykłej aurze przyrody doświadczać muzyki inaczej niż na wielkich masowych imprezach. I tak z koncertów na tarasie narodził się festiwal.

Z roku na rok Biedowo Music Fest zaczęło się rozrastać i przyciągać coraz więcej osób. Zespoły najpierw grały na tarasie domu, później wybudowano specjalne zadaszenie, pośród drzew znalazło się miejsce na ekran, na którym wyświetlano wizualizacje, a okoliczna szklarnia stała się miejscem instalacji artystycznych. Niezależnie od tego, czy Biedowo jest skąpane w słońcu czy zalane deszczem, co roku odwiedzają je osoby z Trójmiasta i okolic, a także z innych miejsc w kraju, by w kameralnej atmosferze słuchać najciekawszych artystów nadmorskiej sceny muzycznej.

Zamiast ogromnych połaci festiwalowych – niewielka działka, nie lawiruje się między samochodami, bo parking jest mały, miejsca na nocleg znajdziemy szybko. Nie trzeba stać w kolejce do wymiany biletów na opaski, bo punkt info mieści się w jednym z namiotów. Ekipa to znajomi i znajomi znajomych, którzy przez cały rok planują wydarzenie, w jakim nie stawia się na ilość, ale na jakość.

Festiwal nie jest przesadnie promowany – z jednej strony ze względu na ograniczoną liczbę miejsc i kameralny charakter imprezy, z drugiej strony zainteresowani po prostu o nim wiedzą. Co nie znaczy, że się nie profesjonalizuje: w 2022 r. w Biedowie w końcu stanęła mobilna scena z prawdziwego zdarzenia.

W Biedowie grają początkujące zespoły, bo to okazja do sprawdzenia, jak muzykę przyswaja publiczność – nie występują jako pierwsi, bo każdy jest tu traktowany na równi. Ale program to też nazwiska będące markami na scenie muzycznej. Z jednej strony zdobywca Fryderyka Emil Miszk, współzałożyciel labelu Alpaka. Z drugiej strony Marcin Świetlicki, który grał tu z zespołem Zgniłość (w jego skład wchodzą członkowie trójmiejskich zespołów jazzowych) albo Leszek Możdżer (gdzie w kwartecie gra Koryzno). Wszystko opiera się na znajomościach w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu.

W 2021 r. muzycy z Oktetu Emila Miszka grają w płaszczach przeciwdeszczowych –rozwinięte, improwizowane suity dzięki temu odbiera się trochę inaczej; to luz bliski filozofii Alpaka Records. Chwilę później lider zespołu staje przy krawędzi jednego z plastikowych zadaszeń. Ktoś krzyczy, żeby się przesunął, by oczyścić je z wody, która się zebrała. Trębacz tego nie słyszy i strumień spływa prosto na niego, z czego wszyscy się śmieją.

Kolejna znajoma to Mary Zaleska, która przygotowuje co roku przepiękną identyfikację graficzną, dzięki czemu znacząco wyróżnia się ona na tle innych festiwali. Barwne grafiki zdobią bluzy i koszulki, które można kupić, żeby wesprzeć budżet imprezy. Kolejną formą wsparcia są bilety sprzedawane w ramach zrzutki. Biedowo powstaje oddolnie z chęci dzielenia się muzyką i tworzenia przestrzeni do jej naturalnego odbioru. Niejako w kontrze do przesyconych komercją wielkich imprez, gdzie to, co słyszymy ze sceny, często jest spychane na drugi plan, bo liczy się przede wszystkim wynik. Końcowy sukces Biedowa to zasługa kilkudziesięciu osób, które pracują pro bono.

Niezobowiązujący klimat sprawia, że Biedowo jest tyle samo kontemplacją sztuki, co wypadem za miasto na weekend. Przyjazna atmosfera i wyluzowane środowisko sprawiają, że można się tam poczuć jak na domówce, na której – nawet jeśli nikogo nie znamy – po festiwalu wrócimy z nowymi kontaktami. Biedowo leży poza głównymi szlakami, ale stosunkowo łatwo się do niego dostać przez Olsztyn – zresztą przyjacielska atmosfera sprawia, że bez problemu można znaleźć kogoś, kto będzie jechał tam samochodem, i wybrać się, a już na pewno wrócić stamtąd razem.

Co ważne – impreza stawia na lokalnych twórców, podkreślając rolę miejskich środowisk muzycznych, związanych zarówno ze sceną improwizowaną, jak i z akademią muzyczną i sceną eksperymentalną. Pokazuje też, jak pomiędzy tymi światami poruszają się muzycy, zawiązując nowe projekty. Starsi z młodszymi, awangardowi z bardziej klasycznymi. Jeśli masz pomysł na nowy zespół, nie musisz wysyłać e-maili, na które, jak w głuchym telefonie, nikt nie odpowie. Wystarczy telefon, szybka wymiana pomysłów, żeby stworzyć coś nowego.

Znamienne, że Biedowo jest niejako satelitą Gdańska, który gromadzi artystów także z innych miast. Dzięki różnym doświadczeniom zawiązują kolejne składy, koncertują, wydają płyty i pokazują, jak jedno miasto owocuje kwitnącą sceną muzyczną. W Biedowie walutą transakcyjną jest wymiana: pomysłów, umiejętności, wsparcia technicznego, osobowego oraz organizacyjnego. Społeczna więź, która się tu z roku na rok umacnia, jest tak samo ważna jak muzyka, której można posłuchać. 

Biedowo Music Fest
Biedowo koło Olsztyna,
21–22 lipca 2023

Artykuł pojawił się w numerze: Wyobraź sobie